Diagnozowanie i leczenie ADHD u dzieci w wieku przedszkolnym
10 lutego 2026
392 wyświetlenia
01:13:37
adhd u dzieci, zaburzenia uwagi, zrozumieć adhd, psychologia dziecka
Dowiesz się o diagnozowaniu i leczeniu ADHD u dzieci w wieku przedszkolnym. Wczesne rozpoznanie to nie tylko wyzwanie, ale przede wszystkim realna szansa dla dziecka i całej rodziny. Rozmawiam z Aleksandrą Kaczmarek - psycholog z interdyscyplinarnym doświadczeniem klinicznym i edukacyjnym, specjalizująca się w diagnozie oraz wsparciu osób z ADHD. ADHD zna nie tylko z gabinetu – sama ma ADHD, jest mamą dwójki dzieci z ADHD oraz żoną męża z ADHD, co nadaje jej pracy autentyczną, życiową perspektywę.
Transkrypcja
Dzień dobry.
Moim gościem jest Aleksandra Kaczmarek,
która jest psychologiem oraz
założycielką centrum
terapii Alma i specjalizuje się wsparciu
i w diagnozie osób z ADHD.
I dzisiaj porozmawiamy sobie na ważny
temat dotyczący diagnozowania i leczenia
ADHD u dzieci w wieku przedszkolnym.
I chciałabym się ciebie na początku,
Olu, zapytać właściwie w wieku
przedszkolnym, czyli na jakim etapie, w
jakim wieku możemy już myśleć o o tym,
żeby zgłosić się z dzieckiem do
specjalisty, do psychologa. i właśnie
być może zastanowić się nad taką
diagnozą związaną z ADHD.
Kasiu, ja może odpowiem tak, dlatego że
czasami te granice wiekowe, które które
gdzieś tam są
ustalane, mogą być mylące dla rodziców.
Kiedy zgłaszamy się do specjalisty,
zawsze wtedy, kiedy coś nas niepokoi i
czy to jest malutkie dziecko,
trzymiesięczne, sześciomiesięczne,
10omiesięczne, czy to jest dwulatek, to
zawsze warto się skonsultować,
ponieważ i czasami jeżeli rodziców dalej
coś niepokoi, to szukać kolejnego
specjalisty, tak żeby zasięgnąć kilku
opinii,
ponieważ
powiedziałabym, że ta wiedza o
zaburzeniach neurorozwojowych, bo tu
rozmawiamy o ADHDach Ale przecież jest
jeszcze też autyzm i one często gdzieś
tam idą w parze i albo jest szczególnie
w tym wczesnych etapach rozwoju y
czasami trudno rozróżnić, nie wiem,
dziecko ma hiperfokus, czyli tą
wydłużoną koncentrację.
Występuje hiperfokus zarówno w autyzmie,
jak i w ADHD, ale różnią się od siebie,
mają inną potrzebę, zaspokają inną
potrzebę.
również inne są reakcje dzieci na
przykład na przerwanie tego hiperfokusu
i no trzeba to rozróżnić. No i to jest
dużo świeżej wiedzy. Codziennie ta
wiedza się naprawdę dodają się nowe
klocki. Nauka cały czas nie wiem można
powiedzieć, że te obserwacje naprawdę
galopują. Dlatego zawsze powtarzam
rodzicom, że jeżeli jest coś, co im w
głębi serca w intuicja im podpowiada
jeszcze nie wiem, no coś jest jeszcze
nie tak, a taka informacja, że nie
trzeba poczekać albo nie, to normalne,
to jest dziecko po prostu żywe albo
ruchliwe, nie, to jest po prostu
indywidualista, nic się nie czepiajcie,
rodzice, on się prawidłowo rozwija. No
przecież jest taki mądry, nie?
Ale jeżeli rodzice czują, że okej, nie
wiem, widzą też inne dzieci i widzą, no
coś tu jest jednak nie tak, albo to
dziecko jest wyjątkowo spokojne, no
godzinami siedzi w swoim pokoju i
zupełnie nikomu nie przeszkadza, no
można się z tego cieszyć, a można jednak
pójść i zapytać się, czy to rzeczywiście
jest taką normą rozwojową. też rodzice,
którzy na przykład, no nie wiem, jest to
ich pierwsze dziecko, no to naprawdę nie
muszą też wiedzieć, czym dokładnie jest
norma rozwojowa.
Więc więc tak bardzo bym tutaj nie
mówiła od jakiego wieku należało. Zawsze
zgłaszamy się w zasadzie do specjalisty,
jeżeli coś nas po prostu niepokoi, nie?
I
też może powiem coś z własnego
doświadczenia, że te dzieci takie tak
zwane wysoko wymagające, te high need
baby, czyli dzieci dużo płaczące,
potrzebujące noszenia, posiadające wiele
różnych specjalnych potrzeb, ja z takim
dzieckiem po prostu domyślnie,
defaultowo bym się zgłosiła na do
diagnosty, do specjalisty, czy do
pediatry, czy po prostu do do
specjalistów często różnych, bo często
trzeba przejść i przez neurologa i przez
kogoś, dlatego że no nie jest
odpowiedzią
termin high need baby. To nie jest żadna
diagnoza. To jest jakby stwierdzenie, że
dziecko ma bardzo wiele różnych
specyficznych potrzeb. Y i po prostu od
żeby rodzic odpowiedział po prostu na te
wszystkie potrzeby, czyli nosił prawie
non stop, no po prostu może być
cholernie wyczerpujące.
a i tak nie rozwiązać pewnych problemów
rozwojowych tego dziecka. Więc po prostu
jeżeli dziecko w jakiś sposób
rzeczywiście jest bardzo mocno
absorbujące albo właśnie bardzo
wycofane, coś w tym zachowaniu jest
takie
no w naszym poczuciu inne, trudne, tak?
No to po prostu warto warto wtedy się
zgłosić i tak jak mówię, nie
poprzestawać na jednym specjaliście. No
czasami trzeba przejść przez przez
kilku, tak?
Czyli, że mówisz o takim niepoddawaniu
się wtedy, kiedy intuicja jakoś
podpowiada, że być może
warto właśnie poszukać tej pomocy i
nawet kiedy być może za tym pierwszym
podejściem usłyszymy, że trzeba
poczekać, że właśnie, że to tak dziecko
może mieć, to żeby pomimo tego, że tam
może w środku właśnie pojawiać
Taka wątpliwość zasiana też wyobrażam
sobie wtedy przez
to co słyszymy to być może warto to
jeszcze iść w jedno miejsce i
potwierdzić
czy faktycznie no trzeba po prostu ten
okres przetrwać
być może jednak wspomóc
siebie i też dziecko, bo rozumiem, że to
nie tylko jest tak, że rodzic na tym
etapie się męczy. Bo tego trochę inaczej
nie można nazwać, kiedy na przykład y
nie ma przespanych nocy i to jest cały
czas w kółko, a później w dzień wcale
może nie być łatwiej, żeby to faktycznie
odetć. Ale rozumiem, że też mówimy o
tym, że dziecko też w jakiś sposób może
się z tym męczyć. Oczywiście, ale jak to
jest czasami ogromne cierpienie dla
dziecka, bo
rodzice czasami próbują z dzieckiem
podejmować aktywności
przeróżne. Czasami to może być wyjazd na
wakacje i dziecko zamiast cieszyć się
wyjazdem wakacyjnym to nie rozumieją
rodzice dlaczego no płacze, krzyczy,
cierpi w samochodzie, jest
przebodźcowane, wcale mu nie jest
dobrze, nie wiem, na deptaku we
Władysławowie, gdzie jest po prostu
przeciążone ilością bodźców, albo się
okazuje, że nie wiem, przeszkadza mu
piasek, bo na plaży jest piasek i mu
wszędzie wchodzi i zamiast wypocząć to
po prostu przeżywamy koszmar, liczymy
jakby godziny do do powrotu do domu i
tacy rodzice z urlopu wracają i mówią,
że no do pracy idą odpocząć. No ale co
to dziecko też przeżyło po drodze? Tak
myślę, że są też czasami tacy rodzice,
którzy mówią: "No tak, tak, ale prawda,
no musi się przyzwyczaić. Ja go zabieram
do galerii, ja go zabieram na festyny,
no musi się nauczyć. Tak, no musi i nie
musi, bo być może sam z siebie, jeżeli w
dorosłości, być może będzie unikał
takich miejsc, a jakby narażanie go na
to przebodźcowanie we wczesnym wieku,
wątpię, czy to buduje mu teraz takie
miłe wspomnienia i tak naprawdę jakieś
umiejętności. Tak, bo to,
bo to co mówimy jak dziecku pomóc to są
różne metody terapeutyczne, które są
jakoś tam przemyślane na nadwrażliwość,
nie wiem, na dźwięki albo na
nadwrażliwości sensoryczne, na te różne
problemy związane z zaburzeniami
neurorozwojowymi ADHD czy też ASD. I to
są metody terapeutyczne w gabinecie
jeden na jeden, nie na festynie albo w
galerii handlowej, gdzie są i zapachy i
kolory, i bodźce, i maszyny do gier i i
coś tam i coś tam i coś tam. Tak więc
wydaje mi się, że takie celowe wsparcie
będzie miało większą wartość niż te
takie pomysły, prawda, spontaniczne, jak
tutaj go przełamać, tak, to nasze
dziecko, nie?
Albo na przykład przy dzieciach bardzo
nadpogłudliwych,
takich u których no jest ciągle ten ten
pęd do działania
takich bez hamulców i bardzo
impulsywnych.
Właśnie ograniczenie
w otoczeniu możliwości uszkodzenia się
jest ścieżką. Nie zabieranie ich na
coraz to wyższe konstrukcje, bo on
wejdzie i być może spadnie. To są te
dzieci na sorach, w gipsach często,
gdzie y dobra no niech się wyszaleje, no
nie mamy go uczyć samoregulacji, a nie
dawać opcję na to szaleństwo bez
limitów, bo później w życiu chcemy ich
uczyć, prawda, żeby się regulowali, a
nie sięgali ekstremów. Jeżeli już małemu
dziecku fundujemy te ekstrema i on w
tych ekstremach próbuje sobie poradzić,
no to uczymy go no tak naprawdę czegoś,
co jest trochę predyspozycją do
uzależnienia. Nie uczymy regulacji, tak,
moderowania jakoś swojej zabawy. I
czasami na salach zabaw są rodzice,
którzy mówią: "No musi się wyszalać i te
dzieci krzyczą, biegają, odbijają się od
ściany". Y, ja na przykład, no osobiście
staram się unikać tego typu rozrywki, bo
to jest często tak silne dostulowanie,
no to dziecko z tego dostmulowania też
musi zejść i ten zjazd jest bolesny.
