„Myślałam, że tak wygląda każdy związek” to zdanie wypowiada wiele osób, które przez lata żyły w przemocy i nie widziały, że to, czego doświadczają, nie powinno takie być.
? Jeśli Ty lub ktoś Ci bliski potrzebuje wsparcia na Psycheo.pl znajdziesz pomoc psychologiczną i psychoterapeutyczną.
W tym odcinku podcastu Bliskie rozmowy rozmawiamy o życiu w przemocowym związku, doświadczeniu DDA, lęku przed odejściem i o tym, jak trudno odzyskać siebie po latach życia w ciągłym napięciu.
Karolina przez 18 lat żyła w relacji pełnej przemocy psychicznej. Dziś mówi o tym głośno po to, by ktoś, kto słucha tej rozmowy, mógł pomyśleć: „mam podobnie, nie jestem sama”.
Jeśli czujesz, że ten odcinek może pomóc komuś bliskiemu udostępnij go dalej.
?️ Bliskie rozmowy to podcast o emocjach, doświadczeniach i historiach, w których można odnaleźć kawałek siebie.
Witam Was serdecznie.
To jest podcast Psychotok Bliskie Rozmowy,
w którym rozmawiamy o doświadczeniach,
emocjach i historiach,
w którym ktoś może odnaleźć kawałek siebie
i pomyśleć mam podobnie.
Dzisiaj jest ze mną Karolina,
która przez wiele lat żyła w związku,
w którym doświadczała przemocy i
zdecydowała się podzielić z nami swoją
historią.
Witaj Karolina.
Witam serdecznie.
Chciałabym na początku Ciebie, Karolina,
zapytać,
gdybyś miała powiedzieć po tych
doświadczeniach,
które są w jakiś sposób za Tobą,
kim jest ta dzisiejsza Karolina?
Co to jest za miejsce obecnie,
w którym Ty jesteś?
To jest kobieta, która
pewno poczuła swoją siłę.
Może nie, że mogę wszystko,
ale że mogę dużo.
Może nie jest jeszcze tak,
że do końca znał swoją wartość,
ale kilka razy usłyszałam,
że mogę być z siebie dumna.
Bo to też jest tak,
że ja trwałam w takim związku,
teraz takie modne słowo toksycznym,
ale w takim właśnie pełnym przemocy,
w różnych jej przejawach.
I to było przez osiemnaście lat.
I jak czasami z kimś rozmawiam,
to nikt nie daje w ogóle wiary temu,
że wyszłam z tego i że wyszłam sama.
Bo to tak nie było,
że ja zwróciłam się do kogoś o pomoc,
albo że ktoś mi podał tą rękę i
powiedział, no chodź.
Tylko zrobiłam to zupełnie sama.
A wcześniej,
jak się do tego przygotowywałam,
czy też o tym marzyłam,
no nie powiem porady,
ale różne jakieś takie teksty,
jak się wyrwać z takiego związku,
to wszędzie czytałam,
że samej ci się nie uda,
że proszę o pomoc,
że gdzieś tam się dobijaj i mów,
co się u ciebie dzieje i prosię o
pomoc, bo sama nie wyjdziesz.
No a ja właśnie pokazałam, że tak.
Więc no dało mi to jakąś siłę na
pewno.
Nie jest to tak,
że teraz jestem taka och,
Już nic mnie nie złamie i sobie ze
wszystkim poradzę,
ale jestem silniejsza na pewno.
A rozumiem Karolina,
że ważne było właśnie dla Ciebie to,
żeby samej sobie z tym poradzić,
żeby samej wyjść,
żeby właśnie nie szukać tej pomocy?
To nie było dla mnie ważne.
bo ja sobie gdzieś tak czasami płakałam i
sobie myślałam, kurczę,
jakby ktoś tak stanął w tych moich
drzwiach i powiedział, chodź,
spakujemy walizki i pójdziemy.
To ja wszystko bym dała za takiego
człowieka.
Żeby ktoś zadecydował za mnie i żebym ja
tylko jak taka sierota podała tą rękę i
poszła za kimś.
To mi się taki człowiek marzył.
Tylko, że moim problemem jest to,
że ja wciąż
Nie umiem prosić o pomoc.
Nie umiem prosić o pomoc to raz,
a dwa,
że ja nikomu nie opowiadałam o tym,
co się dzieje.
Więc nikt nie miał mi okazji pomóc,
bo nikt nie wiedział,
że ja tej pomocy potrzebuję.
Więc to był główny problem.
Czyli rozumiem.
Od tej pory jest tak,
że najbliższe mi osoby nie do końca
wiedzą,
co się w moim związku działo i jak
to wyglądało.
I właśnie całkiem niedawno tak strasznie
przeżywałam,
jak pojawił się na ekranach film Dom
Dobry.
Wszyscy o nim mówili,
a ja miałam ochotę...
Zresztą parę razy zwracałam niektórym
osobom fakt,
że ja nie chcę o tym filmie w
ogóle rozmawiać.
A mimo, że
Niektóre osoby w ogóle nie mają
świadomości dlaczego.
Nawet moja mama przy którejś wizycie
postanowiła mi opowiedzieć,
o czym jest ten film.
Więc mówię,
tak bliskie osoby mi nie do końca wiedzą,
z czym się mierzyłam przez te lata.
A ja mam takie poczucie,
że mogłabym być bohaterką takiego filmu.
i miałam czasami właśnie ochotę niektórym
wykrzyczeć, że taka złość była we mnie,
że nagle tak głośno i nagle ludzie się
dowiedzieli,
że jest coś takiego jak przemoc domowa,
a przecież ja przez te osiemnaście lat
mieszkałam pod różnymi adresami z moim
partnerem i myślę,
że większość sąsiadów słyszała,
co się dzieje u nas w domu i
nikt nie był w szoku wtedy.
Czyli właściwie mówisz o takim
doświadczaniu przemocy, cierpienia,
która też była głośna,
a jednocześnie nikt nie reagował na to z
zewnątrz.
Tak, zdecydowanie tak.
Także i ja, i syn...
Ja kiedyś się zastanawiałam,
skąd moim synu jest taki nawyk,
że on w ogóle nie chce otwierać okien
od swojego pokoju.
A potem się tak zdziwiłam,
że to jest kwestia tego,
że on po prostu, jemu się wydaje,
że jak zamknie okna,
to nikt nie będzie słyszał,
co się u nas dzieje,
że się nie będziemy tego wstydzić.
I często było tak,
że jak po jakiejś takiej nocnej,
a on dużej krzykach,
ja wychodziłam rano z psem na spacer,
i nie miałam kogoś z sąsiadów,
no to ja schylałam wzrok,
bo mi było wstyd za to,
co się u nas działo.
A ja wiedziałam,
że mimo zamkniętych okien,
że to było słychać.
Mieliśmy w tym momencie tak cienkie ściany
w bloku, że słyszałam,
jak sąsiad na górze przygotowywał sobie
kawę,
bo ekspres do kawy tak głośno mieli
ziarenka.
Więc myślę,
że on nasze awantury też słyszał.
No ale to
Nie wiem, czy ten film,
który był jakieś kilka miesięcy temu,
zmienił to i ludzie reagują,
ale ja przez naście lat ani razu nie
spotkałam się z reakcją jakichś osób
trzecich.
A ten brak reakcji,
który właściwie się pojawiał,
on miał wpływ też na to,
że nie wychodziłaś
Nie mówiłaś o tym,
co się dzieje w twoim domu,
że to cię jakoś zatrzymywało?
To akurat nie.
Bo ja sobie myślę o tym,
że ja nie mówiłam.
