W tym odcinku Psycheotalk rozmawiam z Martą Suską - psycholożką i psychoterapeutką pracującą w nurcie poznawczo-behawioralnym oraz autorką książki „Szczęśliwa dorosła córka. Uzdrawianie ran z dzieciństwa”.
Rozmawiamy o relacji matki i dorosłej córki, emocjonalnym oddzielaniu się od rodzica oraz budowaniu własnej tożsamości. Przyglądamy się temu, jak doświadczenia z dzieciństwa wpływają na dorosłe życie, poczucie własnej wartości i relacje z innymi.
Poruszamy między innymi takie tematy jak:
trudność w stawianiu granic matce
poczucie winy i lęk przed odrzuceniem
szantaż emocjonalny i karanie milczeniem
parentyfikacja oraz odwrócenie ról w rodzinie
wewnętrzny krytyk i wpływ słów rodziców
potrzeba autonomii dorosłej córki
mit poświęcającej się „Matki Polki”
budowanie zdrowszej relacji z własną matką
praca nad ranami wyniesionymi z dzieciństwa
To rozmowa dla kobiet, które chcą lepiej zrozumieć siebie, swoją historię i relację z matką.
Transkrypcja
Dzień dobry,
w dzisiejszym odcinku porozmawiamy o
szczęśliwej dorosłej córce,
a nie ma szczęśliwej dorosłej córki bez
matki,
więc o tym też będzie nasze dzisiejsze
spotkanie.
A moim gościem jest Marta Suska,
która jest psychologiem,
psychoterapeutką pracującą w nurcie
poznawczo-behawioralnym.
Witaj Marta.
Dzień dobry, dzień dobry Tobie, wszystkim,
którzy nas słuchają.
Spotykamy się też przy okazji Marta
napisanej przez Ciebie książki.
Szczęśliwa dorosła córka i ja chciałabym
na początku zapytać Ciebie właściwie skąd
pomysł na tą książkę,
co zainspirowało Cię do tego,
żeby napisać właśnie o córkach,
czyli skierowaną mam takie poczucie
głównie do kobiet.
Tak, myślę sobie,
że taka droga dziecka do matki i z
powrotem jest wpisana w każdego z nas.
To się odbija w relacjach,
które są poruszane na terapii.
Bardzo często to też jest wśród bliskich,
znajomych, ale to jest też moją częścią.
Nie będę ukrywać,
że ta książka też jest jakimś moim
przemyśleniem wewnętrznym dotyczącym mojej
relacji z mamą,
ale też no właśnie jak patrzę po
wszystkich kobietach,
które przyszły do mnie po pomoc,
to na pewnym etapie terapii ta relacja z
matką wychodzi.
Czyli właściwie trochę jakby powiedzieć
tak, że nie da się tego ominąć,
jeżeli mówimy o budowaniu czego,
jakbyś to ujęła?
Przede wszystkim takiej własnej struktury
siebie, czyli na początku mówimy o więzi,
bo więź jest bardzo ważna,
ta pierwsza więź,
która się kształtuje między dzieckiem a
matką właśnie.
Oczywiście jest też ojciec,
to bez dwóch zdań,
natomiast ta
niezastępowalność matki w pierwszych
miesiącach czy w pierwszym roku życia
dziecka sprawia, że ta więź,
jeżeli nie kształtuje się prawidłowo,
to ma bardzo duże znaczenie później dla
naszych relacji,
dla tego jak sami wychowujemy dzieci,
jak same jesteśmy matkami.
Ma też wpływ na to,
jakie relacje mamy z partnerami,
partnerkami, jakie mamy relacje w pracy,
czy mamy przyjaciół, czy nie mamy,
czy jesteśmy zamknięte,
to ma bardzo duże przełożenie,
czyli mamy więź.
Mamy też kształtującą się autonomię,
bo jeżeli matka jest lękowa na przykład,
kontrolująca,
albo sama ma jakieś nieprzepracowane
części, wstyd na przykład,
no to będzie izolować to dziecko i będzie
starała się wyręczać na każdym kroku,
będzie starała się w jakiś sposób
interweniować,
nie pozwoli na tą autonomię,
nie pozwoli na oddalenie się dziecka i
kształtowanie własnej tożsamości.
Czyli nasza tożsamość też jest
kształtowana nie tylko przez modelowanie,
ale przez to,
na ile nam ta matka pozwoli odejść.
No bo wiadomo, ta pępowina się rozciąga.
To jest tak jak,
no po prostu pępowina jest jak gumka.
Na każdym etapie rozwoju dziecka ona się
rozciąga.
Nie wiem,
na początku jak oddajemy w ogóle to
dziecko pod opiekę komuś,
musimy wrócić do pracy,
I wiadomo,
że ktoś inny zajmuje się maleństwem,
a później kiedy idzie do przedszkola,
a później kiedy do szkoły,
a kiedy później jedzie na pierwsze
kolonie, a później kiedy ma chłopaka,
prawda?
Więc tak myślę sobie,
że ta pępowina się rozciąga i za każdym
razem ta matka musi pokonać też w sobie
jakieś części,
takie na przykład poczucie samotności,
poczucie niepotrzebności chociażby.
Ale to jest właśnie zyskiem tego,
jest budowanie własnej tożsamości i
autonomii przez dziecko.
Budowanie własnej wartości też,
czyli że od tego jest matka,
kiedy wspiera,
kiedy po prostu nie krytykuje.
Bardzo często ten krytycyzm matki,
w ogóle rodzica, bardzo zaważa na tym,
jak sobie radzimy w dorosłości,
jaki mamy dialog wewnętrzny.
co o sobie mówimy do kogoś,
ale też jak wewnętrznie siebie w jakiś
sposób deprecjonujemy,
w swoich oczach jesteśmy niedoskonali,
bezwartościowi, zawstydzamy siebie.
Czyli ten dialog wewnętrzny jest negatywny
i bardzo powiela to,
co usłyszeliśmy od swojego rodzica.
No i też nasza możliwość takiej
spontanicznej zabawy.
czyli takiej ekspresji emocji też,
to w jaki sposób siebie wyrażamy.