Dzieci często wtedy płaczą, są
rozdrażnione, poirytowane, jakby koszt
tej euforii jest wysoki. Tak samo ma
dorosły. Zrobi coś super euforyzującego,
no potem też musi trochę dojść do
siebie, bo te bardzo pożądane, pozytywne
emocje też są kosztem fizycznym, tak? I
i emocjonalnym i i psychologicznym.
Więc
tutaj bardzo, bardzo ważne, szczególnie,
bo mówimy o tych dzieciach
przedszkolnych, jest ta edukacja
rodziców. żeby oni rozumieli, że każde
dziecko jest inne, ma swoją wyporność. Y
należy te aktywności popatrzeć na jego
możliwości rozwojowe w tym momencie,
dopasować tą aktywność. Ani nie za mała
stymulacja, ani nie za duża. Tak. No
mówimy i to w Stanach i w Polsce
wszędzie, że najważniejsza to jest
psychoedukacja rodziców w tym
początkowym etapie rozwojowym, żeby
rodzic
rozumiem Olu, że tutaj jest ten ważny
punkt, czyli żebyśmy mogli przejść do
tej edukacji rodziców. Nawet mamy tak
wiele dostępnych materiałów, że ten
rodzic również i sam może zacząć się
edukować. To rozumiem, że właśnie
potrzeb i diagnoza,
czyli to, że no właśnie dziecko się musi
jeszcze wyszalać, bo nie wiem,
powiedzmy, ono ma może d trzy lata i już
widać to jest takie czasami to takie
było określenie żywy skarb to się mówiło
czy czy złoto jakoś tak srebro żywe
srebro
tak i
i to i po prostu w tym dziecku to
dziecko żyje i nie nie zatrzymuj go nie
powstrzymuj pozwalaj mu to przejdzie bo
to często to, co też rodzic może
usłyszeć, to przejdzie. No i rodzic
czeka, kiedy to przejdzie, no nie? Czyli
jakbyśmy miały się zatrzymać na tym
właściwie
w którym momencie można byłoby postawić
taką diagnozę DHD, nie?
Ja bym powiedziała, że jeżeli chodzi na
przykład o takiego dwulatka, można
spokojnie dać go najpierw na przykład na
diagnozę SI, dlatego że w przypadku
takiej bardzo dużej nadpobudliwości
ona nie zawsze oznacza wcale ADHD. I
oczywiście, że bardzo ważne i to jest
bardzo ważna naprawdę rzecz dla
wszelkich diagnostów.
Zawsze patrzymy na rodziców. Jeżeli
któryś z rodziców ma ADHD albo mamy
podejrzenie rozmawiając z rodzicami, że
to są rodzice neuroróżnorodni
yyy no to tu prawdopodobieństwo, że to
dziecko ma tą nadpłudliwość związaną z
jego temperamentem albo z jakichś innych
przyczyn, no jest niewielkie. Raczej ta
genetyka jest tutaj nieubłagana. Mamy
ponad 7000 genów i jakieś geny z tego
spektrum ADHD to dziecko po prostu wtedy
posiada. Jeżeli rodzice są bez diagnoz,
ale na oko tak zwane, widzimy, że coś
być może jest na rzeczy, to ja wysyłam.
Ja mówię: "No rodzicu, sprawdź najpierw
siebie, maska tlenowa sobie, a później,
a później sprawdzimy, co się dzieje z
dzieckiem". Yyy, jeżeli chodzi o taką
silną nadpobudliwość, to bardzo fajnie
taki dobry terapeuta z integracji
sensorycznej może bardzo naprawdę z
wielu różnych rzeczy, które, bo to
dziecko jest nadpobudliwe,
okej, bo ma nieco stymulowany mózg, bo
ma DHD i powiedzmy jakiś poziom tej
nadpobudliwości się nam utrzyma. Ale na
przykład przy terapii SI, jeżeli dziecko
ma jakieś współwystępujące problemy, ma
jakiś rodzaj, nie wiem, tego
niedoczucia, ma jakiś rodzaj zaburzeń
integracji sensorycznej, to to są
rzeczy, które wzmagają tą
nadpobudliwość,
tą niemożność kierowania uwagą i i wiele
z tych ćwiczeń w tej terapii bardzo
fajnie pomaga dziecku kierunkować uwagę
i zapanować nad tym wewnętrznym
niepokojem. Yyy i myślę, że zanim
dojdzie do takiej pełnowymiarowej
diagnozy ADHD, którą w krajach
zachodnich robimy od czwartego roku
życia, to do tego czwartego roku życia
jest wiele różnych metod
terapeutycznych, które są bardzo
naprawdę fajnie wspomagające rozwój
dziecka, tak? I należy z nich korzystać.
I jeżeli dziecko jest na przykład y
bardzo się obija, przewraca się, wstaje,
w ogóle nie płacze, a przecież się mocno
uderzyło, to jest sygnał niepokojący, że
może mieć jakąś z Ale z kolei jak się go
delikatnie na przykład po skórze miźnie,
to mówi, że to nieprzyjemne. Czyli ma
jakiś rodzaj,
nie wiem, no nie doczucia, że tego
głębokiego dotyku tak nie czuje i będzie
potrzebowało stymulacji tego czucia
głębokiego, a z kolei skórę ma bardzo
nadwrażliwą i byle, prawda, jakaś gąbka,
on już płacze albo z wodą ma jakiś no
dzieci z ADHD czy dzieci neuroróżnorodne
będą miały przeróżne problemy w tej
sferze rozwojowej
i na przykład nie wiem No woda często
albo bardzo lubią pływać, albo po prostu
kropla wody na twarzy powoduje atak
paniki i to jest koniec świata. Można
zamiast na grupowe zajęcia, nie wiem, na
przykład z pływania indywidualnie z
terapeutą wodnym, tak na przykład z
pedagogiem specjalnym, który pracuje z
dziećmi
właśnie w wodzie i gdzie to pływanie
będzie powiedzmy najmniej ważnym
elementem tych zajęć, ale spokojnie
oswoi z wodą i i w pewnych rzeczach
pomoże. I można sobie tak do tego
czwartego roku życia, piątego, szóstego,
w tych różnych takich, bo no w Polsce
pewnie najczęściej mimo wszystko spotka
się rodzic z informacją, że do szóstego
roku życia trzeba czekać. No bardzo w
Armie staramy się to zmienić. Szkolimy
specjalistów, szkolimy z różnych
dziedzin jakby psychologii, żeby na to
dziecko potrafili patrzeć naprawdę z
każdej strony.
I dla mnie ten 2026 właśnie jest pod
znakiem małych dzieci i będę bardzo
jakby się starała tą tą granicę zaniżać,
szczególnie dla tych dzieci. I tutaj też
chciałabym, to jest też taka informacja
bardzo no być może diagnostyczna
i taka trudna do określenia, ale ADHD
ma trzy stopnie nasilenia. Łagodny,
który być może nie przeszkadza tak
bardzo w codzienności. Widzimy u dziecka
powtarzające się wzorce nieuwagi,
powtarzające się takie, nie wiem,
huśtawki nastrojów i tak trudno
powiedzieć, czy to jest właśnie
rozwojowe, czy No ale wiem, ja mam ADHD,
mąż ma ADHD. Okej, moje dziecko ma
łagodne ADHD, ale radzimy sobie z tym.
Rodzina ma, nie wiem, harmonijną
atmosferę, nie ma jakiś większych
awantur 20 razy dziennie i to ja wtedy,
no okej, to wtedy pewnie ta rodzina nie
ma potrzeby szukać diagnozy i bardzo
dobrze, nie, nie musi tego robić, może
się edukować na na własną rękę, tak?
Natomiast już przy takich umiarkowanym
nasileniu objawów, no to już mówimy o
takiej sytuacji, kiedy dochodzi do
upośledzenia co najmniej tych dwóch
obszarów w życiu. Czyli dziecko może
mieć problemy w nawiązywaniu takiej
swobodnej zabawy z dziećmi. Nie wiem, w
momencie kiedy coś nie pójdzie po myśli
dziecka, to impulsywnie uderza zabawką
drugie dziecko i to i po zwróceniu mu
uwagi na przykład kilka razy robi to
dalej. Czyli widzimy, że nie radzi sobie
z tą impulsywnością i mimo jasnego
komunikatu nie może się tego nauczyć. Ma
utrudniony dostęp do tego uczenia się
społecznego. No to już zapala się lampa,
tak? I wtedy być może potrzebuje.
Wiesz, Kasia, czasami to nie jest tak,
że
czasami po prostu trzeba chodzić pół
metra za tym dzieckiem i po prostu nie
można odpuścić, bo uderzy jakieś
dziecko, nie? To nie jest tak, że
porozmawiamy sobie z takim trzylatkiem,
a on prawda nie wiem, przestanie pluć na
dzieci. No no nie, on ma problemy z
kontrolą impulsu i i to jest coś, co po
prostu będzie stałe w czasie. No i to
znaczy, że ewidentnie jest coś yyy w tym
rozwoju zaburzone. Tak.
Te dzieci bardzo często potrzebują nie
żeby 10 czy 20 razy zwrócić im uwagę na
coś, tylko czasami po 200 razach dalej
to robią i być może zapala się lampka, a
jest jakaś sztywność być może już ze
spektrum autyzmu, bo no nie wchodzi ta
to uczenie się tak tak naturalnie, także
sytuacjach Olu zalecasz rodzicom, bo
jakbyśmy miały się właśnie przy tym
zatrzymać
No że zdarza się tak, że dziecko
zaczyna nie wiem zaczepiać inne dzieci.
To szczególnie w przedszkolu czasami
jest gdzieś tam takie dziecko, które
może zwracać na siebie uwagę i może być
też odrzucane nawet przez
inne dzieci.