To sobie też myślę o konkretnych osobach,
którym tego nie mówiłam.
Na przykład mamie, bratu.
I ja wiem,
że ja im tego nie mówiłam.
Trochę z takiego poczucia wstydu,
że tak sobie wybrałaś,
w takie coś się pakowałaś i teraz głupio
się skarżyć.
A drugi powód to też był taki,
że ja sobie myślałam, kurczę,
to dla nich będzie kolejny problem.
No tak,
ja to traktowałam jako takie niepotrzebne
może zawracanie głowy komuś albo właśnie
sprawianie dodatkowego kłopotu.
że no co moja mama z tym ma
teraz zrobić, jak ja jej powiem.
Albo ten mój brat,
który jest taki bardzo ugodowy i taki
zawsze uśmiechnięty,
bo żeby to był mój brat, taki był,
że taki facet, taki, że poszedłby,
zrobił tam porządek.
Chociaż nie wiem, też jakby zareagował,
jakby mu się poskarżyła.
Ale pomyślałam sobie,
że nie mogę im tego robić.
No i tak,
i się tak świetnie nauczyłam przez te
lata, że mogłam wychodzić z domu,
w którym przed chwilą była awantura i
jeszcze zapłakana,
ale przychodziłam na jakąś uroczystość
urodzinną do mamy i z ogromnym uśmiechem.
Tak, zadowolona,
że wszystko jest w porządku,
mam fajne życie.
I to był też ogromny błąd,
bo mój syn przez to nie umie inaczej.
nie umie sobie w ogóle poradzić z emocjami
i jemu się też wydaje,
że to tak trzeba,
że w domu jest jak jest,
ale wrócimy do ludzi i wszystko jest
porządno i się uśmiechamy i uwielbiamy,
że nic się nie dzieje.
czyli że emocje, których doświadczam,
które odczuwam, trzeba ukrywać,
trzeba coś innego pokazywać na zewnątrz.
Ale tak byś miała powiedzieć, Karolina,
jak ty właściwie...
tego doświadczałaś, kiedy przed chwilą,
co słyszę,
była jakaś awantura w twoim domu,
a ty później szłaś na tą uroczystość
rodzinną i właściwie pokazywałaś inne
uczucia niż te, które w tobie były.
Jak byś miała powiedzieć,
jak to jest tak doświadczać i pokazywać
coś innego niż to, co jest w środku?
Ja nie wiem,
czy to się da w ogóle opowiedzieć,
bo to jest taki, no jest ogromny chaos,
jest cały czas niepokój.
Z jednej strony teraz jest tak,
będąc na takiej uroczystości,
no bo też trzeba podkreślić,
że ja zawsze byłam wtedy na niej sama,
w sensie ja i syn,
bo mój partner raczej z nami rzadko
wychodził.
On ewentualnie właśnie potem robił
awantury,
jak wróciliśmy z takiej uroczystości,
że za długo byliśmy.
No to tam różne przynajmniej powody.
Więc tak,
więc już się siedzi z tymi bliskimi
osobami, jest dużo śmiechu,
no bo to jest jakieś święto zazwyczaj,
jest właśnie dużo rozmów i tu trzeba grać
i trzeba rozmawiać.
Czasem udaje się może na chwilę zapomnieć,
ale ogólnie to jest cały czas udawanie.
No i z jednej strony chce się ten
moment powrotu do domu przeciągnąć,
żeby siedzieć jak najdłużej na tej
imprezie,
a z drugiej strony jest coś takiego,
że ten niepokój też każe ci już wracać,
żeby już wiedzieć, co w tym domu będzie.
I właśnie mój syn też tak na każdej
tej imprezie zawsze
chodźmy już do domu, chodźmy już do domu,
wyciągał mnie, a wszyscy,
no o co ci chodzi, no zostańcie jeszcze,
no przestań,
no daj mamie trochę posiedzieć,
i on przez to też się stawał taki,
według towarzystwa, no taki dzikus,
że przyszedł i już znowu do domu,
a on też to chciał mieć, wiedział,
żeby tata się nie złościł na nas,
że może za długo tu jesteśmy, no,
Ale o takich emocjach ciężko wyjaśnić i
opowiedzieć,
co się dzieje z takim człowiekiem.
Słyszę, że właściwie...
Na tamte czasy pracowałam w sklepie i to
też tak traktowałam,
że moment przekroczenia próby tego sklepu
to już jest miejsce,
kiedy ja zakładam ośmiech i jestem w takim
miejscu.
i jestem uśmiechnięta,
no bo taka jest moja praca i żaden
klient nie jest winny temu,
że ja dzisiaj miałam taką,
a nie inną sytuację w domu.
Więc może to też jest to,
że jak się tak przez ileś tam godzin
udaje,
to człowiek dochodzi do takiej perfekcji.
A ja tak sobie też wyobrażam, Karolina,
że być może to jest też trochę o
tym, że wchodząc w takie miejsca,
być może to na chwilę też pozwala trochę
zapomnieć o tym,
co mnie też czeka w tym domu.
Że to trochę tak jakby na chwilę właśnie
znaleźć się być może trochę w innym
miejscu,
gdzie jednocześnie wyobrażam sobie to
napięcie, z którym się jest, nie znika,
no bo
Nie da się pozbyć tego,
że ten czas kiedyś i tak upłynie i
trzeba będzie wrócić do tego domu i do
tego wszystkiego, co jest z nim związane.
Tak, pewnie to w ogóle już takie,
czy rzucanie się właśnie w jakiś wir
obowiązku w praktyce,
czy właśnie tutaj,
tak jak na jakichś spotkaniach rodzinnych,
no to już ta właśnie zmiana tych tematów
i tak dalej,
no to na jakiś czas pozwala się to
odciąć pewnie od tego, co w domu,
albo właśnie chociaż trochę poudawać,
że tak nawet dla samego siebie,
że no jestem tu i teraz i właściwie
no nie będę się tu i teraz martwić
o to, co będzie za te dwie,
trzy godziny,
no bo
I tak nie mam na to wpływu,
i tak to się wydarzy,
a chociaż tu i teraz,
pokorzystam z tej atmosfery pozytywnej.
A jak, Karolina, rozumiesz to,
że właściwie weszłaś w taki związek,
że takiego partnera spotkałaś?
Jak to rozumiesz, że tak się zadziało?
Myślę,
że no tutaj duże znaczenie miało moje
takie niskie poczucie wartości.
A on był taki... No tak,
no bardzo szybko mnie wybrał, pokochał,
zaakceptował.
Dodatkowo,
no właśnie jak sobie czasem o tym myślę,
że kurczę, tam było tyle takich...
takich wykrzykników,
które mówiły właśnie uciekaj.
Tylko,
że na tamte czasy to też tak nie
było chyba jeszcze takiej świadomości,
tak jak teraz jest właśnie mnóstwo tych
red flaga i na co zwrócić uwagę.
To wtedy w ogóle internetu w domu nie
było, tylko do kafejki się biegało,
więc nikt nie biegał tam czytać
psychologicznych artykułów.
Ale właśnie na przykład taka zazdrość,
która na początku już była z jego strony,
no to mi to w pewien sposób imponowało.
Ja sobie myślałam, kurczę,
jak on mnie musi kochać,
jak on mnie nie chce stracić.
No tak, ale że ja dodatkowo zawsze byłam,
tak jak sobie myślę o takich latach
nastoletnich czy studenckich,
Ja zawsze miałam bardzo dużo znajomych i
kolegów też,
ja się z chłopakami świetnie dogadywałam,
ale właśnie ja zawsze byłam super
koleżanką.