Oczywiście to wszystko następuje przez
obserwację mamy,
czyli że ja jako córka obserwuję swoją
matkę,
która jest na przykład chłodna
emocjonalnie,
albo która jest zdystansowana,
albo która nie potrafi się bawić,
cieszyć życiem,
tylko mówi na przykład najpierw praca,
potem zabawa.
I takie przekonania wnosimy później w
swoje życie dorosłe.
Stajemy się perfekcjonistkami,
na przykład pracoholiczkami.
Nie jesteśmy w stanie właśnie tak wspierać
swojego szczęśliwego dziecka,
można powiedzieć,
takiej spontaniczności i chęci do
eksploracji świata.
To tak pokrótce można powiedzieć,
chociaż mogłabym mówić na ten temat bardzo
dużo,
ale to są takie obszary chyba
najważniejsze.
Pewnie sobie przy któryś z tych punktów
się zatrzymamy.
Chciałabym też,
żeby tutaj mężczyźni nie czuli się jakoś
pominięci i że to,
że o nich dzisiaj nie wspomnimy,
jakoś umniejszamy ich rolę.
Dzisiaj po prostu skupiamy się na
kobietach, na córce i na matce,
ale jednocześnie jakby wiadomym jest też
to,
że ta rola mężczyzny jest równie ważna.
I tak sobie myślę dzisiaj w ogóle jako
o kobiecie i matce,
to że społecznie mamy większe też
oczekiwania wobec matki niż wobec mężczyzn
i wobec bycia ojcem.
Bo to trochę tak, jak zobaczymy tatę,
który idzie z dzieckiem i powiedzmy,
nie wiem,
to dziecko będzie takie nierozebrane,
trochę będzie rozebrane,
trochę będzie być może nie było zaciępo
ubrane,
to on się spotka z takim uśmiechem na
twarzy i z tym, że w ogóle fajnie,
że on z tym dzieckiem jest.
Kobieta będzie zupełnie inaczej odebrana.
Czyli chciałabym też,
żebyśmy spróbowały wspomnieć o tym
kontekście społecznym,
który mam takie poczucie trochę na
kobietach nas ciąży i tym jak jesteśmy
odbierane.
Myślę sobie nie tylko przez kobiety,
ale w ogóle przez społeczeństwo i przez to
jakie wymagania są na nas kierowane.
I tak sobie myślę,
że bycie dzisiaj mamą wcale nie jest takie
łatwe,
biorąc pod uwagę tak dużą wiedzę,
po jaką możemy sięgać.
I spotykam się z tym,
że czasami jest to takie obciążające dla
kobiet, które zostają mamami.
One są świadome swoich trudności i jest w
nich też taka obawa związana z tym
właśnie,
jak to wpłynie na moje dziecko w związku
z tym.
Ta świadomość, że te moje trudności,
których jestem świadoma, których widzę,
jak one wpłyną na to dziecko,
które też dopiero się kształtuje.
I jak one sobie właściwie mogą poradzić,
co mogłoby im pomóc w radzeniu sobie z
takimi być może oczekiwaniami też wobec
siebie w związku z tym,
jaką mamą w cudzysłowie powinnam być.
Jejku, to powinnam,
to już jest takim ciężarem,
tak sobie pomyślałam, no bo tak,
jak zostaję mamą pierwszy raz,
to to jest mega obciążenie,
no bo to są też te wszystkie właśnie
stereotypy, przekonania,
które ciążą na mnie rodzinnie też, prawda,
ale też właśnie tak środowiskowo i że od
tej matki, tak jak powiedziałaś,
jest o wiele więcej wymagane, prawda,
Czyli na przykład jak dziecko nie ma na
przykład zmiany w przedszkolu majteczek i
nowych ciuszków, to do mamy się dzwoni.
Jak coś tam się dzieje ze szkołą,
to do mamy się dzwoni.
Tak jakby ta mama to była po prostu
głównym rodzicem, który odpowiada za to,
a przecież jest ten tata.
No ale właśnie tak to wygląda
stereotypowo.
Na szczęście ja zauważam w gabinecie,
no myślę tak społecznie,
jak rozmawiam z ludźmi takimi trochę o
pokolenie młodszymi ode mnie,
czyli mówię o dzisiejszych
trzydziestolatkach,
to już tam panowie się bardzo angażują i
korzystają z tego tacierzyńskiego na
przykład, z urlopu wychowawczego,
no bardzo się angażują.
I to nie jest już tak,
że na przykład tata zostając z dzieckiem
sam nie wie,
gdzie są śpioszki na przebranie,
albo nie wie, o której ma butelkę zrobić,
że to są panowie,
którzy podają na przykład do karmienia
swoim partnerkom dziecko w nocy,
albo dzielą się solidarnie wstawaniem w
nocy do dziecka, czyli na przemian,
żeby jednak chociaż
trochę się przespać i żeby ta kobieta nie
była tak umęczona.
Szczególnie to się dzieje dlatego,
że też nie ma już takich rodzin
wielopokoleniowych,
że ci rodzice są dostępni,
bo rodzice bardzo często też pracują
jeszcze jak dzieci mają już swoje dzieci i
nie są wcale tacy dostępni.
Więc takie są różnice widzę i bardzo mnie
to cieszy,
że panowie na równi starają się być i
uczestniczyć w tym wychowaniu.
Natomiast no właśnie,
nadal mamy piętno i to myślę sobie,
że to piętno będzie jeszcze przez kilka
pokoleń.
Jest szansa może w tym najmłodszym
pokoleniu teraz.
A piętno czego?
Piętno właśnie tej matki Polki.
Tej matki Polki umęczonej, udręczonej,
która musi się poświęcać,
która nie ma wolnego czasu,
która idzie z siatami do domu,
która w każdym wolnej chwili jest oddana
dzieciom,
która nie może sobie pójść na fitness,
bo musi zostać z dziećmi,
bo dzieci są niedopilnowane na przykład.
Czyli ma taki obowiązek bycia udręczonej.
To myślę sobie,
że to jest bardzo powszechne w naszym
społeczeństwie i to będzie jeszcze kilka
pokoleń pokutowało.
Dlatego, że pomimo tej świeżości,
jakie jest w nowym pokoleniu,
to pomimo tego jednak część pokolenia jest
dalej tradycyjnie wychowana.
Właśnie,
że ta matka musi być taka właśnie dostępna
przez cały czas i pomimo tego,
że dzieci rosną i się właśnie
autonomizują,
to dalej ta matka jest jak kwoka.