To co w takiej sytuacji właściwie ty
zalecasz, kiedy no rodzic miałby się z
taką
sytuacją zgłosić do ciebie?
Wiesz, Kasiu, to jest każdą sytuację
trzeba bardzo rozpatrywać jakby w
kontekście danej rodziny, danego
dziecka. Trudno jest tak powiedzieć w
prosty sposób to w takiej sytuacji, bo
tu może być bardzo dużo różnych
zmiennych, które wpływają na to, że to
dziecko tak robi. I trzeba zarówno
przeanalizować sytuację w przedszkolu,
kiedy tak robi, jakie to są sytuacje, o
jakiej porze, czy to jest wtedy, kiedy
już jest zmęczone, czy być może jest za
bardzo przebłodźcowane, czy to jest
zawsze na przykład z tym samym
dzieckiem, czyli na przykład jak dziecko
triggeruje w nim te trudne reakcje, bo
na przykład nie wiem, się ścierają,
czy ma rodzeństwo w domu, czy z tym
rodzeństwem jest tak samo, czy inaczej.
Tu tu jest bardzo tak naprawdę to jest
czasami na na jedno albo na kilka
spotkań takiej
troszkę jakby analizy, gdzie jest źródło
tego problemu, tak? Czy to się pojawiło
nagle w tym przedszkolu, czy tak jest na
przykład od samego początku, czy to jest
trzylatek, czy już pięciolatek, bo to są
wszystko informacje, które będą miały
wpływ na to, co w tej sytuacji zrobić,
jak reagować.
Na pewno z takiej po prostu o nie rób
tego i w ogóle przestań albo nie wiem no
to musimy teraz z tobą porozmawiać to to
to nie działa.
Kara. No to teraz kara.
Nie, dzieci ogólnie neuroróżnorodne, to
trzeba też sobie bardzo jasno
powiedzieć, naprawdę góry przenoszą za
pochwałę, za dobre słowo, za
za takie poczucie po prostu docenienia,
bycia ważnym,
przynależności dla tych dzieci. To jest
bardzo ważne, czasami trudno osiągalne,
bo po prostu chociażby takie małe
dziecko, dwu, trzylatek, który jest
super nadpobudliwy, no on słyszy setki
razy: "Nie wchodź, nie dotykaj, uważaj".
Tak, on już czasami tak podskakuje jak
tylko, nie wiem, ktoś wejdzie do pokoju,
bo być może znowu coś źle zrobił,
chociaż tylko stoi, nie? yyy ludzie się
przyzwyczają do tego, że on ciągle broi,
więc po prostu yyy reagują często
nadmiernym napięciem yyy nawet jak się
nic nie dzieje. I można powiedzieć, to
już jest dziecko trochę straumatyzowane
yyy środowiskiem i ono po prostu yyy no
łaknie dobrego słowa. I trudno też
zrównoważyć tą ilość jakby złych tych
trudnych dla niego komunikatów, tych
takich nie rób tego, uważaj, nie wchodź,
nie dotykaj, popsułeś, bo psują zabawki
te dzieci takie bardzo zdezorganizowane,
no to naprawdę no rozsypują, rozlewają i
tak dalej, nie wiem, tłuką i to nie jest
raz dziennie, tylko doskonale rodzic
takiego dziecka wie, że to jest po
prostu dzieje się na gminie,
więc po prostu no i może dziać się po
prostu to samo w przedszkolu. No i tutaj
kadra musi być wyspecjalizowana. No musi
wiedzieć. Tak często to jest naprawdę
dostosowanie otoczenia do takiego
dziecka. To to nie jest takie całkiem
proste, bo jak ono jest bardzo małe, to
no wiadomo, wytłumaczenie pewnych rzeczy
jest ograniczone. Tak. Ja pamiętam jak
my w domu po prostu chyba ze dwa, trzy
razy zrobiliśmy taki mini remont,
ograniczając
możliwości uszkodzenia się naszego
dwulatka.
No bo jakby tłumaczenie mu, że gdzieś ma
nie wejść jest po prostu bez sensu. Tym
bardziej jak ja mu powiem, żeby nie
wszedł, to on tym bardziej znajdzie
chwilę, że ja się odwrócę i
Dokładnie. I w ogóle to są też takie
dzieci, które często robią różne rzeczy
na przekór. Lubią robić na przekór, mają
i to nie jest jak u każdego dziecka.
Niech nikt mi tutaj nie powie, że a to
jest takie dziecięce normalne, nie? To
jest cecha, która jest bardzo nasilona,
która zostaje często w dorosłości, tylko
dorosły trochę lepiej nad tym panuje, że
jak ktoś mnie o coś prosi, to ja albo
żąda, albo nakazuję. To jest ten problem
z wykonywaniem poleceń. M ja jakby
dziecko się tak mrozi i zastanawia się
jak tu to zrobić po swojemu i to zarówno
robi to małe dziecko średnie nastolatek
niezależnie
na takim zapieraniu się że
zapier niezależne od kryzysów
rozwojowych tak czasami ma to w sobie
ten element PTA czyli ten to ta cecha
patological demand avoidance czyli
troszeczkę takiego patologicznego
unikania próśb poleceń bardzo silna
potrzeba stanowienia i robienia rzeczy
tak na swoich warunkach po swojemu tak
takiego podważania tego, tej
rzeczywistości, czy to rodzica czy
komunikatu, to nie jest bardzo świadome.
Natomiast no no czasami jest tak, że
takiego dziecka wystarczy powiedzieć:
"Nie napij się tego syropu". No i się
napije, tak? Zrobię po prostu odwrotnie
niż komunikat albo chces, żeby tam
wszedł, no to nie wchodź tam, no to
wejdzie. Tak, nie wiem, nie przytulaj
się do mamy, no to przytuli, tak? Tylko
też trzeba uważać z używaniem tego na
przekór, bo wiadomo, otoczenie też się
szybko zorientuje, że można nim w tak
prosty sposób manipulować. No i to są te
przypadki, kiedy ktoś komuś za DHD mówi:
"No nie wejdziesz tam, no nie wejdziesz
nie do do na przykład, nie wiem,
budynku, gdzie jest napisane uwaga, tam
rozpada się nie wchodzić". Nie, nie
wejdziesz tam, nie? Ahadowiec oczywiście
jak to ja nie wejdę i wchodzi, nie? Więc
to jest coś, z czym też trzeba udzieć
ryzykownych zachowaniach, które grupie
rówieśniczej, tak sobie wyobrażam już
nawet później szkolnej, mogą też no
zachęcać to dziecko do robienia takich
rzeczy, które no właśnie no ktoś ktoś
inny by nie zrobił, a to dziecko właśnie
wejdzie w to po prostu i nie dlatego, że
będzie nawet szukało wrażeń, tylko być
może właśnie z tego poczucia, że No ja
nie zrobię
tak akceptacji grupy. Poza tym prawda
takiego właśnie tego na złość mamie uszy
sobie odmrożę. Natomiast no jest coś
takiego w
w tym w tym adehadowym funkcjonowaniu i
to też właśnie już bardzo widać u małego
dziecka.
No ja ja bym powiedziała, że naprawdę
też tyle ile to jest jak linie papilarne
zarówno z ADHD jak i z autyzmem, jak i z
tym z ADHD u każdego jest inne i też nie
można wszystkich wrzucić naprawdę do do
żadnej konkretnej szuflady. To jest są
naprawdę często dość skomplikowane
obrazy kliniczne zawierające w sobie
bardzo wiele różnych zmiennych
dodatkowych jakiś somatycznych chorób.
Chociażby cała cały temat sensoryki,
tak, i innego odbierania świata, tak?
Często to są pacjenci, którzy mówią,
oczywiście już jak są starsi, bo taki
mały pacjent nie powie, że słyszy jak mu
krew w żyłach płynie, słyszy bicie
swojego serca, ma tak ogromną jakby
wrażliwość na to, co się dzieje w nim i
na zewnątrz, nie? To są to to można
sobie to wyobrazić, jeżeli to jest takie
małe dziecko, które w sobie gdzieś to
ma, nie umie tego ponazywać, no bardzo
ten dzień w przedszkolu jest dla niego
kosztowny energetycznie, intelektualnie.
Tak jest. trudne do ogarnięcia. Jest
wiele bodźców. Ono ma problem z
kierowaniem uwagi. Nie wiem, wszyscy
siadają przy książeczkach, a ono przy
tej książeczce
przecież akurat w tym momencie może nie
być tam dopaminy dla niego. Tak więc
często też dezorganizuje ten dzień w
przedszkolu, tak przedszkolanką i wymaga
większej uwagi tak samo jak w domu. Więc
na pewno ta współpraca tutaj rodzica,
który jest wyedukowany o swoim dziecku i
przedszkola jest bardzo ważna.
No
myślę sobie, że być może to co właśnie
ważne to to, że czasami jest taka chęć
wysłania dziecka do do na diagnozę i
trochę jakby to dziecko miało być samo
zdiagnozowane, nie? Mhm. Rozumiem, że
małe dziecko y nie ma możliwości, żeby
go zdiagnozować bez całego tego
kontekstu też rodziców i i rodziny
i właściwie w przypadku też takich
dzieci przedszkolnych ci rodzice
odgrywają ogromną rolę
właśnie w tym, jak pomóc dziecku i tak
naprawdę co wskazać jeżeli chodzi o samo
dziecko, co y może mu dolegać, jeżeli w
ogóle coś
dolega.
Ja bym też, jeżeli chodzi też o tą
diagnozę,
powiedziałabym jedną rzecz taką, która
bym chciała, żeby tak została z ludźmi.
Myślę, że tak w tyle głowy, że żeby
zdiagnozować dziecko małe, tak? Czyli
powiedzmy to tego cztero, pięcio,
sześciolatka,
opieramy się głównie na obserwacji, tak?
Bo tutaj są jakieś kwestionariusze
zagraniczne, ale tak naprawdę chodzi o
obserwację. Nie może to być jedna
wizyta, to musi być więcej spotkań.