Nigdy nie byłam właśnie wybrana jako do
takiej romantycznej relacji.
I wiadomo, że w takim nastoletnim wieku,
no to jak jedna koleżanka ma chłopaka,
druga ma chłopaka, tu chodzą za rękę,
tutaj takie uniesienia przeżywają,
A ja zawsze jako ta super koleżanka,
no to ja czekałam na ten moment,
kiedy ktoś mnie wybierze.
A on mnie tak wybrał,
tak w stu procentach.
I chyba stąd ja tego potrzebowałam mocno,
takiego zainteresowania na tamten czas.
A to niskie poczucie własnej wartości,
o którym wspominasz,
ta potrzeba być może czucia się ważną,
to z czymś byś ją łączyła,
jeżeli chodzi o przeszłość, dzieciństwo?
Ja jestem dzieckiem, DDA jestem, tak.
Mój tata był alkoholikiem.
A...
Moja mama dodatkowo jest taką osobą...
U nas w domu się nie wyraża tak
emocji.
Nie mówi kocha... kocham cię.
Nie przytulamy się, no chyba,
że przy składaniu życzeń.
I ja... A ja właśnie jako dziecko to...
Właśnie jak tato wracał do domu pijany
albo długo nie wracał i ja widziałam tą
moją zestresowaną mamę,
to ja byłam jeszcze taka,
że albo starałam się ją tam pocieszyć,
zmienić temat, żeby ona nie myślała o tym,
no albo gdzieś tam zająć się swoimi
sprawami, ale nigdy nie,
właśnie też nie dzieliłam się tym,
że mnie deszcz to stresuje,
że ja też się martwię.
Czyli że nie było rozmów.
Nie było.
Na pewno nie o uczuciach.
I ja właśnie zawsze czułam potem,
że te moje potrzeby to albo ich w
ogóle nie ma, albo są gdzieś tak spychane.
Najbardziej jest taki moment,
który już w dzieciństwach pamięci.
W ogóle jak sobie uświadomiłam,
że to się wydarzyło, to tak mnie...
No,
to takie też ciężko do wytłumaczenia takie
poczucie.
W każdym razie, wybierałam się do cyrku,
miałam iść do cyrku z tatą.
Tata miał przyjść prosto z pracy do tego
cyrku, mama miała mnie tam podprowadzić.
No i my owszem,
pod tym cyrkiem czekałyśmy,
tata miał bilety,
ale tata się nie pojawił.
I ja tak pamiętam,
jak wszystkie dzieci szczęśliwe idą w
stronę tego cyrku,
a my z mamą idziemy w drugą stronę,
do domu,
I ja już wiem,
że nic i z tej imprezy.
Ale nie pozwoliłam sobie na żadną scenę.
Nie było łez.
Po prostu wiedziałam,
że mama i tak już jest tak wściekła
na tą sytuację, że zwykle myślałam,
no co ja będę jej jeszcze dokładać.
No ona i tak,
no co ona teraz zrobi w tej sytuacji?
Nie wyczerpuje mi biletów.
A ile miałaś lat wtedy?
Myślę, że jakieś pięć.
Aha, okej.
Czyli właściwie już jako ta pięciolatka
byłaś w stanie schować w sobie te uczucia,
wyobrażam sobie, zawodu, smutku,
przykrości i właściwie dzielnie iść
naprzód.
Tak.
I to,
co we mnie zostało takie na długo, długo,
to
Zawsze jak szykowałam się na jakieś
wielkie wydarzenie,
jakieś fajne wydarzenie,
czy na jakiś wyjazd, no cokolwiek,
to zawsze pierwsza moja myśl była,
jeszcze się nie ciesz,
jeszcze się nie ciesz,
bo tobie się takie rzeczy wydarzają.
Więc to jest jakieś swoje marzenie.
Może ono już zaraz będzie,
ale jeszcze tak, jeszcze.
Dziękuję.
A tak jak teraz mówisz o tym, Karolina,
i tak wracasz do tego wspomnienia,
to ono jakieś uczucia w tobie wywołuje
teraz?
Chyba tylko takie,
że no strasznie szkoda mi tej małej
dziewczynki tamtej.
I w ogóle jak sobie tak obserwuję
teraz jak się wychowuje dzieci i jakie to
jest ważne, żeby te dzieci uszczęśliwiać,
żeby im nieba przychylić i że ktoś w
ogóle rozmawia o tym, co dzieci czują.
No to sobie tak myślę, że... Tylko,
że ja też tak sobie przez lata chyba
tłumaczyłam to,
że po prostu kiedyś było takie
wychowywanie bardziej może osłe,
że bardziej było właśnie
że rodzice bardziej byli nastawieni,
tak jak moja mama,
na zaspokojeniu jakichś takich potrzeb,
właśnie jedzenie, ubranie,
wypuszczenie do szkoły,
a te emocje nie były wtedy takie ważne.
No to tak, to tego mi szkoda, że...
W ogóle jest mi tak smutno,
jak sobie pomyślę o takim dzieciństwie,
że nie było takiej beztroski i zabaw z
rodzicami.
Że człowiek gdzieś tam sam musiał się sobą
zająć.
Czyli,
że mówisz o takim niespędzaniu czasu z
rodzicami,
tylko tak jakby każdy w swoim trochę,
wyobrażam sobie, świecie,
ze swoimi jakimiś troskami, myślami,
przeżyciami,
że właśnie każdy gdzieś tam sam w sobie.
Tak, tak.
No i tak,
i właśnie może stąd takie właśnie to
poczucie,
że
No tak,
że ta moja wartość i te moje potrzeby
to takie ważne nie były.
I że ta moja obecność w ogóle nie
była taka ważna.
Potem też jeszcze był taki czas,
że ja sobie uświadomiłam,
że moi rodzice byli w bardzo młodym wieku,
kiedy ja się urodziłam.
To było tuż po szkole średniej.
I sobie myślałam o tej mojej mamie,
która też miała mamę taką bardzo surową i
krytykującą i taką apodyktyczną,
że no jak ta moja mama miała się
cieszyć z tych moich narodzin.
Więc to późno do mnie dotarło,
ale pomyślałam sobie,
że no te początki nasze
i mamy ciążę w ogóle,
i potem jak ja się narodziłam,
no to musiało być dla mamy bardzo trudne.
Więc tamtej radości z moich narodzin mogło
w ogóle nie być.
Albo wręcz właśnie traktowanie tego jako
taki ciężar.
I ja tak sobie to... Jako taki problem?
Problem, mhm.
I to tak we mnie chyba zostało, że...
No, że bywa problem.
A kiedy zaczęłaś myśleć o tym,
o czym teraz właśnie mówisz?
Kiedy był taki moment,
kiedy ty zaczęłaś sobie to uświadamiać?
Myślę, że to są ostatnie lata,
bo na pewno jeszcze nie będąc w związku.
Znaczy, tak,
ja czułam się zawsze jakaś taka
nieatrakcyjna, czy właśnie taka słabsza,
no to to pewnie powodowało to,
że ja tak długo w tym związku tkwiłam.
Tylko, że teraz,
po wydostaniu się z tego związku,
ja zaczęłam myśleć,
skąd we mnie to poczucie w ogóle jest.
że tak słabo wypadam w swoich oczach.
A wcześniej po prostu uważałam,
że taka jestem, jakaś imię wystarczająca.