Nie jest wcale rzadkie określenie matka
helikopter,
Matka,
która jest przez cały czas na zawołanie i
która przez cały czas monitoruje,
co się z dzieckiem dzieje, nawet w szkole,
kiedy to dziecko już jest pod opieką
nauczycieli.
Same sobie to robimy i myślę sobie,
że dużo polega na przeformułowaniu
poczucia wartości,
że jak wchodzę w rolę matki,
to wtedy moje poczucie wartości jest
kształtowane przez to bycie matką,
a jeżeli mam wysoko wymagania zawieszone
odnośnie siebie,
to nie sprostanie tym wymaganiom sprawia
od razu jakieś takie bardzo mocne
krytykowanie siebie i automatyczne
obniżenie poczucia wartości.
Dlatego to zawieszenie poprzeczki,
jeżeli będzie bardzo duże,
to niestety musimy się mierzyć też z tym,
że będzie deprywacja snu,
że będziemy nie tyle zmęczone,
co niedojedzone,
nie będziemy miały czasu własnego.
bardzo często kobiety nad tym ubolewają,
że przestają mieć czas własny dla siebie.
Na spotkanie z przyjaciółmi,
na pójście do fryzjera chociażby,
czy gdziekolwiek,
żeby samej przeczytać książkę,
albo obejrzeć coś,
albo wyjść gdzieś do kina, do teatru.
Ten czas wolny jest po prostu
zaprzepaszczony,
bo teraz jest dziecko i ja jestem
stuprocentowo przypisana do dziecka.
No i są też takie etapy w życiu
dziecka, gdzie tylko widzi mamę,
czyli jest tak zwana mamoza i wtedy ta
kobieta w ogóle jest uwieszona z tym
dzieckiem na szyi.
No i myślę sobie,
że właśnie tylko kobieta jest w stanie coś
takiego wytrzymać, chociaż wiem,
że dużo kobiet nie wytrzymuje tego i
zupełnie to jest okej,
bo to jest takie właśnie zaprzepaszczenie
swojego życia.
No i myślę sobie,
że tutaj jesteśmy pomiędzy młotem a
kowadłem,
czyli trzeba te wymagania troszeczkę
obniżyć,
albo nawet bardzo obniżyć wobec siebie i
zacząć sobie robić przestrzeń na siebie,
korzystać z pomocy, prosić o pomoc.
Chociażby nawet w takich razach,
jeżeli nie mamy dostępności babci, cioci,
mamy,
to żeby prosić koleżanki na przykład o
pomoc,
jakoś wymieniać się ze znajomymi.
Wiem,
że ludzie tworzą takie komuny opieki nad
dziećmi i po prostu sobie pomagają,
po prostu odbierają sobie dzieci ze
szkoły, z przedszkola,
jakoś to w takich społecznościach
funkcjonuje.
Więc trzeba dawać sobie odciążyć.
Mieszkanie nie musi być posprzątane,
naprawdę nie musi być tam błysk,
więc jeżeli nie jestem w stanie tego
zrobić, obniżyć wymagań,
to trzeba bardziej głębiej popracować nad
sobą,
dlatego że to dziecko naprawdę zmienia
życie.
I tak wracając do tego poczucia wartości,
jeżeli osadzamy to poczucie wartości tylko
na byciu matką,
to też jeżeli coś nie wychodzi,
to bardzo to rujnuje poczucie wartości.
I nie wychodzi, czyli rozumiem,
że kiedy nie wychodzi w tej relacji z
dzieckiem,
czy kiedy nie wychodzi spełnianie
oczekiwań?
Spełnianie oczekiwań,
bo to jest tylko w naszej głowie,
bo relacja z dzieckiem zawsze wyjdzie,
jeżeli poświęcimy mu czas i uwagę.
To są główne wymagania dziecka,
czyli poświęcenie czasu,
uwagi i zapewnienie bezpieczeństwa i
miłości.
Dziecko rośnie jak roślinka wtedy.
Natomiast w naszych oczekiwaniach to jest
nie wiadomo co,
bo jak się przeczyta na przykład wszystkie
poradniki dotyczące wychowania dzieci,
to poczynając od początku jak ono się
powinno rozwijać,
a później jak dietę rozszerzać,
a później jeszcze co powinno robić i jakie
są oczekiwania,
jak ja powinnam zadbać o dom i jak
to dziecko też powinno być ubrane.
To jest masa tego,
naprawdę masa takich oczekiwań.
No to jak zaczniemy od tego,
a później jeszcze w życiu szkolnym to
dziecko i różne zajęcia dodatkowe,
to ta matka jest wszędzie i nie ma
po prostu opcji, żeby zajęła się sobą.
Czyli to poczucie wartości jest tylko w
tej roli bycia matką.
Teraz gdybyśmy miały się zatrzymać na
takiej być może znikającej mamie,
czyli takiej,
która no właśnie to poczucie własnej
wartości buduje na swojej relacji z
dzieckiem, na tym, jakie to dziecko jest,
jakie ma osiągnięcia,
to co to oznacza dla dziecka,
które właśnie skupiając się na kobietach
jest dziewczynką, to jak ta dziewczynka,
której mama trochę właśnie jakby
może jest tym krążącym helikopterem,
a może właśnie jakby szczęście,
radość swojej córki odbiera jako swoje
szczęście,
to co dzieje się z tą małą dziewczynką,
która dostaje taki przekaz od swojej mamy,
która też to widzi.
No mówimy tutaj o relacji takiej
symbiotycznej, prawda,
gdzie ta dziewczynka
nie wykształtuje swojej,
nie wykształca swoich kompetencji,
tylko bazuje na tym właśnie, co mama.
Co mama zrobi, jak zrobi.
Ponieważ mama wyręcza,
mama robi różne rzeczy i mama ciągle jest,
to nie ma też takiej pokusy,
żeby samemu zacząć eksplorować świat i
życie.
Oczywiście są dzieci,
które inaczej reagują.