Często dziecko, żeby pokazać takie pełne
spektrum swoich możliwości, odpiąć
wrotki, potrzebuje poczuć się
bezpiecznie przy diagnoście, więc na
pewno jedno spotkanie nie wystarcza. To,
że te dzieci czasami jak trusia siedzą
przez 40 minut, to nie oznacza, że
jeżeli pójdą tylko w sobie miejsce
znane, to że tak powiem nie nie fruwają
na żyrandolu od razu, tak? Bo to są
dzieci, które potrafią włożyć wysiłek
też w samokontrolę, chociaż oczywiście
są też takie, jeżeli to spektrum
nasilenia obawów jest bardzo znaczne, to
nie potrafią. Tak. Jeżeli jest bardzo
silne natężenie objawów, to naprawdę to
są dzieci, które mają znikome
umiejętności samokontroli. I można
powiedzieć, że te diagnozy są stosunkowo
najprostsze, tak? No bo to po prostu się
bardzo rzuca w oczy. Najtrudniejsze to
będą te, gdzie są bardzo duże zaburzenia
koncentracji i w zasadzie tyle. Tak, to
jest bardzo częsty case u dziewczynek
przecież właśnie, które
jest tyle samo adehadowych dziewczynek
co chłopców, tylko dziewczyny są
diagnozowane dużo później, bo po prostu
przez brak nadpobudliwości tak są
grzeczne. Natomiast opieramy się na
obserwacji, na wywiadzie przede
wszystkim z rodzicami i ten cały
kontekst rodziców jest ważny, tak? czy
rodzice chociażby mieli jakieś
tak zalążki zaburzeń neurorozwojowych
w swoim w swoim dzieciństwie, bo to nam
po prostu bardzo dużo daje informacji o
o tym dziecku, tak? Yyy, no i przede
wszystkim i niektórzy diagności się tego
podejmują, obserwują dziecko w różnych
jego środowiskach, czyli pokuszają się o
wizytę na przykład w przedszkolu i
obserwację dziecka godzinę na przykład w
przedszkolu
albo spotkanie w domu, czyli w miejscu,
gdzie ono się czuje najbezpieczniej.
Wtedy pokaże bardzo dużą ilość zachowań.
zachowa się tak, jak się nie wiem na
przykład, nie wiem, nakrzyczy na
rodzica, nie wiem, coś się wydarzy
takiego, co on jest zwykły po prostu
robić. Więc no to przy małych dzieciach,
żeby tak no rzetelnie, prawda, opisać.
Tylko oczywiście no to czasami jest
trudne, tak, żeby diagnosta jeździł po
po wszystkich miejscach, gdzie gdzie
jest dziecko, więc ale są diagności,
którzy się tego oczywiście podejmują.
Natomiast można też dzieckiem y, bo też
kiedyś jak się pojawiły wizyty online
był taki opór, nie no, dziecka to nie
można online zdiagnozować. No ale to
jest bardzo dobre rozwiązanie, żeby
postawić laptopa czy komputer w jego
pokoju i zobaczyć jak on się zachowuje w
swoim otoczeniu po prostu tak. I jak tam
na przykład lata po prostu jak sprężyna,
nie jest w stanie ani na chwilę utrzymać
uwagi tak przy przy komputerze, nawet
jak mu się pokazuje różne zabawki, to
też jest jakaś informacja. Tak, tylko
oczywiście trzeba to trzeba oczywiście
to również przepleść stacjonarnymi
wizytami. Natomiast są to jakieś tam
opcje. Na pewno musi być to więcej
spotkań, żeby mieć taki pełen obraz
jak funkcjonuje to dziecko.
Zobaczyć go właśnie w lepszym humorze, w
gorszym humorze, tak? W różnych jakby
momentach, nie?
A czy zdarza ci się spotkać z
nagraniami, którzy rodzice na przykład
właśnie dostarczają na wizytę? Tak, tak,
tak. jakieś zachowania się powtarzają,
są dla nich bardzo nie no co więcej,
czasami tu się prosi rodziców, że jeżeli
mają możliwość, tylko też te nagrania
muszą być tak robione, prawda, bez
naruszenia takiej no intymności dziecka,
żeby ono nie czuło, prawda, o teraz
płacz, a teraz mama stoi z telefonem
nade mną, bo to takie nie może być nie
po prostu nie nieprzyjemne, niemiłe.
Natomiast no czasami to jest dobre
rozwiązanie. No jakoś tak
w takich momentach, kiedy nie wiem
dziecko w jakiś sposób coś przeżywa, co
trudno jest uchwycić na na sesjach.
No opieramy się też na jakieś opinii
warto jak na przykład przedszkolanka czy
niania, czy ktoś kto na co dzień się
opiekuje dzieckiem i ma z nim dużą
styczność poza obserwacjami rodzica, no
to można się posiłkować też opinią z
przedszkola. Tak.
Ymm, no ważne jest wykluczenie innych
przyczyn. To tak jak mówię, no tutaj
element tej diagn tej genetyki jest
bardzo to dokończyć, żebyśmy żeby to też
wybrzmiało, czyli wykluczenie jakich
przyczyn.
No właśnie tutaj
tutaj tak naprawdę to są to jest trochę
zadanie lekarza. Powiedzmy, że to co
psycholog może wykluczyć, no to
nie wiem, że na przykład dziecko ma
bardzo dominują u niego zaburzenia
lękowe, które mogą bardzo mocno wpływać
na przykład na koncentrację czy na to,
że nie wiem, na jakiś konkretny schemat
zachowań i że trudno powiedzieć, dopiero
jak trochę się podleczy na przykład
zaburzenia lękowe, to trzeba by
zobaczyć, co wtedy, jak ono wtedy będzie
funkcjonować.
Czasami jest tak, że dzieci na przykład
mają jakiś rzadki zespół wady
genetycznej i tak jak mówię, ta
diagnostyka na początku często zahacza o
neurologa, genetyka,
pediatrę, czasami o endokrynologa
i czasami w trakcie tych różnych, że
mówisz też o takim
chociażby na przykład zbadaniu, nie
wiem, krwiu
właśnie takich badań podstawowych. kiedy
na przykład dziecko nie mieć też takich
badań robionych sprawdza się nieraz się
sprawdza TSH sprawdza się różne rzeczy
tak mogą mieć wpływ na na zachowanie
dziecka.
Na przykład te dzieci które takie mają
potężne zaburzenia snu. Bardzo dużo jest
przyczyn zaburzeń snu. Mogą być różne
problemy z nie nadnerczami jakieś
hormonalne. Robi się EEG różne badania.
to czasami trudne do przeprowadzenia, bo
we śnie, bo coś tam. Natomiast no y
jakaś diagnostyka na endokrynologii,
różne rzeczy, tak, czy u neurologa.
Natomiast no czasami z małym dzieckiem
owszem zahacza się i i albo często
powinno się przynajmniej pójść na te
wszystkie wizyty i przynajmniej
wiedzieć, okej, byłam, sprawdziłam. Yyy,
no my na przykład w ten sposób to już
tak prywatnie powiem, no to to na
genetyce jednak ustaliliśmy, że jest
jakiś problem, jakiś dodatkowy
chromosom, który y normalnie pewnie
byśmy się tego nie dowiedzieli albo nasz
syn by się dowiedział dopiero w
dorosłości, ale tak to po prostu no
okazało się, że coś tam jest po drodze,
tak
więc co też może gdzieś tam wpływać tak
na na jego rozwój i i ogólnie na
gospodarkę hormonalną Więc to jest ważna
rzecz, bo to jest połączone z nastrojem
i i ogólnie z wieloma rzeczami.
Natomiast no tak i nawet chyba takie
kwestionariusze widziałam bodajże w
Niemczech, czy dziecko było u takiego
lekarza i trzeba to odhaczyć, czy była
już wizyta neurologiczna, czy było
badanie u genetyka. To jest to
wykluczenie właśnie zanim też rozumiem
przejdziemy do takiej diagnozy
psychologicznej, że też takie czynniki,
rozumiem, biologiczne, może
fizjologiczne, potrzeba byłoby sprawdzić
po prostu.
To to jest trochę taki dylemat czasami,
że okej, jak mam dwoje rodziców, dwoje
za DHD i mam dziecko, które ma jakiś tam
zestaw problemów z funkcjonowaniem, no
to wiadomo, że prawdopodobieństwo, że to
wynika na przykład z jakiegoś, nie wiem,
zapalenia, autoimmunologicznego
zapalenia mózgu. No, no tak jak w
medycynie i tak w psychologii szacujemy
jakieś tam prawdopodobieństwo tego, co
co u tego dziecka jest. Natomiast pewne
interwencje, jeżeli to jest powiedzmy
ADHD, pewne strategie, pewien sposób
funkcjonowania powinien dać rezultaty,
powinien dać poprawę. zrozumienie
pewnych rzeczy w tym jak funkcjonuje
dziecko neuroróżnorodne, wprowadzenie
pewnych zmian w nasze, nie wiem rutyny,
sposób funkcjonowania, ta świadomość
tego, że dziecko ma jakieś tam poziomy
energii i na przykład no stopień
przebodźcowania musimy my dopasować,
tak? nie przebodźcować dziecka, bo wtedy
no wiadomo, że dojdzie do jakiegoś tam
wybuchu i tak dalej, że w pewnych
rzeczach może potrzebować asysty,
pomocy, nie wymagać, że zrobi wszystko
samodzielnie, bo on się rozproszy,
zapomni, zacznie robić coś innego i i
wymagamy od siedmiolatka, żeby sam robił
pracę domową. No może to być raczej
średnio realistyczne, tak? Chyba, że
jest taki samodzielny. No ale
to zależy też od dziecka. Znowu nie
generalizujmy. Tak.
To, ale powinny być poprawy w
funkcjonowaniu. No ale jeżeli my
wdrożymy różne strategie, będziemy, nie
wiem rzeczy już tak dopilnowywać, nie
wiem, ale nie widzimy poprawy u dziecka.
dalej ma na przykład, nie wiem, jakieś
potężne wybuchy złości, płaczu, nie
wiem, albo jakieś reakcje bardzo trudne
i i mimo tego, że włoży, nie wiem,
jakieś tam były oddziaływania
terapeutyczne takie czy inne, a nic się
nie dzieje, no to to znaczy, że szukamy
dalej po prostu.