Chociaż też muszę przyznać, że to,
że ja tak długo trwałam w tym,
osiemdziesiąt lat to jest bardzo długo,
Nie było we mnie jakichś takich... Znaczy,
ja do tej pory nie umiem wytłumaczyć,
dlaczego to tak długo trwało,
ale jedynym takim najważniejszym powodem
było to, że ja się bałam jego reakcji,
jak ja mu ponęczę od wody.
bo nigdy nie było we mnie takiego powodu,
że jestem z nim, bo sobie nie poradzę,
nie wiem, materialnie,
bo głównie to ja zrobiłam w tym związku,
on od czasu do czasu.
Życiowo chyba też jednak jestem bardziej
ogarnięta.
Nie chodziło o relacje ojciec i syn,
bo mój partner
przez całe nasze wspólne życie skupił się
bardziej na mnie niż na dziecku.
I dziecko właściwie jak sobie siedziało w
pokoju obok za ścianą,
tak mogło sobie siedzieć.
To nie było dla niego takie ważne,
co się dzieje z naszym synem.
Ważniejsze było,
co ja robię i jak mogę spędzić czas
z moim partnerem, a syn nie.
Więc ja nawet miałam w głowie,
że ja choćby dla syna to powinnam odejść
z tego związku.
No ale tak,
ale chyba właśnie najbardziej ten strach,
jak on się zachowa, tym bardziej,
że ja raz próbowałam wcześniej,
siedem lat wcześniej przed ostatecznym
przerwaniem się związku próbowałam i to
wtedy było,
ja właśnie poszłam wtedy mieszkać na dwa
tygodnie do mamy,
I to się wtedy wiązało z tym,
że mój partner nie odpuszczał.
Przychodził cały czas, nachodził,
straszył, szantażował.
Przychodził do mnie do pracy i potrafił ze
mną w pracy w tym sklepie stać trzy
godziny.
I cały czas stojąc ze mną,
ja stałam przy kasie,
obsługiwałam klientów, a on stał obok.
I jak tylko ktoś z klientów wychodził,
to on takie swoje psychologiczne gadki
urządzał.
Więc tam było cały czas na chodzenie i
takie szantaże.
A moja mama wtedy,
jeszcze żyła wtedy moja babcia i ona też
za niej mieszkała.
Wszystko w dwóch pokojach.
Ja z synem, moja babcia, moja mama.
I moja babcia w którymś momencie,
no już była starszą kobietą,
bo wyżej osiemdziesiątki, powiedziała,
że ona jest zmęczona takim zachowaniem i
może, żebym ja jednak do niego wróciła.
Mhm.
No i ja sobie pomyślałam, no dobra,
no ostatecznie on tak ze mną chodzi i
tak mnie prosi i tak mnie przeprasza też
i no dobra,
no może jakoś jeszcze się to ułoży.
I właśnie dodatkowo ta moja babcia,
która właśnie,
no nie mogę jej fundować tego na ostatnie
lata życia, takich stresów, takich nerwów,
więc wróciliśmy do mojego partnera,
no i to
to myślę, że to też było takie,
że go tylko umocniło też w takich swoich
poczynaniach.
Przez jakiś czas było może lżej,
ale ogólnie to go umocniło,
że chyba miał takie poczucie,
że nigdy nie odejdę tak na zawsze.
Że nie uwolnisz się od niego.
Że nie uwolnię się od niego i faktycznie,
bo to potem jeszcze na całą tę długie
siedem lat,
no właśnie
Ja się bałam,
że chodzi się od nowa to wszystko.
To,
że ja znowu wyjdę i co i znowu
będzie tak,
że on będzie znowu mnie gdzieś tam
prześladował i będzie przychodził i będzie
tak psychicznie wykańczał.
Bo tak jak Ciebie słucham, Karolina,
to tak sobie wyobrażam,
jakie mogłoby być to dla mnie trudne,
gdybym właściwie znalazła z jednej strony
schronienie,
u osób dla mnie bliskich, ważnych.
I jednocześnie usłyszała,
że może lepiej ja tam wrócę.
Bo tak sobie wyobrażam,
słysząc o czym mówisz, właśnie tym,
żeby nie być tym problemem,
to że jedno słowo to by wystarczyło
właściwie,
żebym właśnie wróciła i znowu nie była tym
problemem, którym nigdy nie chciałam być.
I że tym powodem, dla którego bym wróciła,
nie byłby ten człowiek, tylko właśnie...
te słowa,
które wyobrażam sobie na tamten moment,
pewnie zupełnie czegoś innego
potrzebowałabym usłyszeć,
że niezależnie nawet czy na podłodze
będziemy spać, czy może nie wiem,
ściśnięci, ale że tak jest dobrze,
że tak może być.
Pewnie tak, ale no tylko,
że ja właśnie jestem
Bo może też na tamtym czas,
właśnie to był moment na taką zupełnie
szczerą rozmowę z mamą,
w której ja bym powiedziała, mamo,
jak ja tam wrócę,
to tam będzie tak i tak,
to on robi to i to.
Moja mama, nie wiem,
czy z takiego strachu,
czy z takiej w ogóle świadomości, czy...
W każdym razie,
kiedy ja się pojawiłam u mojej mamy,
To nie było tak, że mama powiedziała,
no dobra, jesteś tutaj z synem,
ale co się właściwie tam u was dzieje?
Co się stało takiego,
że ty wzięłaś tą torbę i że ty
tutaj przyszłaś?
Po prostu przyszłam, no to byłam,
ale nie rozmawiałyśmy o tym.
A może właśnie trzeba było?
Może to był ten błąd z mojej strony,
że nie powiedziałam, mamo,
nie mogę tam wrócić, bo...
bo to i to.
A tak z perspektywy czasu, myślisz,
że co ewentualnie mogłoby ci pomóc w tym,
żeby powiedzieć mamie,
co się zadziało i co to właściwie miałoby
być?
Co ty potrzebowałabyś jej powiedzieć?
Myślę, że w głównym takim właśnie
impulsem do tego, żeby cokolwiek mówić,
no to musiałaby być właśnie reakcja ze
strony mamy, siadaj i mi pomóż,
co tam się dzieje.
A nie właśnie takie unikanie tego tematu i
tak jakby zaakceptowanie,
że ja tu przyszłam,
ale właśnie trochę takie życie,
jakby nic się nie stało,
W takim sensie,
no jesteś tutaj i żyjemy sobie dalej.
Ty chodzisz do pracy,
syn chodzi do szkoły.
I takie właśnie, gdzie nie gdzie,
te historie z tym moim partnerem,
który co jakiś czas tu przychodzi,
wydzwania.
Ale właśnie brak jakiegoś takiego pytania,
ale dlaczego taka jest teraz sytuacja i co
tam się wydarzyło?
Bo myślę, że tego czasami trzeba,
właśnie takiego pociągnięcia za język.
takiego zainteresowania?
No właśnie, to,
że sobie tutaj teraz też tak rozmawiamy,
to jest to,
że ktoś chce mnie słuchać i jest
zainteresowany moją gospodarką.
Więc chyba tak.
Jest też trochę o tym,
że potrzebuję też uwierzyć,
że ktoś może być zainteresowany,
że ktoś może chcieć mnie posłuchać,
może zrozumieć, może przyjąć,
może też nie oceniać.
Na pewno.
Tym bardziej, że...
Samemu z siebie przyjść i opowiedzieć
takie rzeczy, to też jest o tyle trudne,
że to są bardzo trudne historie.
I tego się też tak nie da opowiedzieć,
przychodząc do mamy na kawę w niedzielę.
Bo myślę, że moja mama nawet nie wiem,
czy by potrafiła tego słuchać, ale może...
Może chociaż jakieś takie delikatne
zwrócenie uwagi na to,
że to są naprawdę takie niecodzienne
historie.