To nie jest
to nie jest tak powiedziane,
że to tak zero jeden, że to symbioza,
bo są dzieci zbuntowane,
które pójdą w drugim kierunku,
odseparują się, pójdą swoją ścieżką,
najprawdopodobniej jak najszybciej uciekną
z domu,
żeby nie być pod jurysdykcją tej matki,
że będą się starały jak najbardziej
wyszarpać tą autonomię,
będą tak w opozycji można powiedzieć.
ale duża część niestety będzie temu
podlegać.
I to się wiąże z tym,
że pomimo tego,
że jesteśmy dorosłe na przykład,
jeżeli mamy taką zależnościową relację z
matką, to zawsze ta matka,
z jednej strony można powiedzieć,
że nic złego,
że zawsze mogę liczyć na swoją matkę,
zawsze mogę wejść pod jej skrzydła.
I to jest cenne,
ale jeżeli w wieku trzydziestu lat
nadal wchodzę pod skrzydła matki,
no to musimy zobaczyć,
że coś tu jest nie tak.
Oczywiście ten rodzic zawsze jest i
fajnie, że ratuje,
ale jeżeli przez całe życie uczestniczy w
życiu już dorosłego dziecka,
no to coś tu jest na głowie postawione.
No i to dziecko nie może się
zautonomizować,
nie może mieć jakiejś pewności siebie,
że samo sobie poradzi.
Czyli sama sobie poradzę,
sama jestem sobie żeglarzem okrętem,
prawda?
To tutaj nie wykształca się takie
przekonanie.
Czyli rozumiem,
że mówimy wtedy też o takich trudnościach
i w sprawczości i w poczuciu,
że ja mogę też tak decydować o sobie
bez na przykład konsultacji z mamą,
bez rozmawiania z nią o tym.
Czy to się przejawia tym,
że na przykład właśnie są codzienne
rozmowy z mamą i przegadywanie z nią tego,
co ten dzisiejszy dzień przyniósł,
jakie są plany na kolejny okres,
czy to się też w ten sposób jakoś
pokazuje?
Tak to wygląda,
czyli jest codzienne zdanie raportu,
omówienie co dalej.
Ale też musimy wiedzieć,
że to ma duże przełożenie na relację
partnerską.
Czyli jak jest ta mama,
i to pisze w rozdziale o tym,
mama siedzi z tyłu, prawda?
To jeżeli jest ta mama,
to ten partner jest jakby poza nawiasem,
bo z nim nie są omawiane rzeczy,
tylko są omawiane z matką.
Albo jak będzie wyglądał wystrój naszego
pokoju, salonu, prawda?
no to ja tutaj urządzę tak i tak,
bo z mamą ustaliłyśmy,
że kupujemy taką kanapę, prawda?
No to tak wygląda i to zarówno może
być relacja córki z matką,
jak i syna z matką, też taka sama,
prawda?
Czyli że ta matka ciągle ingeruje i ma
dużo do powiedzenia.
Gorzej jeszcze,
jak jesteśmy zależni finansowo na
przykład, czyli że ten rodzic,
ta matka finansuje coś.
no to ja ci dam tutaj pieniądze na
tą kanapę,
ale ona ma być w takim kolorze.
Albo pozwolę ci mieszkać w tym mieszkaniu,
ale absolutnie, załóżmy bez ślubu,
masz nie mieszkać ze swoim partnerem.
To jest takie,
nawet zahacza o taką przemoc ekonomiczną.
Czyli jeżeli ja ci wyznaczę po prostu,
co ty masz kupić i jak masz kupić,
dostaniesz oczywiście ode mnie środki.
Więc tutaj to jest takie zarządzanie z
tylnego fotela,
Z jednej strony zależność jest wygodna,
czyli że ja nie muszę brać
odpowiedzialności za swoje życie,
bo mama zadecyduje za różne rzeczy,
albo mamy współodpowiedzialność za moje
życie, albo też,
że nie muszę brać odpowiedzialności też w
pełni finansowej, bo mi rodzic pomoże.
I tutaj ta zależność z jednej strony jest
wygodna,
a z drugiej strony bardzo ograniczająca i
wpływająca na swoją sprawczość,
tak jak powiedziałaś,
takie funkcje wykonawcze,
bo to czasami naprawdę bardzo upośledza
funkcje wykonawcze,
już nawet w dorosłym życiu.
Właściwie jak wspomniałaś o tym tytule
rozdziału,
to mnie się spodobało to sformułowanie
matka siedząca właśnie z tyłu.
I taka nadzorująca i rozumiem taka,
która nie puszcza kontroli tak naprawdę,
tylko cały czas tą kontrolę trzyma i ma.
I mam takie poczucie,
że im te relacje trwają dłużej,
tym trudniej jest się z nich wyswobodzić.
I to wcale nie oznacza właśnie,
że wchodząc w relację partnerską czy
małżeńską, z tej relacji,
ja bym nazwała to tak uwikłanej,
od razu jakby z automatu się wychodzi.
I że to trochę takie tworzenie trójkąta,
w którym jestem ja jako kobieta,
mój partner mąż i ta mama właśnie,
która...
Teoretycznie możemy nawet nie mieszkać z
nią, więc tak jakby jej nie było,
a w praktyce bardzo mocno może być
zaangażowana i ingerująca,
bo to jest czasami w ten sposób,
że ta mama może odwiedzić i powiedzieć,
że w lodówce tak to nie powinno wyglądać,
tylko że w lodówce te produkty na tej
półce, te produkty na tej półce.
Tak, i przestawi to.
Tak, tak.
To nie tylko właśnie jakby o tym powie,
ale też pokaże, sama to ustawiając,
jak powinno być.
I czasami jest tak,
że pomimo prób stawianych granic,
właściwie w tej relacji
Nic się nie zmienia.
Jak w takiej sytuacji te kobiety,
które w takiej relacji z mamą są uwikłane,
one mogą sobie poradzić.
Czasami dużo większy problem z tym mają
partnerzy, czy to partnerki,
czy partnerzy osób,
które są w tak uwikłanej relacji z mamą,
że to widzą wyraźnie,
że tutaj te granice dawno zostały
przekroczone.
A trudno jest to zobaczyć tym osobom,
które w tym uwikłaniu są.
I co właściwie musi się zadziać?
Jak te osoby,
które w takiej uwikłanej relacji są,
mogą sobie poradzić?
A co musi się zadziać,
żeby one w ogóle mogły to zobaczyć,
że to już jest jakby daleko przekroczona
granica?