To też jest tam wtedy jakaś tam prawda
informacja dla nas, że no tak mogę
powiedzieć, że poniekąd tak było trochę
u nas, tak że że bardzo duża świadomość
rodziców przy mnie i mojego męża i
przeróżne jakby pomysły na na to, jak
tam przemoderować to to dziecko, a dalej
jakby
jakby niewielka w ogóle poprawa, nie?
Więc po prostu trzeba wtedy szukać, nie?
Natomiast nie zaczynamy z tak zwanej
grubej rury. Będziemy dziecku najpierw
zrobimy mu tonę badań tutaj, nie wiem
szpitalnych,
jeżeli po prostu no
no dla mnie to jest taka rzecz na
przykład z zawieszaniem się u dzieci. No
jest ten moment takiego, że uwaga się
tak zawiesza i dziecko się zamyśla. No i
jak się do niego woła, to ona tak
średnio reaguje.
No jest typowe w ADHD czy w autyzmie
takie zawieszanie się. Natomiast jeżeli
dziecko poklepiemy po ramieniu, to ono
zwróci na nas uwagę. Jeżeli podniesiemy
głos, to ono wyjdzie z tego letarku.
Natomiast jak to jest padaczka, to
poklepanie po ramieniu nie wytrąca z
tego transu, mówienie do dziecka nie
wytrąca, to trwa dłużej, jest po prostu
inny przebieg. I na przykład wydaje mi
się, że można to przynajmniej tak jak
rozmawiałam z neurologiem, można to
sprawdzić, czy to jest zawieszanie się
takie mimowolne adehadowe, zanim się
dziecko na neurologię na trzy dni
zamknie na badania, czy ono ma padaczkę.
Tak. A bardzo często,
czy ja się już z tym bardzo często
spotkałam, że u dzieci z ADHD się
wyklucza. Oczywiście czasami
współistnieje ADHD i padaczka, tak, ale
no taki typowy atak padaczkowy
troszeczkę no ma jest inny niż to takie
zawieszanie się, które po prostu u
naszych dzieci jest nagminny. No ja
często do y swojego syna coś mówię,
zanim to jest też są zaburzenia
przetwarzania słuchowego, zanim to do
niego dotrze, no to to mija trochę
czasu. No i to
i czasami po terapiach też se poprawia,
tak? Bo on ma tak silne tam swoje gdzieś
tam myśli
i tak sobie myślę, jak o tym mówisz
właśnie to, że można się też spotkać z
takim odbiorem społecznym. Słuchaj,
każde dziecko tak ma przecież. No które
dzieci słuchają, no chyba, że te już
nazwijmy, nie wiem, takie może grzeczne,
które wykonują. No dziecko tak po prostu
ma, może kiedyś wyrośnie. I chciałabym,
żebyśmy teraz właśnie spróbowali się
skupić na rodzicach,
gdzie pojawia się dziecko. Czasami to
jest takie wymarzone, wyczekane dziecko.
Czasami właśnie dziecko, które przyszło
z takim też trudem i wysiłkiem. Mhm.
No i pojawia się właśnie nam taki
egzemplarz, gdzie yyy no my sobie w
ogóle nie byliśmy w stanie wyobrazić
macierzyństwa, no bo to jest też trochę
o tym, że macierzyństwa czy w ogóle
posiadania dziecka, że no nikt nas do
tego nie przygotowuje, tak naprawdę
życie uczy i przygotowuje. No i trafia
nam się właśnie dziecko, z którym my
próbujemy różnych sposobów,
ale to się nie udaje, to nie wychodzi.
Czasami też takie to co jest trudne dla
rodzica, to takie wątpliwości co do
własnego bycia mamą czy tatą, że może
coś ze mną jest nie tak, skoro no ja nie
mogę uspokoić czy dotrzeć do tego
swojego dziecka.
To, co też bywa takie trudne, to czasami
takie zwątpienie, jeżeli to była taka
właśnie decyzja podjęta, że może takie
myśli nawet przychodzą, że po co mi to
było, po co ja się nie wiem decydowałam,
zdecydowaliśmy w ogóle, no skoro to tak
jest trudno i ciężko, no bo to są trudne
momenty, kiedy na przykład właśnie tam
nie ma ustanku, żeby odpocząć, żeby się
zatrzymać, bo dziecko się nie
zatrzymuje, nie?
I to zwątpienie właśnie w siebie jako
rodzina, ta bezsilność, to poczucie
winy, takie często dojście do muru. że
ja już chyba wszystko spróbowałam, bo i
nawet nie wiem, jakieś może podcasty
posłuchałam, że to trzeba tak mówić
spokojnie, zacząć mówić od ja na
przykład, o swoich ja to wszystko robię,
a tam po prostu stronie
nic się nie zmienia albo zmieniło się na
jakieś takie może pół godziny i za
chwilę jakby wło do normy, no nie?
Mhm.
Właściwie jakbyśmy mieli się na tych
rodzicach też chwilę skupić, tak?
Co co właśnie w dla takich rodziców,
którzy no spotykają się z tą ścianą, a
też czasami z takimi spojrzeniami z
zewnątrz, że no nie radzisz sobie, nie?
No bo przecież no dziecko powinno się
słuchać ciebie, być ułożone,
nie wychodzi ci, nie?
A wcale tak nie jest. Wcale dziecko nie
powinno być ani ułożone, ani się nas
tak, że tak powiem, ślepo słuchać. To
jest też czasami wydaje mi się taki
kwestia tego, jak postrzegamy w ogóle to
bycie rodzicem i czym jest wychowanie
dziecka. Bo czasami dla mnie jest jak mi
dziecko mówi, że nie, ja tego nie chcę
zrobić mamo, albo mi się to nie podoba
albo ja tego nie lubię. Ja sobie wtedy
myślę, że bardzo jestem dumna,
że moje dziecko bez problemu stawia mi
granicę, mówi o swoich potrzebach i
jeszcze nazywa po prostu co chcę, a
czego nie chcę, bo sobie myślę, no tak
to jakby no być może będzie na terapii z
jakichś tam powodów, ale na pewno nie z
powodu, prawda, że był jakoś stłamszony
i nie mógł siebie wyrażać
i i nie będzie się musiał uczyć
asertywności, bo bo jest w to dobry,
nie? M i ja tak sobie myślę, że y
takie wyregulowane dziecko to wcale nie
zawsze jest grzeczne dziecko, bo dziecko
ma tą potrzebę, każdy z nas ma potrzebę
jakąś stymulacji i wyregulowanie się dla
każdego z nas to jest trochę co innego.
Jeden będzie potrzebował na siłowni się,
że tak powiem, zmęczyć i osiągnie swój
poziom regulacji prawidłowy, a ktoś inny
w ogóle nigdy nawet do tej siłowni nie
wszedł i jeżeli usiądzie i namaluje
sobie jakiś tam obrazek albo nie wiem
pogra sobie w sudoku, to też się
wyregulował i dziecko czasami siedzi i
sobie maluje, a czasami dynda na jakiejś
drabince i po prostu krzyczy, śpiewa,
tańczy i w ten sposób się reguluje. Tak.
A my byśmy chcieli go jak radio
przyciszyć. No
jasne. To co to co powiedziałaś, to
poczucie winy, wstyd, zmęczenie, ogromne
zmęczenie, z którym czasami już trudno
sobie poradzić, bo to jest takie
nawarstwiające się zmęczenie.
dochodzi często własna neuroróżnorodność
rodzica, który jakby poprzez posiadanie
dziecka takiego,
no ono mu pokazuje wszystkie jego
trudności, jego limity, jego
nieumiejętności, tak, jego problemy z
samoregulacją.
I tak naprawdę to
takie dzieci dla takiego rodzica są
takim, powiem, no ogromnym trenerem tak
naprawdę i takim dzwonkiem
rzeczywistości. ty rodzicu, no najpierw
musisz się zająć sobą i tutaj zarówno
przekonaniami, oczekiwanie,
oczekiwaniami, jakie to wymarzone
dziecko miało być. Dziecko jest
dzieckiem, jest człowiekiem w świecie.
My mamy wychować człowieka, który
lepiej, gorzej da sobie radę w
codzienności. I taki rodzic boi się
często o przyszłość tego dziecka. No jak
on sobie da radę? Boże kochany, to jest
myśl, którą nie wiem, ja chyba też
regularnie mam. Matko, czy on da sobie
radę? Nie, taki na przykład wrażliwy,
tak nadwrażliwy, tak oddający wszystko
co po prostu ostatnią koszulę. Mówię, no
po prostu na każdym kroku. No ale okej,
to jest moje zadanie, żeby go uczyć,
rozumieć siebie, rozumieć swoje swoją
potrzebę pomagania innym, tak żeby
potrafił też nią w jakiś sposób
zarządzać, bo to jest potrzeba, którą
pewnie będzie zawsze miał, tak uczyć go
stawiania granic, tak że tutaj zamiast
zapadać się, myślę, że w to takie
fatalistyczne, że o Jezu, albo no
naprawdę
pozbyć się przejmowania się uwagami
innych. No to jest super ważne dla
neuroróżnorodnej rodziny.
Bardzo, bardzo. To jest rzecz naprawdę
ważna. Czy tam przyjdzie jakaś,
no nie,
jakaś koleżanka.
Co, co zawsze sobie myślę, co wy wiecie
o tym? Ja ja ja naprawdę dla mnie na
przykład to jest takim cudem, jeżeli
takie dziecko, które ma nie wiem i
autyzm, i ADHD, mnóstwo trudności z
odbiorem świata zewnętrznego i chodzi do
szkoły na przykład codziennie i daje
radę, to jest cud. Jest wiele dzieci,
które z tymi trudnościami na przykład no
nie ogarnia, potrzebuje nauczania
domowego, jest w jakichś szkołach
specjalnych i na przykład nie wiem, to
dziecko, nie wiem, chodzi przez tydzień
w tym samym t-shircie. No i trudno, nie
będziemy z nim walczyć. to raz w
tygodniu zmienia t-shirt. Albo rodzicu
kup 10 takich samych i po prostu
podmieniaj dyskretnie. A jeżeli się
orientuje, no to trudno. Wybieraj te
bitwy, rezygnuj czasami tak z czegoś, co
ty uważasz, o Jezu, bo co inni pomyślą,
że ja go nie myję albo że on coś tam.