Zresztą to też jest tak,
że wiele z tych moich przeżyć sama dopiero
teraz zaczynam traktować jako takie
nienormalne,
bo na tamten czas wydawało mi się,
że wiele tych wydarzeń
że to jest już...
Przez te naście lat stało się taką
codziennością,
że teraz czasami mam takie flashbacki,
jak coś robię i sobie tak staję i
sobie myślę, jak Ty, dorosła kobieta,
pozwoliłaś, żeby ktoś Cię tak traktował?
Jak ktoś mógł Ci czegoś zabronić?
To są takie historie, że myślę,
że chyba tylko druga osoba,
która przeżyła coś podobnego,
może w to uwierzyć,
że tak się może dziać.
Może uwierzyć,
że drugi człowiek może traktować drugiego
człowieka.
No więc...
Ja, tkwiąc w tym związku,
może nawet właśnie często i błagałam,
i czułam jakiś ból i cierpienie z tego
powodu.
Ale właśnie chyba,
żeby to opowiedzieć komukolwiek,
a zwłaszcza takiej mamie,
no to musiałabym opowiedzieć jej o takich
historiach,
których mamie chyba się nie chce też
opowiadać.
Mhm.
Czyli to takie trudne historie,
które wyobrażam sobie być może nawet
słyszenie samej od siebie może być też
takie niewiarygodne.
Bo to też coś innego,
kiedy my czasami o czymś sobie myślimy,
a kiedy też wypowiadamy to na głos i
słyszymy,
to wtedy trochę też właśnie słuchając
siebie
Różne uczucia się pojawiają często inne
niż te,
kiedy myślimy sobie o różnych rzeczach.
Jakbyś miała powiedzieć,
co dla ciebie jest takie nieprawdopodobne,
co działo się właśnie w związku,
co miałaś takie poczucie,
że to jest normalne, a teraz mówisz,
że inaczej na to patrzysz,
inaczej to spostrzegasz.
Myślę, że mam całą listę takich rzeczy.
Coś,
co właściwie ja jeszcze do końca sama nie
wiem, na ile to było normalne.
Chociaż jak sobie o tym myślę,
to czuję taki usiz w żołądku,
że wydaje mi się, że nie,
że to nie mogło być normalne.
Ale przez te osiemnaście lat
Praktycznie nie było takiego wieczoru,
no chyba,
że partnera akurat nie było w domu,
ale jeśli on był w domu i ja
byłam w domu, to nie było wieczoru,
żebym wzięła prysznic w samotności w
łazience.
Zawsze musiał przyjść,
zawsze siadał gdzieś obok na scydesie,
na podłodze i obserwował, jak się myje.
I dla mnie to... To nawet nie było...
No on oczywiście przecież często mnie
wydywał w różnych sytuacjach i nago.
Tylko bardzo mi chodziło o to,
że ja nie mam w ogóle miejsca,
w którym mogłabym być sama.
Że on jest cały czas przy mnie i
patrzy.
I ja często,
jak już chodziłam po ten prysznic,
I słyszałam,
że te drzwi od łazienki się otwierają.
I on siada.
I zdarzało mi się,
że ja gdzieś tam przewróciłam oczami,
czy się skrzywiłam.
I on od razu wtedy już takim atakującym
tolem.
O co ci chodzi?
Co jest w tym złego,
że ja tu jestem?
Nie to było jego hasło.
Boli cię to?
Co cię to boli, że ja tu jestem?
W każdym razie pewnie do końca życia
zapamiętam ten pierwszy prysznic.
Kiedy byłam sama.
To się potem umięta.
Takie chwile.
Tak.
No.
A potem to...
Właśnie ten pierwszy raz.
To też było o tyle specyficzne,
że ten mój pierwszy prysznic takiej
samotności to pojawił się jeszcze w
momencie, kiedy razem mieszkaliśmy,
ale kiedy ja już mu powiedziałam,
że nie chcę.
Bo to też była taka sytuacja,
że jeszcze przez dwa miesiące musieliśmy
mieszkać razem.
Mimo, że ja już byłam stanowcza,
ja już podjęłam taką decyzję,
On już wiedział,
że to już doszło do takiej sytuacji,
że już...
Bo to też wyszło takie bardzo
spontanicznie to, że ja mu powiedziałam,
że koniec.
Ja to już planowałam,
miałam już tak troszkę tak zaplanowane w
głowie, ale jeszcze trochę to odkładałam.
No ale wydarzyła się taka sytuacja,
że byłam zmuszona, że już powiedzieć dość,
koniec.
Ale no byliśmy zmuszeni jeszcze trochę
razem pomieszczać.
Tylko on już miał taką świadomość,
że tym razem to ja już nie żartuję.
On wie,
że już poważnie przegiął i narozrabiał i
że ja już mu teraz tego nie wybaczę
i że to już dobrze nie będzie.
I właśnie ten pierwszy wieczór,
co prawda byłam już pod tym prysznicem i
usłyszałam otwierające się drzwi.
Ale to było tylko takie niby sięgnięcie po
coś, co jest w łazience,
z odwróconą głową, że nie patrzy na mnie.
I jeszcze jakiś taki tekst typu,
nie będę ci przeszkadzał i zamknął te
drzwi.
I ja nie mogłam w to uwierzyć z
jednej strony,
a z drugiej strony ogromne poczucie ulgi.
I myślę,
że te łzy z takiej ulgi doleciały mi
tak równie mocno jak ten,
właśnie jak woda z prysznica.
Więc mimo, że ja wiedziałam,
że on jest za ścianą,
że ja jeszcze przez kilka tygodni będę się
z nim męczyć, to był taki mój pierwszy,
taka radość, takie odetchnięcie,
że się zmieniło i że będzie już teraz
tylko lepiej.
A ten moment, kiedy poczułaś, że to dość,
że
No już koniec.
Co to właściwie za moment?
To było tak,
że to były takie ostatnie tygodnie,
my się bardzo dużo wtedy kłóciliśmy i co
wieczór była awantura,
właśnie jakieś sceny zazdrości,
jakieś pakowanie moich rzeczy,
wyrzucanie wszystkiego z szafy,
otwieranie drzwi, wyganianie jakieś.
Tak.
Więc ja byłam bardzo tym zmęczona.
Ja
jeździłam, pamiętam,
samochodem po mieście i ja sobie w głowie
mówiłam jego imię i powtarzałam sobie
tekst, odchodzę, odchodzę.
Ja to ćwiczyłam.
Ja umówiłam się na psychoterapię do pani,
ale umówiłam się bardziej z myślą
że ona mi powie,
jak ja mam to przeprowadzić,
jak ja mam tego mojego partnera
przygotować na moje odejście.
Co ja mam zrobić, żeby uniknąć tego...
Czyli jak się rozstać.
Tak, co ja mam zrobić,
żeby uniknąć tej sytuacji sprzed siedmiu
lat.
Albo jak się wtedy mam wyprowadzić.
I tylko,
że na tamten czas ja mogłam tylko na
NFZ się umówić na taką wizytę,
więc to było oczekiwanie na tą wizytę.
I pamiętam, miałam
pierwszą wizytę u pani zapisaną powiedzmy
na dziewiątego września.
A sytuacja tak się potoczyła,
że siódmego września mu powiedziałam o
swoim odejściu,
czyli jeszcze przed tą wizytą pierwszą u
pani psychoterapeutki.
To był taki wieczór,
że mój partner często wpadł w takie
monologi kilkukodzinne i mi tam wtedy,
jesteś taka i taka,
a ty to tak i tak zrobiłaś.
Wtedy mnie zdradziłaś, wtedy to i to.
Przeróżne historie i one trwały godzinami.