Tak, taka samoświadomość,
tak jak powiedziałaś,
jest początkiem tej drogi.
Czyli ja widzę,
że to jest za bardzo ingerujące i to
na przykład psuje moją relację z
partnerem, z mężem.
To jest pierwsza świadomość.
Oczywiście możemy się bronić przed tym,
bardzo przed taką świadomością,
bo tak jak powiedziałam wcześniej,
ta zależność jest też bardzo wspierająca i
bardzo dająca dużo pozytywów.
Nie widzimy tutaj nic zagrażającego w
takiej bliskości,
takiej bliskiej relacji z mamą.
Jeżeli ta mama nie chce się wycofać,
no bo nie będzie chciała się wycofać,
ja też jestem matką i wiem,
że jak kończy się ta rola matki,
jak te dzieci dorastają już,
no to trzeba sobie znaleźć po prostu nowe
hobby.
miałam na przykład, nie wiem,
dwadzieścia parę lat rolę matki,
która była, wspomagała, czy fizycznie,
czy emocjonalnie, czy finansowo,
czy jakkolwiek, no teraz się to skończyło,
czyli muszę znaleźć sobie jakąś inną rolę,
to przede wszystkim.
Bardzo często matki nie widzą tego,
no bo zaczynają mieć dorosłe dzieci w
wieku pięćdziesięciu lat, prawda,
No i co?
Jeszcze trochę pochodzę do pracy.
Co ja będę dalej ze swoim życiem robić?
No to zaraz się zaangażuję we wnuki na
przykład i będę mogła dalej być potrzebna,
być ważna.
No właśnie to poczucie potrzebności i
ważności jest tutaj zakłócone.
Więc jeżeli ta mama się nie wycofa,
no to tutaj główna rola córki.
córki, żeby postawić te granice.
Jeżeli pomimo, tak jak powiedziałaś,
tego stawiania granic,
nic z tego nie wychodzi,
to trzeba to robić dalej,
bo bardzo często przestajemy coś robić,
jak coś nie przynosi efektów.
Czyli na przykład,
jak powiedziałam dwa razy,
żeby mama mi nie przestawiała mebli,
czy tam rzeczy w lodówce i to nie
poskutkowało,
no to już w takim razie nie działa.
No nie, mogę powiedzieć ostrzej.
Pamiętajmy, że takie prawo asertywności,
mówię dwa razy,
za trzecim razem realizuję groźbę.
Czyli groźba jest na przykład,
mamo nie wpuszczę cię do kuchni,
jeżeli będziesz mi grzebała po lodówce.
Po prostu źle się z tym czuję.
No i tak może być,
że ja jej nie wpuszczę do kuchni.
Mam być przy tym skuteczna,
czyli konsekwentna w tym stawianiu granic.
No bo to, co też powiedziałam na początku,
co jest potrzebne dziecku w tej relacji,
to też zdrowe granice,
czyli gdzie ja się kończę,
a gdzie zaczyna się moja mama i na
odwrót,
uczymy się tego w pierwszym roku życia,
a później to coraz bardziej jest jakby
znamienne.
Jeżeli nie ma tego oddzielenia, prawda,
no to te granice są nagminnie
przekraczane,
bo mama
czuję, że jestem przedłużeniem jej życia,
prawda?
Czyli,
że ona ma prawo przyjść i zrobić mi
rewolucję w mieszkaniu albo ma prawo mi
przemodelować życie,
ma prawo powiedzieć np.
do jakiej szkoły powinien pójść mój syn
czy córka.
Więc tak myślę,
że tutaj głównie konsekwencja i uczenie
się asertywności,
w relacji z taką mamą,
gdzie jest ta relacja właśnie bardzo
współuzależnieniowa, symbiotyczna,
to niestety te granice są bardzo
przekraczane i granic uczymy się w terapii
albo granic uczymy się na różnych
warsztatach,
z których możemy skorzystać i przez
doświadczenie, można powiedzieć,
granic z innym człowiekiem.
I tak jak mówiłaś o tym,
dawaniu sobie prawa przez mamę,
to rozumiem, że to jest też tak,
że ja jako dorosła kobieta, córka,
też tej mamie daję to prawo.
Bo na przykład jak ja jej opowiadam o
tym, co zamierzam zrobić,
to ona właściwie już zna odpowiedź.
Ona przecież też wie, co będzie dla mnie,
jeżeli mam swoją rodzinę,
dla mojej rodziny dobre.
Ale ja też wtedy to prawo jej nadaję.
I kiedy opowiadałaś
o tej sytuacji z tą lodówką,
to tak sobie pomyślałam,
że jak ważna jest jeszcze ta reakcja mamy.
Czyli wyobraziłam sobie taką reakcję mamy,
która się obraża i która mówi o tym,
to ja Ci tutaj całe serce na dłoni,
ja wszystko dla Ciebie,
a Ty tak mnie traktujesz i się obraża.
I te uczucia,
które się pojawiają właśnie w takiej
sytuacji,
której
Być może właśnie jako ta córka odważyłam
się postawić granicę z bijącym sercem,
a ja widzę tą reakcję mamy,
która umówmy się,
nie widzę jej pierwszy raz.
To jest reakcja,
która jest mi bardzo dobrze znana i która
może powodować,
że właśnie dlatego trudno mi jest stawiać
granicę,
bo ja doskonale zdaję sobie sprawę z tego,
jak to się skończy.
I mam takie poczucie, że tym,
co często powtarzamy,
to dla świętego spokoju już lepiej.
Dobra, niech ona se zajrzy,
przecież nic się wielkiego nie dzieje.
Tak, i to jest to, o czym mówisz,
to jest szantaż emocjonalny.
My jako matki to jesteśmy w ogóle
specjalistkami w tym szantażu
emocjonalnym.
Chodzi o to też właśnie taka
samoświadomość,
żeby nie robić tego swojemu dziecku.
Bardzo często kobiety,
które doświadczyły takiego szantażu
emocjonalnego,
bardzo uważają w relacji już ze swoim
dzieckiem, żeby tego nie robić,
żeby właśnie nie obarczać swoimi emocjami,
no bo na czym polega też to
współuzależnienie,
takie też parentyfikacja można powiedzieć,
kiedy rodzic obarcza swoimi emocjami to
dziecko, czyli mi jest przykro, zobacz,
ja jestem najgorszą matką,
to ja w takim razie jestem najgorszą
matką, bo ci pomagam na przykład, prawda,
i tu jest jakieś odwrócenie teraz,
jakieś takie
zupełnie ról.