Nie, no jeżeli się umył, wziął prysznic
i nie ma, że tak powiem, no nie wiem,
nie tróje otoczenia, to się nie
przejmować tym. Tak, nie wiem. No mój
syn na przykład nie nosi skarpetek od
praktycznie kiedy pamiętam. Nie znosi,
nie lubi. Ja mogę po prostu kupić mu
częściej buty, wymienić, nie wiem,
wyprać. Wyprać też nie mogę, bo jak
wypiorę, to zmienia się ich jakby
kształt i już mu przeszkadza, więc po
prostu mogę częściej kupić mu buty.
Ale i i nieraz było w szkole, że poszli
z dziećmi na spacer, ale jego nie
wzięli, bo on nie miał skarpetek, to
zmarźnie. Ja mówię: "A kto? Dlaczego w
ogóle taka decyzja? Proszę zadzwonić do
mnie, proszę. Przecież ma buty z futrem
po to, żeby chodzić bez skarpetek. Co to
w ogóle? Okej. No i też musiałam uczyć
otoczenie tego, że tak ma koniec,
kropka, nikt go nie wsadzi skarpetki, bo
i zawsze dawałam ten przykład, że
Einstein też nie chodził w skarpetkach,
bo mówił, że nie może przez nie myśleć.
Więc po prostu ludzie różnie mają.
Jeżeli nie jestem, zatrzymam właśnie się
przy tym Olu, bo to jest ważne, co ty
teraz mówisz, czyli właśnie ile też
rodzice potrzebują takiego
pozwolenia też sobie na to, żeby
postawić się ze sobą i ze swoim
dzieckiem w takich sytuacjach, w których
społecznie
przyjmuje się to, żeby każde dziecko
miało tak samo, no nie?
A no właśnie każde dziecko może chcieć
zupełnie czegoś innego. No i będzie gro
dzieci, które się dostosuje, ale będą
takie dzieci, które po prostu nie będą w
stanie się dostosować.
No ale tak jak z tymi skarpetkami to
jest taka sytuacja, która to to nikomu
nie szkodzi, no nie? No bo oczywiście
może się pojawiać obawa za chwilę, bo to
jest często taki argument, za chwilę
wszystkie dzieci będą chciały chodzić
bez skarpetek. Na przykład
w ogóle nie ma takiej sytuacji. Ja Janek
jest ma 7 lat, jest w pierwszej klasie.
Wszystkie dzieci są w skarpetkach, on
jest bez. Już do tej pory nikt, nikt go
w tej kwestii nie naśladuje. Ale nawet
jeśli to znowu są rzeczy niezagrażające
życiu, nic jakby od tego dziecko nie
choruje. Nie wiem, to jest to są takie
czasami to jest też taka ja to widzę
jako taką presję albo taką nawet przemoc
ze strony jakby środowiska, że bo tak
być coś powinno, nie wiem, bo tak ktoś
ma w głowie ułożone, że nie wiem, bez
rękawiczek nie wyjdziesz. No też nie
chodzi w czapce, no zakłada kaptur
jakby. No ja na szczęście znalazłam
takie miejsce albo tak długo go
szukałam, gdzie gzie jakby no ma
akceptację tych swoich takich różnych,
nie wiem warunków funkcjonowania.
Myślę, że jest Olu o tym, że ty to
przyjmujesz i akceptuj.
Tak, ja to akceptuję. Tak, absolutnie
zgadzam się z tobą. To co jest trudne to
właśnie kiedy w rodzicu jest też takie
poczucie braku akceptacji tego własnego
dziecka. No nie, bo myślę sobie, że
chyba od tego potrzebujemy w ogóle
zacząć, że dopóki
A ja bym jeszcze zrobiła krok do tyłu.
Kasia, to znaczy, że to jest człowiek,
który nie akceptuje siebie, bo to jest,
jeżeli ma problem z zaakceptowaniem
jakieś swojej, nie wiem, natury czy czy
siebie, no to też będzie w swoim dziecku
nie akceptowało jego jakieś tam natury,
tak? I to jest praca własna. Znowu
wracamy do pracy własnej, bo dziecko
po prostu y staje się człowiekiem ze
swoimi i ma te swoje preferencje. Już
noworodek ma preferencje, tak, nie wiem,
zapachu, dotyku ludzi. Na pewne twarza
się uśmiechnie, na pewne się zgrymasi na
energię, tak pewną, pewna mu się będzie
podobała, pewna nie. Jeden będzie lubił
kąpiel, drugi będzie w tej wodzie nie za
bardzo, jeden będzie wolał no naprawdę
nawet co do zabawek, faktur i i dziecko
dla mnie moim zadaniem jest go
przekouachować przez rozpoznawanie tych
potrzeb, zaspokajanie, nie krzywdzenie
przy tym innych ludzi, stanie się po
prostu świadomą jednostką swocją
obsługi do do samego siebie, tak? Bo bo
pewne rzeczy naprawdę są, no nawet jak
patrzę na ich pasję, tak? No są
zdeterminowane. No to nie jest tak, że
ja go zapiszę teraz na pianino albo na
balet, co on to będzie robił. Nie. On ma
pasje, które wypływają z niego i są
jakoś tam czy w genach, czy jakoś już go
wybrały. Tak, ja mogę mu tylko asystować
w tym. Tak. I nie wiem, dla mnie, dla
mnie w ogóle taki był,
to jest taki, myślę sobie, ważny
wskaźnik, no nie? No bo jeżeli właśnie
ty masz w sobie tą akceptację, to jest
to jest jednocześnie za tym idzie to
wsparcie. A myślę sobie, że dziecko
niezależnie yyy z czym jest, ono
potrzebuje tego wsparcia i to, co będzie
też ważne, a co myślę sobie jest trudne
czasami
i ta trudność powoduje to, że my się na
przykład nie zgłaszamy do specjalisty
jako rodzice, bo w jakiś sposób obawiamy
się tego, że faktycznie ja usłyszę coś,
czego ja nie chcę usłyszeć, a ja już z
otoczenia mogę to słyszeć, wiesz co?
Może sprawdź to po prostu. Nawet czasami
przy takie pojawiają informacje,
że może warto byłoby skonsultować takie
naprawdę bardzo delikatne,
ale we mnie może się pojawiać takie
poczucie, że to niemożliwe, żeby mnie
spotkało to, że z moim dzieckiem coś
jest nie tak, bo to jest taki odbiór, że
to jest coś jest nie tak z moim
dzieckiem.
A że
ja bardzo, bardzo mi się podobał ten
serial Matki pingwinów. Nie wiem czy
oglądałaś.
No bardzo mi się podobał. Bardzo dużo
tam widziałam naprawdę takich
prawdziwych sytuacji z życia ze swoich
pacjentów, ze swojego życia takich tak
człowiek jest taki zaskoczony i nie
wiem, usłyszenie autyzm albo ADHD to
jest, ale jak to ja jestem normalny
albo moje dziecko jest normalne, prawda?
Ale no jest normalne, ale ma cechy
autyzmu albo ADHT i jakby po prostu to
jest to jest pewien sposób
funkcjonowania, pewien pewien sposób,
nie wiem, okablowania naszego mózgu i
warto go poznać. Ja myślę, że co też
rodzicom może na pewno pomóc, to
pokazanie im mocnych stron dziecka i
żeby pracowali z dzieckiem nad jego
mocnymi stronami, dostrzegali je, tak? a
nie tylko tego, y, że jest, nie wiem,
impulsywny, że, że, nie wiem, że się nie
rozprasza, że nie robi do końca zadania,
albo że ma bałagan w pokoju. No tak, ale
na pewno jest też bardzo dużo rzeczy,
które robi dobrze, które które wypływają
z niego i dostrzec to jest i to
rozwijać. Tak, że nie wiem, y m pomaga
na przykład, nie wiem, kolegom,
koleżankom, albo że y
taką właśnie na przykład nie wiem m
kreatywność i coś buduje coś, coś okej,
nie chce zrobić zadania tak jak pani na
plastyce zadała, ale jego własny rysunek
jest po prostu pełen różnych na przykład
treści, nie? I to nie znaczy, że jest,
nie wiem, zły z plastyki, tak? tylko po
prostu no nie wiem co co innego tam
potrzebował zrobić i y i my w domu
naszym zadaniem jest praca z dzieckiem
żeby on rozumiał on ma mocne stron okej
tu nad czymś musi popracować ale ma
mocne stron nie
czyli rozumiem że zobaczenie tego
dziecka nie tylko przez pryzmat
tego, co on prezentuje czasami na co my
bardzo często to zwracamy uwagę i wtedy
to dziecko też trochę w tym jest, no
nie? Że ono gdyby zebrać to, co słyszy,
nawet w ciągu mówię w ciągu tygodnia,
miesiąca,
to w zasadzie pewnie trudno byłoby
policzyć nawet tych dobrych rzeczyu
masy tych właśnie komunikatów
chociażby typu uważaj, nie rób tego
właśnie takich zaczynających się od
tego. Nie, no nie.
Mhm.
Ja na przykładami a propos tego włażenia
w różne miejsca takiego właśnie dziecka
nadpobuliwego. Ja mówię: "Aha, chcesz
wejść teraz tak wysoko? No dobra, to
wchodź, zobaczymy ile jak wysoko
wejdziesz". Chcesz, żebym tu stała i cię
asekurowała, ja o nim stoję z nim i
rozmawiam z nim. Tak, jesteśmy na sali
zabaw. Aha. To może ja najpierw
sprawdzę, czy jak zeskoczę z tej
wysokości, to czy jest miękko, bo były
takie gąbki jakieś. Wlazłam na górę,
sama zeskoczyłam, zobaczyłam, że jest w
miarę bezpiecznie.
Jedno zagrożenie zobaczyłam, że jak jest
za blisko jakiejś tam ścianki, to może
się o nią uderzyć zeskakując. Mówię to
zobacz, to teraz y skaczemy z tej
strony, bo tu jest ścianka. Okej, wlazł
na górę, zeskoczył, nic się nie stało.