I to był właśnie taki wieczór,
kiedy ja już leżałam w łóżku i on
tak mu się zebrało na jakieś wspomnienia,
jaka jestem zła i niedobra i co ja
w tym życiu nadoprawiałam.
No i przypomniał sobie sytuację z wesela,
które było w jego rodzinnych stronach.
Pojechaliśmy na to wesele,
on tam nie był bardzo wiele lat.
Dla mnie praktycznie ci ludzie tam byli
też w większości nieznanimi.
I jak on wyszedł przed ten lokal,
w którym odbywała się ta impreza,
po drugiej stronie ulicy był jakiś bar i
w tym barze ukazało się są jego koledzy
z lat dziecięcych.
No i tam bardzo szybko on się przeniósł
z tą imprezą na drugą stronę ulicy.
Ja zostałam sama na tym weselu.
I tam się bawiłam kilka razy,
zatęczyłam z jego szwagrem.
A dla niego to po prostu był sygnał,
że coś tam się musiało zadziać między mną
a tym szwagrem.
Na pewno go zdradziłam po raz kolejny.
No i on sobie po latach o tym
przypomniał, o tym wydarzeniu.
No i właśnie,
że z tym to pewnie też nie zdradziłaś.
I dla mnie to było tak absurdalne,
że ja się zaczęłam śmiać.
I on w takiej złości rzucił we mnie
pilotem od telewizora.
Rzucił, trafił w twarz, tutaj nad usta.
No i takie czułe miejsce,
że było pełno krwi.
Rana była maleńka, ale krwi było mnóstwo.
Jak zapalił światło, to zobaczył,
że wszędzie ta krew.
I w tamtym momencie też wyszedł mój syn
z pokoju.
I jak mój syn zobaczył tą krew,
no to rzucił się na ojca z rękoma.
Pchnął go tak mocno, a rzekł,
Mój partner wtedy nie do końca pewnie był
trzeźwy, no to się przewrócił.
I raz, że to była właśnie sytuacja,
w której, bo mój partner,
jeśli stosował przemoc fizyczną,
to bardziej polegała to na jakimś
pchnięciu, szturknięciu,
mocnym ściśnięciu ręki,
że może miałem siniaki.
Ale pierwszy raz było tak,
że to było tak widoczne,
i ta krew, to było pierwsze takie,
że ja sobie w ogóle uświadomiłam,
to jest przemoc.
Bo wcześniej tak tego nie widziałam.
Więc to było takie, że to jest przemoc.
A drugie to było to, że pomyślałam sobie,
o nie, mój syn powoli staje się mężczyzną.
Wtedy miał siedemnasty lat.
I to jest chyba ostatni moment,
kiedy możemy jeszcze uniknąć jakiejś
tragedii.
Bo dzisiaj jest tak,
że mój syn go tylko pchnął.
Ja nie wiem, co będzie za jakiś czas,
a też nie chcę,
żeby tu dochodziło do jakiejś bójki czy do
czegoś tam straszniejszego.
I to był właśnie ten moment,
kiedy ja powiedziałam,
że to już jest dość.
I pamiętam w jakim stresie on w ogóle
był wtedy i czekał,
aż ja wrócę z pracy tego dnia.
co powiedziałaś w pracy, że masz tą ranę.
Powiedziałam ludziom,
że się zacięłam przy goleniu,
bo już nie chciało mi się w ogóle
rozmawiać o tym.
Powiedziałam,
że to była ostatnia taka sytuacja i że
teraz to już koniec, że szukam mieszkania,
że się będę wyprowadzać.
Więc on chyba sam wtedy też poczuł,
że to już przerwiał.
Albo właśnie,
że ja przed światem już nie będę ukrywać,
co się dzieje.
I może jeszcze nie do końca przez te
dwa miesiące to tak wierzył.
Albo wierzył, albo miał nadzieję,
że może jeszcze coś się zmieni.
Ale...
Wiedział, że to już jest koniec.
I dlatego może też tak bardzo nie walczył,
tak jak wtedy wcześniej,
te siedem lat wcześniej.
Już nie było takiego... Nie wyzwaniał,
nie nachodził, nie tak, że odpuścił,
bo od naszego rozstania w październiku
minęło trzy lata,
a praktycznie nie ma tygodnia,
żeby nie przejechał rowerem pod moimi
oknami.
Wciąż jesteś blisko i wciąż mi o sobie
przypomina i wciąż mi pokazuje,
że mnie obserwuje.
Wie,
kiedy wyjeżdżam z mojego miasta na jakieś
wypady krótkie.
Jest wszędzie zablokowany,
gdzie może tylko być.
Maile jeszcze czasem od niego dostaję.
A jak teraz tego doświadczasz,
tej jego obecności,
takiego jego przypominania o sobie?
I jest to dla mnie duży stres.
On bardzo dużo jeździ rowerem.
I zawsze właśnie jak gdzieś chodzę z psem,
czy w ogóle na jakiś spacer i ja
słyszę rower, który za mną jedzie,
a jeszcze nie daj Boże,
ten rower się zaczyna hamować,
no to na chwilę mi tam gdzieś dech
zapiera.
Tylko, że to jest o tyle też dziwne,
że my się mijamy na ulicy
Ja wiem,
że on przyjeżdża pod mój blok po to,
żeby mnie zobaczyć, ale odwraca głowę,
kiedy mnie mija.
Wtedy zachowujemy się jak obcy sobie
ludzie,
mimo że żyliśmy osiemnaście lat ze sobą.
Ale mija mnie bez słowa.
On tylko mi tak jakby pokazuje, że jest.
Dwa razy tylko była konfrontacja.
Dwa razy,
kiedy widział mnie z innym mężczyzną na
ulicy.
z tym samym mężczyzną.
Mówię,
na trzy i pół roku tylko dwa razy
widział mnie w lasu w tym miasteczku z
mężczyzną na ulicy i dla niego to było
oczywiste, że to... On się nie zastanawia,
czy to jest sąsiad z bloku,
czy to jest mój kolega ze szkolnych lat.
To nie był mężczyzna,
z którym się wsiściwałam,
z którym szłam za rękę.
To był po prostu mężczyzna,
który ze mną szedł ulicą.
A doprowadziło to do tak białej gorączki,
do takiej furii, do takiej...
agresji, ale słownej,
na szczęście tylko słownej,
ale strasznie mnie tam nawyzywał na tej
ulicy.
A tak, to jak idę sama,
to zero kontaktu, odwraca głowę.
Czyli właściwie...
Czyli muszę powiedzieć,
że ty tej przemocy doświadczasz z jego
strony również i po rozstaniu.
Tak.
Ja na przykład nie boję się teraz,
że on fizycznie mnie napadnie.
Bo ja wiem,
że żeby to była jakaś napość fizyczna,
to on musiałby chyba pić,
a że on teraz sam się musi utrzymywać,
to chyba nie pije,
bo raczej jak pił alkohol,
to wpadł w takie ciągli,
więc wtedy by nie mógł chodzić do pracy,
no to wiadomo.
Więc tu mu się chyba udało i nauk
porzucił picia.
Boję się bardziej takiego psychicznej
takiej przemocy.
I właśnie taką chyba stosuję.
Ale na przykład dla takiej pewności siebie
chodzę z gazem pieprzowym po ulicy.
Nie wiem, czy potrafiłam go użyć.
Ale bliska mi osoba zakupiła mi gaz i
że dla takiego poczucia...
Ja nawet właśnie po takiej...
To było rok temu,
jak właśnie spotkał mnie na ulicy z tym
mężczyzną i
Wtedy to jest mój przyjaciel i ten mój
przyjaciel poprosił,
żebym ja może zadzwoniła na policję,
spytała,
co można zrobić w takiej sytuacji w ogóle.