Że teraz to dziecko musi zapewniać,
no nie, mamo, nie.
Dobrze,
to już dla świętego spokoju właśnie tam
zrób i przemodeluj to życie,
jak tam uważasz.
Jesteś bardzo potrzebna,
jesteś bardzo ważna w moim życiu.
Nie odrzucaj mnie,
bo szantaż emocjonalny na czym polega?
Na takiej groźbie odrzucenia.
I to,
co często właśnie jest omawiane podczas
terapii,
to na przykład karanie milczeniem.
Czyli jeżeli córka nie zrobi,
nie tylko córka, synowie też tak mają,
nie zrobi tego, co matka chce,
to jest uruchamiany szantaż emocjonalny.
Rzadziej to jest w relacji ojciec-dziecko.
Rzadziej mężczyźni używają tego,
ale też się zdarza,
że tego mechanizmu używają,
żeby w jakiś sposób wymóc na dziecku
posłuszeństwo.
I bez respektowania jego autonomii,
jego wolnej woli.
Więc tutaj wracając do tej relacji
matka-córka,
ten szantaż emocjonalny i groźba
odrzucenia, na przykład nieodzywania się.
Częste są takie przypadki,
że matka nawet potrafi się miesiąc nie
odzywać do dziecka i robi to na przykład
przy użyciu ojca,
czyli odzywa się przez ojca albo odzywa
się przez rodzeństwo.
Czyli daje jakieś komunikaty.
Albo mówi komunikatem bezosobowym
zupełnie.
Tak jakby mówiła do przedmiotu jakiegoś w
eter.
I to jest bardzo niszczące,
rujnujące poczucie wartości,
rujnujące poczucie tożsamości.
To jest takie odrzucenie.
I później to odrzucenie w życiu dorosłym
niestety skutkuje tak,
że boimy się tego odrzucenia.
W relacjach bliskich,
ale też w relacjach takich zawodowych,
że jeżeli jest jakaś groźba właśnie,
że ktoś
nas pominie z czymś,
albo właśnie nie uwzględni na przykład w
zaproszeniu na jakąś imprezę,
albo nie zadzwoni, albo odwoła spotkanie,
to są już takie sygnały na odrzucenie i
jest reakcja emocjonalna dosyć silna
wtedy, takim smutkiem, żalem.
Tak niestety w życiu dorosłym reagujemy z
tych ran dziecięcych.
I jak właściwie wtedy w takiej sytuacji
może się wspierać ta dorosła kobieta,
która spotyka się rozumiem wtedy z
poczuciem winy, z tym,
że właściwie tak jakby ona krzywdę mamie
zrobiła, a nie na odwrót.
I tak naprawdę wyobrażam sobie z jakimś
cierpieniem, bo kiedy mówimy o ranie,
to trudno nie mówić właśnie o tym
cierpieniu,
I o tej ranie rozumiem z przeszłości,
która się w takich sytuacjach otwiera.
Jak ta kobieta może siebie wspierać wtedy?
Mówimy o takim przekonaniu w ogóle,
które się wykształtuje wtedy.
Przekonanie, że jestem złym człowiekiem,
bo ranię najbliższą osobę, matkę.
Czyli jestem złą osobą.
Coś ze mną jest nie tak.
Czyli wykształtuje się poczucie
bezwartościowości,
ale też taki właśnie
bycia złą osobą.
I tutaj myślę,
że w takich przypadkach terapia pomaga.
Dlatego zachęcam nie tylko do terapii
indywidualnej,
ale też do terapii grupowej,
do jakichś grup wsparcia,
czytanie na ten temat,
ale też takie bycie dla siebie łaskawą.
No bo to bycie złą, czyli czucie się,
że jestem złą osobą i takie nadmiarowe
poczucie winy,
To jest coś,
co bardzo przeszkadza życiowo.
I też traktujemy siebie wtedy jako te złe
osoby, czyli mi się nic nie należy.
Ja sobie wtedy odbieram różne rzeczy.
Nie jestem dla siebie dobra.
Czyli takie kształtowanie w sobie
samowspółczucia,
kształtowanie w sobie takiego dobra dla
siebie, takiego dobrostanu,
to jest bardzo trudne.
najpierw trzeba przeformułować to
przekonanie, które jest takie rdzenne,
głębokie,
że jestem zła albo jestem bezwartościowa.
Jakbyśmy miały się zatrzymać właśnie przy
tym przeformułowaniu przekonania,
to w Twoim poczuciu,
Jak byś miała dać taką wskazówkę?
Ktoś teraz nas słucha i być może sobie
właśnie myśli, o to o mnie,
to ja bym tak chciała właśnie spróbować
przeformować to przekonanie.
Jakie kroki jakbyś miała wskazać?
Takie najprostsze kroki to jest dowody
oparte na faktach.
Jakie są fakty?
czy ja czuję się zła,
czy uczucia to nie są fakty,
to są uczucia, że mam jakieś uczucie,
one oczywiście są jakimś sygnałem,
ale jeżeli uczymy się jakiegoś uczucia
właśnie w relacji z bliską osobą,
do której mamy zaufanie i która mówi,
ojejku, to ja jestem już teraz złą matką,
to ja już jestem niepotrzebna i uruchamia
się ten cały ciąg myślowy.
Jeżeli wielokrotnie to zostało powtórzone,
no to to przekonanie jest takie bardzo
głębokie.
Ale to jest tylko w relacji z matką.
Czy w takim razie, bazując na faktach,
czy mam jakieś inne dowody na to,
że jestem dobrą osobą, prawda?
Albo, że jestem wartościowa.
Czy mam jakieś inne dowody na to?
I na pewno jest masa różnych dowodów.
Oczywiście w skrajnych przypadkach,
kiedy jest depresja załóżmy,
albo jakieś stany lękowe,
to trudno jest
wykrzesać w sobie jakieś dowody,
bo myślimy wtedy tunelowo, myślimy wtedy,
patrzymy tylko na te fakty,
które potwierdzają tylko to przekonanie,
prawda?