Dla przykładu była, było dużo starsze
dziecko, sześcioletnie, gdzie była mama:
"Nie wchodź tam, uważaj, bo spadniesz,
tak nie wiś". I nawet nie wstała, robi
najlepiej jak potrafi, żeby było jasne,
ale nawet nie wstała z krzesła. I co za
chwilę ta dziewczynka zrobiła? Weszła,
skoczyła, ale za blisko tej ścianki i
się walnęła głową. Czasami rozwiązaniem
jest przemoderować dziecko przez to, co
ono chce zrobić, pokazać mu jak to
zrobić bezpiecznie, a nie mówić mu nie
rób tego, bo ono chce eksplorować świat.
po prostu być jego przewodnikiem w tej
eksploracji. Tak, nawet jeżeli to jest
bardzo wysoko, mam trochę ścis w gardle,
bo jest malutki, tak? I się zastanawiam,
no dobra, to to chociaż mogę zrobić ten
wysiłek, że sprawdzę sama. Tak i dobra,
skoczył parę razy, nic mu się nie
wydarzyło. Tak w ogóle wydaje mi się, że
to jest taki sposób właśnie to, co
wcześniej mówiłam, te remonty, no
dostosowaliśmy otoczenie, żeby ono nie
dawało opcji na coś groźnego, nie wiem.
Widziałam, że wchodzi na parapę, to już
podstawiałam jakieś poduchy, kanapę,
także jak już wejdzie, to przynajmniej
żeby skoczył na coś miękkiego. Te dzieci
potrzebują strefy na tak, nie strefy na
nie, bo tych stref na nie już jest
wystarczająco dookoła.
Jeżeli na przykład podchodzi i wali
lustrem tak od ściany, takie lustro
powieszone, nie? No to mogę mówić 100
razy: "Nie dotykaj lustra, nie ruszaj
lustra, bo stłuczesz lustro i krzyczeć i
coś tam". No ale mogę też wziąć
wkrętarkę i po prostu taką metalową
blaszką przykręcić to lustro. Już nie
będzie mógł nim stukać i zapomnieć o
temacie. No to to naprawdę nie są jakieś
trudne rzeczy. A można po prostu
troszeczkę jakby sobie uprościć. Jak już
będzie nie wiem d lat później zapomnij o
tym lustrze, to se odkręcę tak jak już
go to nie będzie interesować.
Oczywiście wiadomo, pewne rzeczy Kasia
jest łatwiej powiedzieć niż zrobić. Na
pewno własna otwarta głowa na to, że
zaraz, zaraz, chwila, ja mogę coś, to ja
jestem dorosła, ja mogę coś zrobić tak
inaczej. Mogę coś, mogę przearanżować
salon, zrobić materacę i zrobić po
prostu minialę sensoryczną. Tak, nie
musi tam stać, nie wiem, kryształowy
wazon z kwiatami i teraz będę tylko
tylko omijaj wazon. Nie, po co mi to? Po
co mi to? To jest y to to zależy ode
mnie, nie? I po prostu
wydaje mi się, że ta kreatywność taka
rodziców, wolna głowa i taki po prostu
no no okej, no wchodzą do mnie dorośli
jako goście i w zasadzie trochę nie ma
gdzie usiąść, bo są same materacy i
poduszki i jakieś tam takie małe niskie
kanapy. No trudno, dorośli jakoś se
poradzą, a moja codzienność
z moimi dziećmi jest dla mnie ważniejsza
niż to, co tam ktoś se pomyśli, że nie
ma gdzie usiąść. No okej, to nie ma
gdzie usiąść. No póki są małe to ja
dostosowałam to otoczenie do ich wieku i
ich możliwości. Tak.
Tak, tak. Ja to widzę. Tak. Widzę ja
swoją rolę. To nie znaczy, że dla
każdego to będzie rozwiązanie. Żeby było
jasne, to yyy każdy dom rozpatrujemy,
myślę, że jako psycholog, każdy dom
należy rozpatrzeć jakby w potrzebach i w
zasadach tego domu. To jest bardzo
ważne. Mi to z łatwością przychodzi, bo
ja mam taką w sobie elastyczność i w
ogóle non stop coś w domu zmieniam i
wiesz i to jest dla mnie po prostu to
jest tylko dom, tylko przestrzeń, w
której ma mamy się jakoś tam wszyscy
odnaleźć. Ściany nabrudzili, zamalowali,
nie wiem, ochlapali, opluli. No to
przemalowuje. Tak. Dobra. Może być
jeszcze taki ważny aspekt, że czasami
rodzice traktują dziecko jako
przedłużenie siebie samego.
To znaczy, że jeżeli ktoś pomyśli źle o
moim dziecku, to też o mnie źle pomyśli.
M
czyli że no to jest dalej o rodzicu tak
naprawdę, a nie o dziecku.
Więc może to, co y takie ważne na koniec
też tego naszego spotkania to właśnie
to, żeby zadbać też o wsparcie dla
siebie samego, jak się jest rodzicem
dziecka, gdzie ma się już chociażby
jakieś też podejrzenia,
żeby spróbować pomóc dziecku, to też
często myślę sobie samemu się tego
wsparcia potrzebuje, nie? Czy właśnie
łatwo się zapętlić. Zgadzam się. Kś
zapędlić się po prostu tak w taką praca,
obsługa domu i i
takie piękne widoki na przykład
instagramowe, gdzie wszyscy się fajnie
trzymają za rączki, uśmiechają do
siebie, tak wszystko ładnie jest
poukładane, to można wpaść w takie
poczucie, że no właśnie, a co ja takiego
robię źle, że u mnie tak nie ma, nie?
Ale być może to jest też dążenie do
jakiegoś idealnego obrazu. No i teraz
pytanie, czy czy rodzina idealna tak
wygląda i czy ona właściwie ma być
idealna? Bo to co ja wynoszę po naszym
spotkaniu to to, że rodzina gdzie
dostrzega się dziecko z różnymi
potrzebami, szczególnie jeżeli to
dziecko no właśnie jakby może być też
takie naprawdę kreatywne i chociaż my
możemy już mieć wyobrażenie patrząc na
jakieś miejsce nowe, że aha, tu może to,
tu może to, to dziecko i tak padnie na
taki pomysł, którego my byśmy mogli nie
wymyśleć. Więc ja to odbieram tak, że ta
rodzina naprawdę może być kreatywna
i w zasadzie trochę to jest o tym, czy
na tą kreatywność też sobie pozwolimy.
Zaskoczenie, które nawet być może się
pojawi, no właśnie jakie będziemy
przyjmować, no nie? Czy to będzie to
takie zapadanie się w sobie i
załamywanie.
Mhm.
Właściwie jakby to okej, to może ja
jeszcze też nie wiem czegoś, czegoś
potrzebuję. ymm co może być pomocne.
Yyy a
bardzo ważna jest ta diagnoza własna
rodziców. Tak na koniec livea o
diagnozie dzieci to chciałabym, żeby to
wybrzmiało diagnoza własna rodziców i
moja własna psychoedukacja.
Dlatego, że jeżeli ja mam tendencję do
brania za dużo na siebie, no to to jest
mój problem z moją samoregulacją i z
moim planowaniem. I to, że potem
wybucham, jestem zmęczona i to dziecko
jest po prostu jest mi go wszędzie za
dużo. Ja wiem sama po sobie, jeżeli mam
za długi dzień pracy, to wieczorem nie
mam już energii na to, żeby
przemoderować dzieci w taki sposób, no
bez irytacji. Tak, ale to ja za długo
pracowałem, to nie jest ich wina. One
mają codziennie dokładnie ten sam zestaw
potrzeb, mniej lub bardziej. Tak,
chociaż może się nałożyć, że mają, nie
wiem, akurat skok rozwojowy, albo że też
miały gorszy dzień, albo że mają jakiś
uraz, albo cokolwiek innego, albo są
chore. Natomiast
ważne jest mieć świadomość, jaka jest
moja wyporność, ile ja mam siły, ile
mogę, jak intensywnie pracować, żeby
później ten swój dom ogarnąć.
jakby no ile potrzebuję pomocy. Tak też
nie popadać w taką pułapkę, że nie wiem
w każdy weekend oddaję dzieci do
dziadków, bo ja teraz muszę odpocząć.
Ważne jest, żeby czasem weekend
odpoczynek zaplanować z dziećmi,
wspólnie z nimi ten czas spędzić.
I tak jakby one też tego potrzebują,
tak, tego unikatowego czasu z gdzieś tam
z nami. Natomiast myślę, że ta praca
własna to jest taka najważniejsza, bo ja
też mogę spojrzeć na siebie, czy ja mam
równowagę, czy ja nie wiem robię coś dla
siebie, czy ja w ogóle zapomniałam, że
ja mogę chodzić, nie wiem, na jogę
pilates, tak, i się tam doładować.
Rodzic rozładowany,
no to jest rodzic wiadomo jaki. Więc ja
się po prostu chcę ładować i i dobrze,
żebym myślała o tym w taki sposób, że ja
chcę się naładować, ja potrzebuję się
naładować,
że to jest w porządku,
że to jest w porządku, że bez tego ja
nie mam co tym dzieciom dać i że dawanie
z siebie dzieciom to nie jest zawożenie
ich do szkoły, to nie jest zawożenie ich
na zajęcia dodatkowe i zawożenie ich do
dziadków i na karmienie. To jest są
rzeczy, które rodzic robi dlatego, że po
prostu musi je zrobić. To jest w
obowiązkach rodzica. A dawanie czegoś z
dziećmi to jest dzieciom to jest
zastanowienie się, co temu dziecku mogę
z siebie dać coś ekstra. Tak, to jest
właśnie nie wiem, a może będziemy
chodzić razem na wędki, a może będziemy
hodować żuwia, zrobić coś wspólnie z
dzieckiem, co jest no poza tym
klasycznym grafikiem takim, który
i czasami też rodzice myślę, że nie
wiem, o, to jedziemy na narty. robią to
trochę dla siebie, a nie zawsze
uwzględniają czy te narty, na przykład
jak to jest trzy i pięciolatek, to to
jest naprawdę dokładnie ta aktywność,
która jest potrzebna dzieciom w tym
wieku.