A że ja mam kolegę z lat takich
szkolnych, który w policji pracuje,
zadzwoniłam do niego,
żebym może chociaż coś poradził,
czy to się da coś zrobić.
No ale niestety,
tak jakby to mój kolega sam mi odradził,
Powiedział, że to jest chyba za mało,
że to, co się teraz dzieje, to to,
że on tylko przejeżdża rowerem,
co prawda regularnie.
No tak, a te dwa razy,
o których wspominałaś...
No ale to widocznie, że to... Stwierdził,
że nie wie,
czy to dla policji nie będzie za mało.
I jedyne, co może mi podpowiedział,
bo potem jeszcze chodziłam do radcy
prawnego, no to też powiedział,
że skoro te sytuacje zdarzają się
No, można powiedzieć rzadko,
bo dwa razy w ciągu czterech lat.
Chociaż może nie wiem, co by się działo,
gdybym często i regularnie wychodziła z
kimś na miasto.
Z mężczyzną, bo to nie chodzi z kimś,
tylko z mężczyzną.
Tylko z jakimkolwiek mężczyzną, tak.
Że chyba musiałabym po prostu wziąć pod
uwagę,
że jak mam
po prostu pozbierać wszystko z całego
naszego wspólnego życia i wtedy tak jakby
całą taką sprawę właśnie i o tę przemoc
i wszystko wytoczyć.
No i taką radę jeszcze usłyszałam od tego
mojego kolegi policjanta,
że czasami po prostu lepiej od razu do
prokuratury niż na policję,
że lepiej zgłaszać.
Wtedy oni muszą się tym zająć po prostu.
jak dostają tak sądownie,
że jest takie załatwienie.
Ale tak, ale... No tak,
no nie znikam gdzieś tam z tego,
co byłam przekonana,
że ten mój partner zniknie szybciutko,
bo miasto, w którym mieszkam,
jest moim rodzinnym miastem,
on tutaj nie ma, nie ma tu rodziny,
nie ma tu znajomych, no bo zawsze uważał,
że mamy siebie i nam znajomi nie są
potrzebni,
znajomości żadnych nikt nie zabierał.
Nie ma też pracy,
której nie mógłbym wykonywać w żadnym
innym mieście, więc ja byłam przekonana,
że po prostu dwa miesiące, trzy,
spakuję się i wyjedzie.
Ale nie,
wciąż tutaj jest i no i tak nie
daję o sobie zapomnieć.
Mhm.
No i że tak jak o tym opowiadasz,
to tak jakbyś była trochę w jakiś sposób
nadal pod taką kontrolą jego.
No tak.
Ja na przykład dlatego,
że on tak dużo jeździ rowerem,
ja mam ochotę jeździć, ale nie ruszę,
bo wiem, że te trasy, które ja znam,
on tam na pewno na nich też będzie.
I z tego powodu mnie już dorosły.
Ja na przykład,
bo w naszym życiu jeszcze przytrafiła się
taka przykra historia jak poród martwego
dziecka.
Więc ja na ten cmentarz do tego naszego
synka też wybieram sobie takie pory,
żeby mieć pewność,
że nie spotkam tam jego.
No to są takie
Tak, jeszcze wiele rzeczy.
Unikam pewnych tras w naszym mieście.
Tak, niby, bo na przykład,
tak jak moja rodzina często mówi,
bo ja często jest tak,
że idę do mamy i spotkam na przykład
go na tej trasie,
jak idę do mamy i przychodzę wtedy taka,
no że kurczę, znowu był.
A dla mojej mamy, dla mojego brata,
no i co?
No i co?
Przejechał, pojechał,
no co się takiego stało?
I nie umiem mi tego wyjaśnić,
jakie to emocje dla mnie budzi,
że to dla mnie nie jest takie no
i co?
Czyli właściwie tak jakby jego obecność
swojego życia, wyobrażam sobie,
procentowo zniknęła do jakichś być może
osiemdziesięciu procent.
Bo to, tak jak o tym mówisz,
to właściwie w każdym momencie,
w którym on mógł przy Tobie być,
to po prostu był.
Wtedy, kiedy nie mógł, bo nie wiem,
byłaś w pracy, czy być może nawet...
Do pracy też często przyjeżdżał.
Więc rozumiem, że ograniczył się ten czas,
w którym ty naprawdę możesz być sama i
wyobrażam sobie,
możesz się czuć bezpieczniej,
ale jednocześnie wyobrażam sobie,
że trudno powiedzieć,
on znikł fizycznie z mojego życia.
Tak, tak.
W związku z tym być może jeszcze
psychicznie nadal w nim mocno jest,
bo tak jak mówisz,
że gdzieś wybierając trasy,
ty myślisz o tym, co zrobić,
właśnie żeby gdzieś tam się na niego nie
nadziać,
to siłą rzeczy on w tych myślach twoich
nadal gdzieś tam się przejawia.
Tak.
Zresztą ona jest też taka, no wiadomo,
no cała,
ja mam też ogromną taką wdzięczność w
sobie za to,
co jest teraz i ja się strasznie z
tego wszystkiego cieszę.
To, że ja sobie mogę sama zdecydować,
co będę jadła, ile będę jadła,
kiedy będę jadła, albo to,
że ja mogę zasypiać się w pokoju,
w którym jest cicho,
Zresztą mało tego, to,
że ja wracam z pracy do domu spokojna,
że ja wiem,
że tam jest wszystko w porządku i tam
jest taki spokój.
Ja kiedyś nie lubiłam weekendów.
Ja mogłam pracować weekendy,
dla mnie to nie była tragedia.
A teraz ja się nie mogę doczekać
weekendów, bo dla mnie to jest... Tak,
to jest dla mnie fajne.
Tak na co dzień to ja sobie myślę,
kurczę, jest fajnie,
ale są właśnie te takie minuty czy
sekundy, kiedy gdzieś jeszcze jest,
kiedy ten deszcz jest w żołądu.
No tak, a poza tym to wiadomo,
że jest cała masa takich wspomnień,
które pojawiają się w takich momentach,
w których byśmy nawet nie wiedzieli skąd i
jak i dlaczego to się bierze.
No, ale to są też takie...
To jest akurat coś, co łatwo odrzucić.
Nie chce się o tym myśleć i się
o tym nie myśli.
Ale no tak, no jest.
To jest tak, że jak otwieram pocztę,
to się czasami zastanawiam,
czy nie będzie czegoś tam znowu od niego.
Bo będziemy powoli sobie kończyły,
Karolina, a jakbyś miała...
Zobaczyć,
co chciałabyś powiedzieć kobiecie,
która być może nas słucha,
a ma podobne doświadczenia,
właśnie doświadcza teraz sytuacji,
w której już nie raz myślała o tym,
że ma dość,
że już dłużej się tak nie da,
że to jest trudne dla niej.
ale jednocześnie tą niemoc,
która się pojawia, żeby cokolwiek zrobić.
To co chciałabyś powiedzieć tej kobiecie,
która nas dzisiaj być może słucha i sama
mierzy się z sytuacją,
w której doświadcza przemocy?
Myślę, że takie najważniejsze to jest,
wierzyć, czy też postanowić sobie,
że to się skończy.
Ja wiem, że to się skończy.
Może jeszcze nie jestem gotowa,
może jeszcze nie ma we mnie tyle sił,
ale ja wiem, że ja z tego wyjdę.
No bo tak jak mówię,
u mnie to było też jakieś takie impuls
i taka sytuacja,
że sama dzień wcześniej nie myślałam,
że ja mam siły to powiedzieć, odchodzę.