To najgorsze przekonanie.
Natomiast nie widzimy innych faktów.
No i właśnie perspektywa drugiego
człowieka, nawet przyjaciółki jakiejś,
która pomoże chociaż troszeczkę
powiedzieć, ale słuchaj,
tutaj zrobiłaś dobrze, tutaj ci wyszło,
prawda?
to jest nieprawda,
że jesteś taka najgorsza, prawda?
No bo fakty mówią to,
że wychodzi ci na przykład tutaj w tym
obszarze, tu ci się wiedzie, prawda?
Czyli popatrz,
popatrz na całe spektrum swojego życia,
a nie tylko na jeden wycinek.
To jest jedno.
Takie właśnie szukanie rzeczy,
za które mogłabym sobie podziękować
codziennie.
Czyli zmiana jakby perspektywy z tej
negatywnej
na takie docenianie siebie,
na taką wdzięczność w stosunku do siebie.
Czyli szukanie faktów,
nie tylko potwierdzających tą swoją
bezwartościowość,
że jestem bezwartościowa,
nie taka jak trzeba,
nie tak powinnam się zachowywać.
Czyli szukam argumentów na drugą stronę.
Staram się, to jest trudne,
to jest naprawdę trudne,
jeżeli mamy taki negatywizm też w sobie,
bo często jest tak,
że osoby mają negatywizm w sobie,
to trudno jest im wyjść z tego.
No a to niestety wpływa bardzo na jakość
życia i na cieszenie się z życia.
Czyli właściwie mówisz o tym, że to,
co jest ważne w tych krokach,
to takie sprawdzanie tego w odniesieniu do
rzeczywistości i również, czyli te fakty,
i również włączanie takiego, rozumiem,
patrzenia na to,
co dobrze mi wychodzi i jakby uczenia się
też takiej, mam takie wrażenie,
umiejętności widzenia też pozytywów w
sobie,
a nie tylko widzenia tych negatywów i
zwracania na nie uwagi.
I może przy okazji byśmy się właśnie
zatrzymały na tym, o czym ty piszesz,
czyli tej wewnętrznej matce.
Tak jak
wewnętrzne dziecko,
to pojawia się ta wewnętrzna matka.
Czyli rozumiem,
że być może to jest wtedy też takie
miejsce na to,
żeby tą wewnętrzną matkę swoją też
tworzyć.
I właściwie od czego tą pracę można byłoby
zacząć?
Od takiego spojrzenia,
bo chciałam zauważyć,
że
zwykle przy wychowaniu,
no niestety zauważamy na negatywy,
czyli zwracamy uwagę na to,
co dziecko zrobiło źle,
czyli poprawiamy wtedy,
korygujemy i wcale nie zauważamy tego,
że ta korekta i ingerencja
sprawia,
że to dziecko finalnie myśli o sobie źle,
może myśleć o sobie źle, źle zrobiłam,
źle coś, nie wiem, źle posprzątałam,
źle nie zadziałałam tak jak trzeba,
tak jak mama sobie tego życzyła, prawda?
Czyli, że przez tą korektę
Też uczymy się takiego traktowania siebie.
Czyli zwracamy uwagę głównie na to,
co nam nie wychodzi.
Natomiast jak coś nam wychodzi,
to po prostu to powinno być tak
fabrycznie.
Takie jest oczekiwanie,
że tak powinno być fabrycznie.
Czyli na przykład dziecko powinno się
dobrze uczyć, nie sprawiać problemów,
być grzeczne, odpowiadać na pytania,
jeść wszystko z talerzyka,
to co mama przygotuje, być na czas,
być punktualny.
robić swoje obowiązki, czy chce,
czy nie chce.
Czyli powinno być takim po prostu
pracownikiem, którym się dobrze zarządza,
można powiedzieć.
No ale tak nie jest.
I teraz jak przełożymy to na życie
dorosłe,
to też mamy takie oczekiwania wobec
siebie.
Czyli ta wewnętrzna matka miałaby zauważać
i doceniać, o, jak ładnie ci wyszło.
O, dzisiaj na przykład dobrze wyglądasz.
Albo
takie wspierające rzeczy,
czyli dzisiaj może nie masz energii za
bardzo, to może dzisiaj wersja minimum,
prawda?
Czyli też takie obniżenie wymagań w
stosunku do siebie,
takie zauważanie właśnie, co wyszło,
ale też takie okazywanie wdzięczności za
to, że jesteś, w ogóle, że jesteś,
że wstałaś na przykład.
że jesteś pożądana jako osoba,
że jesteś dobrze widziana.
To jest takie wewnętrzne wykształcenie
wobec siebie,
uczucia takiej pełnej akceptacji.
Jak mówimy o pełnej akceptacji,
to nie mówimy o takim bezkrytycyzmie,
że teraz ja będę chwalić.
To nie jest zero-jedynkowe.
Pamiętajmy,
że zawsze będzie ten wewnętrzny krytyk.
Zawsze będzie ta wewnętrzna,
krytyczna matka też,
która będzie poprawiała,
która będzie mówiła, że jest nie tak,
a powinno być tak.
Dlatego jako alternatywę musimy mieć tą
matkę, która będzie wspierająca,
która będzie też dawała poczucie
bezpieczeństwa, pewności, która będzie,
o właśnie,
kiedy będzie bardziej stresująco,
będzie mówiła, dasz sobie radę.
Już wielokrotnie sobie dawała się radę.
Może to są takie
Bardzo duże populizmy, prawda,
i że to jest bardzo dużą formę ogólności,
ale też powiedzenie sobie, że no właśnie,
dasz sobie radę, wierzę w ciebie.
To są takie rzeczy wsparciowe bardzo.
No bo tak,
jakbyśmy mieli oprzeć to na faktach,
to tak,
wielokrotnie sobie dawałam radę w różnych
sytuacjach podbramkowych.
To dlaczego teraz miałabym sobie nie dać
rady?
Czyli to jest taka narracja wspierająca.
a nie o powinnaś to, powinnaś tamto,
a tutaj źle, a tutaj źle, a pamiętaj,
żeby tego nie robić.