na tych nartach po prostu tam gdzie tak
nie wiem ja od ortopedy wiem że od
siedmiu lat jest optymalnie kolana wtedy
już dźwigną taki sport który jest jednak
dosyć intensywny
i ja sobie myślę że ja całe życie
jeździłam na nartach ale na ten moment
czekam aż moje dzieci osiągną taki wiek
że ja na te narty z nimi pojadę ale nie
jak póki ma trzy lat nie wiem ten
młodszy poczekam aż urośnie także no
rodzic też miał jakieś życie przed
dziećmi, ma te dzieci, jak już je pozna,
zobaczy jakie są, to te swoje aktywności
no trochę elastycznie musi dopasować do
możliwości swoich dzieci. Ja już nie
mówię o sytuacjach ekstremalnych, kiedy
dziecko jest, nie wiem, bardzo chore na
przykład i zupełnie, no prawda, znowu te
matki pingwinów mi chodzą po głowie,
które wymaga, nie wiem, całodobowej
opieki i tak dalej, no to to jest
jeszcze inna sytuacja i też tam to
zmęczenie tej mamy jest no faj no
fajnie, dobrze pokazane, takie
wyczerpanie, wycieńczenie, brak związku,
wszystko się sypie, tak w takiej
sytuacji takiego przeciążenia,
skupienie się też na dziecku wtedy
głównie No nie,
głównie nic. Tak, ani z koleżankami, ani
nic. Po prostu nawet brak fryzjera, brak
ubioru, brak własnych wizyt lekarskich,
brak po prostu jakiegokolwiek takiego
BHP. Tak. I rodzic, ta rodzina
neuroróżnorodna
też potrzebuje swojego BHP. I rodzic
warto, żeby pamiętał, że on wdrażając to
BHP u siebie uczy tego już swojego
dziecka, że to BHP jest ważne i być może
uchrania go potem w dorosłości przed
depresją, przed bernautami, przed
wypaleniem zawodowym, bo jeżeli sam
wprowadzi yyy różne techniki, no
ostatnio to w ogóle mnie zaskoczył mój
syn. Ja nie wiem kiedy on to złapał i
gdzie, ale jechaliśmy samochodem i tak
było trochę napięcia.
I miała być to 40 minutowa podróż, a tu
jeden krzyczał, drugi się nie chciał
zapiąć, coś tam, tu ślisko, a on mówi
tak: "A teraz zróbmy medytację".
Wszyscy robią wdech nosem, zatrzymują
powietrze i wydech ustami. I tak trzy
razy. A potem zastanówcie się, co
najbardziej lubicie robić i
przypomnijcie to sobie. I po prostu jak
makiem zasiał, po 15 minutach mój mąż
pyta: "Śpicie?" Ja mówię: "Nie, robimy
medytację".
A potem przez kilka dni jak czułam w
sobie napięcie, jakaś sytuacja, nie
wiem, przerastała moje zasoby, mówiłam:
"Janek, Janek, możesz przypomnieć mi tą
medytację?"
Tak. Ja mówię: "Oczywiście, mamo,
oczywiście".
I on to robił i znowu czułam jak taki
spokój we mnie wstępuje i tak sobie
pomyślałam, no tak można, można tak to
to wyszło z niego, tak sytuacyjnie, ale
to znaczy, że gdzieś coś po drodze
załapał, że są sposoby i i wydaje mi się
może ktoś mu to też pokazał wcześniej,
tak, ale rodzina nie ma być idealna,
relacje nie są idealne, ludzie nie są
idealni, dni nie są idealne.
Naprawdę to życie w rodzinie jest o
popełnianiu błędów, o robieniu różnych
rzeczy źle i o tym, jakie wspólnie
naprawimy, jakie jakie przegadamy, jak
my dziecko przeprosimy. Jezu, to był zły
pomysł, to następnym razem to zrobimy to
inaczej. No dobra, to masz jakiś pomysł,
jakbyśmy to mogli zrobić inaczej. No
tak. A no dobra, a jak na przykład masz
ten wybuch, to co byś chciał, żeby na
przykład w tym momencie zrobić? Bo mi
się wydaje, że ja za dużo mówię. Tak,
mamo, za dużo wtedy mówisz. Ja mówię:
"No tak, bo tak chcę do ciebie dotrzeć,
nie? To źle. Nie, nic nie rób, tylko tak
na chwilę nie przytulaj mnie za mocno,
tylko tak po prostu usiądź obok mnie."
Nie. I no można, można z dziećmi i nawet
już ten trzylatek też się da z nim
przegadać różne sytuacje. On mówi: "Ja
kiciał, Janek, kiciał". No tak,
krzyczał, nie płakał, płakał. Ja go
walnąłem. Się plasam.
No okej. I on już się plas. Wybaczysz mi
mamo. Nie no ja ci wybaczam.
To w ogóle jak Janek.
Tak moja wina. Tak
bo będziemy
wiesz co chcę powiedzieć. Wiem, że
trochę nam się przedłużyło, ale wiesz co
chcę powiedzieć? Tu jest trochę jak
taniec, trochę jak malowanie obrazu,
trochę jak każda sztuka i im więcej
praktyki, im więcej jakby testowania
różnych rozwiązań i siebie w tym
wszystkim. I znowu nie ma ekspertów od
twojej rodziny. Ty jesteś ekspertem od
swoich dzieci, od samej siebie. I każdy,
nawet najlepszy psycholog może być
lustrem, może pokazać różne inne
sposoby. Może ci powiedzieć jak to robi,
nie wiem, setka rodzin, która u niego
była. Ale znowu końcowo co będzie
działać w twojej rodzinie, to jest do
przetestowania jakby w codzienności
wolu.
Na twojej rodzinie, no nie?
Na twojej rodzinie. Dokładnie. czyli na
wprowadzeniu też tego, co możesz, co co
jakoś też czujesz, bo to też nie chodzi
o to, żeby robić coś, czego też nie
czujemy, czyli znowuż wbrew nam na
nie będzie działać. Od razu mówię, to
nie będzie działać. Chociaż też trzeba
mieć świadomość, że uczenie się to
zawsze jest trochę wyjściem ze strefy
komfortu. Zawsze jest ten moment takiego
lęku, że robię coś, co jest zupełnie dla
mnie obce, więc czuję niepokój. jakby
elementem uczenia się może być pewien
dyskomfort, natomiast no nie coś, co
jest niezgodne z moimi wartościami albo
zupełnie nie pasuje po prostu do klimatu
i powiedzmy stylu funkcjonowania w mojej
rodzinie. No bo to wiadomo naprawdę
tutaj każdy dom jest zupełnie inny.
Jedni mają dziesiątki zwierząt w domu, a
inni mają absolutnie nawet kota nigdy w
życiu i w ogóle ten dom jest prawda,
zupełnie inny. I to nie powiemy komuś
takiemu, no to weźcie sobie psa, to
będzie super dla tego dziecka. No nie,
no pries będzie też nie będzie się czuł
dobrze w rodzinie, gdzie nie lubią
opiekować się zwierzętami. No to to są
takie rzeczy, które już wiadomo, no
trzeba mieć wyczucie. Natomiast takiego
też indywidualnego właśnie ustalenia,
tak jak mówisz, że nie ma recepty jednej
dla każdej rodziny, tylko właściwie
jakby potrzeba czasami spotkania się na
początek z tym, co się może dziać
z dzieckiem, o co właściwie chodzić i
dopiero być może łatwiej będzie też
cokolwiek wdrażać i sprawdzać, jak ja
się w tym mam, jak dziecko się ma, jak
też cała moja rodzina się w tym ma, bo
myślę sobie, że jak trafimy w to, czego
potrzebujemy, to będzie nam o wiele,
wiele łatwiej w życiu po prostu. A
trochę o tym o to chodzi, żeby w życiu
było łatwiej i lżej.
Bardzo dziękuję za to spotkanie i też za
to, że podzieliłaś się z nami własnymi
doświadczeniami, bo też łatwiej wtedy to
odnosić do siebie samej. To dziękuję ci
bardzo.
Ja ci też bardzo dziękuję. Mam nadzieję,
że że to będą przydatne i potrzebne
informacje dla ludzi i
wszystkim życzę wytrwałości, bo bo wiem,
że nie zawsze jest lekko.
Pewnie. Do widzenia. Do widzenia.
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia prawidłowego i spersonalizowanego
działania, a także w celach analitycznych. Szczegółowe informacje dotyczące sposobów
wykorzystywania plików cookies, a także informacje dotyczące możliwości ich wyłączenia
znajdziesz w Polityce Prywatności. Zaznaczając „Akceptuj wszystkie” wyrażasz dobrowolną
zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych za pośrednictwem wszystkich plików
cookies zamieszczonych na stronie.
Preferencje plików cookie
Wykorzystanie plików cookie
Używamy plików cookie, aby zapewnić podstawowe funkcje witryny i poprawić komfort korzystania.
Aby uzyskać więcej informacji zapoznaj się z
polityką prywatności.
Niektóre z wykorzystywanych plików cookies są niezbędne do funkcjonowania Strony i
nie mogą zostać wyłączone, ponieważ umożliwiają poruszanie się po Stronie i
korzystanie z niej. Możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki i zablokować
niezbędne pliki cookies, jednak wówczas Strona nie będzie funkcjonowała prawidłowo.
W ramach tych plików zapisywane są również zidentyfikowane przez Ciebie ustawienia
cookies. Działanie to opieramy na prawnie uzasadnionym interesie polegającym na
obowiązku rozliczalności w zakresie posiadanych zgód na przetwarzanie danych
osobowych, odpowiednio do art. 6 ust. 1 lit. f) RODO.
Ten rodzaj plików umożliwia mierzenie ilości wizyt na Stronie i zbieranie informacji
o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy stale poprawiać działanie Strony. Analityczne
pliki umożliwiają nam również uzyskanie informacji, które podstrony są najbardziej
popularne lub w jaki sposób Użytkownicy poruszają się po Stronie. Możesz zablokować
ten rodzaj plików, wówczas nie będziemy w stanie monitorować wydajności Strony.
Analizujemy Twoje przeglądane treści i zakupy na naszej stronie, aby dostosować
reklamy do Twoich preferencji. Dzięki temu prezentujemy tylko te reklamy, które są
dla Ciebie użyteczne i interesujące.
Więcej informacji
W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookie i Twoich
wyborów, proszę skontaktuj się z nami.