Ja wcześniej myślałam sobie,
że za długo to trwało.
Osiemnaście lat nie można.
Nie można na to pozwolić,
żeby za długo trwało.
Ale potem też sobie zaczęłam tłumaczyć,
no widocznie nie było we mnie tej siły.
Wiadomo, że szkoda jest tego czasu.
To jest strasznie szkoda.
Ja patrzę teraz jako matka.
I każdej mamie bym chciała powiedzieć,
że nie ma czegoś takiego,
że jestem w takim związku dla dzieci.
Bo to nie
Jak widzę, co zrobiliśmy mojemu synowi,
to jest mój wyrzut sumienia,
który zostanie ze mną do końca życia.
Nie można tego robić swoim dzieciom.
Mój syn nigdy nie miał bezstresu swojego
dzieciństwa.
Zawsze był w pogotowiu, pod napięciem.
Nie wychodził z domu do kolegi,
bo chciał pilnować sytuacji,
co się dzieje w domu.
Chciał mieć to pod kontrolą.
zamknął się zupełnie sobie,
nie ma w nim gotowości,
żeby pójść na psychoterapię,
bo on nie chce o tym opowiadać,
bo ja go tak nauczyłam,
że o tym się nie opowiada,
więc on chyba przez lata nie wiedział,
że o tym można mówić.
To doprowadziło do tego,
że zawalił dwa lata w szkole.
O tym, żeby go ratować,
to się zdecydowałam na indywidualne
nauczanie,
bo on nie chciał wychodzić w ogóle do
szkoły, do rówieśników,
zamknął się zupełnie.
To szczegóły teraz musimy wychodzić.
Ja widzę, jak on odżył,
kiedy wyprowadziliśmy.
To jest właśnie jedyny taki argument za
tym,
żeby uciekać jak najwcześniej z takiej
relacji,
że właśnie nie można gdzieś mu tego robić.
Więc no i może, no i może jednak,
żeby nie brano ze mnie przykładu jednak
próbowano prosić o pomoc,
bo nie trzeba być taką bohaterką za
wszelką cenę,
czy taką wzorzą samosiąg i że ja sama.
No i to jest jeszcze,
co dopiero od niedawna zrozumiałam,
co znaczy tekst Strach ma wielkie oczy.
Ja wyobrażałam sobie moje odejście,
że to właśnie będą
sceny, awantury,
że to będzie właśnie takiego nachodzenie.
Ja wszystkie obrazy miałam w głowie i ja
się tego spodziewałam wszystkiego.
A okazało się, że to nie powiem,
że przeszło bezboleśnie,
ale to nie było to,
co ja sobie wyobrażałam.
Zawsze wyobrażamy sobie gorzej niż po
rzeczywistości,
jeśli przez coś przechodzi.
Tak że to chyba trzeba już pamiętać.
Karolina, ja bardzo
Mówię, że nie dam zębów za wszelką cenę,
że jeszcze dam radę i jeszcze to przeżyję.
Nie.
Karolina,
to ja bardzo Ci dziękuję za te słowa
i za Twoją historię.
I myślę sobie,
że to co ważne to właśnie to,
że znalazłaś w sobie taką siłę,
żeby powiedzieć to dość.
dość traktowaniu siebie w taki sposób,
który ciebie bolał i dotykał.
I myślę sobie, że to,
co jest niezmiernie ważne, to to,
że to się w ogóle stało.
Że ten czas, rozumiem,
że kiedy na niego patrzysz,
jeszcze go zbierasz,
jeszcze mówisz osiemnaście lat,
to może się wydawać kupa czasu,
ale myślę sobie, że to, co jakoś istotne,
to to,
że ty po prostu znalazłaś w sobie siłę,
żeby to zatrzymać po osiemnastu latach,
a nie być może po dwudziestu,
po dwudziestu pięciu,
czy być może już nigdy.
Bo tak sobie wyobrażam,
po tym pierwszym razie,
kiedy ty się zdecydowałaś i nie wyszło
tak, jak planowałaś,
to wcale nie jest łatwiej zacząć po raz
kolejny.
Bo właśnie jest też ta obawa przed
porażką,
że tak naprawdę znowu nie wyjdzie,
więc po co mi to?
Więc myślę sobie,
że tak jak wspomniałeś o tej wdzięczności,
to ty dzisiaj możesz być bardzo mocno
wdzięczna sama sobie.
za to,
co zrobiłaś i robisz dalej tak naprawdę,
bo to się nie skończyło w tobie,
w takim aspekcie walczenia o siebie samą i
właśnie robienia tego,
co każdego dnia będzie przybliżało cię,
wyobrażam sobie,
do tego czucia spokoju tak naprawdę i do
takiego odkrywania być może życia,
które przez osiemnaście lat być może
trudno było doświadczać, no bo te myśli,
uczucia na czymś innym się koncentrowały.
Dlatego też myślę sobie, że ważne,
że mówisz o tym szukaniu pomocy,
bo po prostu z pomocą jest o wiele,
wiele łatwiej.
Dlatego jeżeli ktoś nas dzisiaj słucha,
kto jest w podobnej sytuacji,
to ja też zapraszam do kontaktu,
gdzie można napisać do nas i my też
chętnie pomożemy i wskażemy,
gdzie taką pomoc można uzyskać,
bo jest taka pomoc i bezpłatna,
i płatna,
gdzie można sobie naprawdę pomóc.
Dzięki ci bardzo.
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia prawidłowego i spersonalizowanego
działania, a także w celach analitycznych. Szczegółowe informacje dotyczące sposobów
wykorzystywania plików cookies, a także informacje dotyczące możliwości ich wyłączenia
znajdziesz w Polityce Prywatności. Zaznaczając „Akceptuj wszystkie” wyrażasz dobrowolną
zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych za pośrednictwem wszystkich plików
cookies zamieszczonych na stronie.
Preferencje plików cookie
Wykorzystanie plików cookie
Używamy plików cookie, aby zapewnić podstawowe funkcje witryny i poprawić komfort korzystania.
Aby uzyskać więcej informacji zapoznaj się z
polityką prywatności.
Niektóre z wykorzystywanych plików cookies są niezbędne do funkcjonowania Strony i
nie mogą zostać wyłączone, ponieważ umożliwiają poruszanie się po Stronie i
korzystanie z niej. Możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki i zablokować
niezbędne pliki cookies, jednak wówczas Strona nie będzie funkcjonowała prawidłowo.
W ramach tych plików zapisywane są również zidentyfikowane przez Ciebie ustawienia
cookies. Działanie to opieramy na prawnie uzasadnionym interesie polegającym na
obowiązku rozliczalności w zakresie posiadanych zgód na przetwarzanie danych
osobowych, odpowiednio do art. 6 ust. 1 lit. f) RODO.
Ten rodzaj plików umożliwia mierzenie ilości wizyt na Stronie i zbieranie informacji
o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy stale poprawiać działanie Strony. Analityczne
pliki umożliwiają nam również uzyskanie informacji, które podstrony są najbardziej
popularne lub w jaki sposób Użytkownicy poruszają się po Stronie. Możesz zablokować
ten rodzaj plików, wówczas nie będziemy w stanie monitorować wydajności Strony.
Analizujemy Twoje przeglądane treści i zakupy na naszej stronie, aby dostosować
reklamy do Twoich preferencji. Dzięki temu prezentujemy tylko te reklamy, które są
dla Ciebie użyteczne i interesujące.
Więcej informacji
W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookie i Twoich
wyborów, proszę skontaktuj się z nami.