Ja pamiętam,
jak był konkurs fortepianowy w ogóle w
szkole muzycznej u mojego dziecka i
patrzyłam na te wszystkie matki,
które tak poprawiają swoje dzieci,
żeby dobrze koszulka leżała,
żeby coś tam jeszcze,
a to zagraj to w ten sposób,
a pamiętasz to,
to zagraj to w taki sposób, prawda?
I ta matka, która mówi, jak powinno być,
prawda?
Zamiast powiedzieć,
że trzymam za ciebie kciuki, dasz radę,
dobrze będzie.
To tutaj nie ma tego.
Czyli potrzebujemy codziennie tak właśnie
wspierać siebie.
To tak sobie myślę,
że właśnie mówisz o takiej bardzo ważnej
rzeczy, czyli tym,
co my w ogóle widzimy na co dzień.
I jak łatwo jest zauważać te
niedoskonałości,
te rzeczy, które gdzieś tam nie są takie,
jak my byśmy je oczekiwali,
a jak trudno zauważać te,
ja bym to tak nazwała, dobre rzeczy.
I myślę sobie, że to takie ważne,
kiedy ty mówisz też o relacji matki z
dzieckiem, która właśnie jakby poprawia,
nadzoruje, to zrób tak, to zrób tak,
tego nie zrobiłaś, czy nie zrobiłeś.
I
I gdybyśmy mieli to nawet tak porównać w
skali pięćdziesiąt na pięćdziesiąt,
to ile jest tych takich poprawiań, co złe,
a ile tych rzeczy, które fajne,
które udało się temu dziecku,
gdzie przecież kiedy ono jest w tym etapie
dziecięcym,
to ono bardzo często no właśnie
uczy się i ona nie wie czy to
co robi jest dobre czy to nie jest
dobre.
I właściwie to trochę też my jako dorośli
rodzice wzmacniamy w nim to co mu wychodzi
a co mu nie wychodzi.
Tak niestety jest czyli można powiedzieć
tak jak zauważyłaś więcej jest tego
negatywizmu właśnie
Dlatego,
że poprawiamy błędy i nawet jest takie
przysłowie,
że uczymy się na własnych błędach.
No tak, przez popełnianie błędów,
ale chodzi o znormalizowanie tych błędów.
Czyli,
że to jest coś normalnego i że ten
błąd, to nie jest żaden błąd,
tylko to jest szkoła życia i że tak
się uczymy.
Czyli nie możemy negatywnie komentować
tego, bo samo to, że coś nie wyszło,
załóżmy,
szyję sobie sukienkę i ona nie wyszła.
No nie wyszła,
już nic się nie da poprawić, źle skrojona,
źle uszyta, nic się nie da.
I jeszcze mam komentarz, prawda?
Załóżmy z boku,
załóżmy tego swojego wewnętrznego krytyka.
No tobie to w życiu nic nie wychodzi,
prawda?
Czyli to jest takie dosyć duże
uogólnienie, prawda?
Albo nigdy nie byłaś zdolna z prac
plastycznych, załóżmy.
No więc to jest takie dosyć duże
uogólnienie, negatywizm.
No a tutaj samo to,
że siedziałam kilka godzin,
szyłam tą sukienkę,
jakoś się tam poświęcałam,
zmarnowałam ileś tam materiału,
ileś czasu, prawda?
Czyli uczyłam się,
tak w zasadzie uczyłam się szyć,
a że nie wyszło,
to już jest inna sprawa zupełnie.
Czyli takie docenienie tego właśnie,
tego co to dziecko robi w nas samych,
ale też właśnie przez kształtowanie w
relacji matka-dziecko.
Czyli, że nawet jak to dziecko posprząta,
ale byle jak, prawda,
według naszej nomenklatury byle jak,
no to trzeba docenić to,
że w ogóle wzięło to staranie i zaczęło
sprzątać na przykład swój pokój.
i że no fajnie, że posprzątało, ale jak,
to nie ma już znaczenia, prawda?
To chodzi o to, żeby docenić sam fakt.
Czyli podjęcie tej próby.
Tak, tak, tak.
I to jest właśnie też to obniżenie wymagań
wobec siebie, prawda?
Czyli że ja mam na przykład jakieś nie
wiadomo jakie wymagania wobec siebie,
jako do matki znowu, bycia matką,
a obniżenie wymagań to jest...
Właśnie, że zrobiłam coś.
Może nie do końca wyszło, prawda,
ale robiłam coś.
Ja też jestem teraz przy tym,
bo jak sobie myślimy w ogóle o matce,
to gdyby zadać to pytanie,
jaka powinna być matka, jaka jest matka,
to wyobrażam sobie,
że każdemu pojawiłoby się zupełnie coś
innego.
Jakiś obraz swojej matki,
tego być może jaka była,
i jakieś wewnętrzne pragnienia do tego,
jaka być może ja jako córka chciałabym,
żeby ta matka była.
Bo też to,
co czasami jest bardzo trudne i co nie
znika w dorosłości,
to oczekiwania wobec własnej matki,
wobec rodzica i wobec tego,
jaka ta moja matka była,
szczególnie jeżeli była jakoś niedostępna
emocjonalnie,
kiedy właśnie była przemocowa,
to
te oczekiwania,
tak jakby taki niezaspokojony głód,
który nastąpił w tym okresie dziecięctwa i
tego, że tak bardzo pragnę,
żeby ta moja matka właśnie była jakaś.
I cały czas jestem z tym pragnieniem,
a spotykam się z nią i ja cały
czas dostaję zupełnie coś innego.
To samo co zawsze, tak?
Tak.
No tu jest niestety potrzebny proces
żałoby, że ja nie dostanę tego,
co ja bym chciała, co powinno się zadziać,
załóżmy jakaś miłość, szacunek,
a nie chłód i odrzucenie czy przemoc.
Tutaj to jest bardzo trudne,
ale trzeba opłakać to dzieciństwo.
opłakać tą nieobecność matki i ten proces
musi się zadziać,
bo on pozwala na domknięcie czegoś.
To jest tak jak na przykład mamy proces
żałoby, takiej niedomkniętej, ktoś umiera,
a my się ciągle bijemy z myślą,
że może jeszcze wróci,
może jeszcze coś tam,
może jakieś takie bycie,
utkwienie po prostu w jakimś takim błędnym
kole,
procesie tej żałoby.
A tutaj chodzi o to,
żeby domknąć tą żałobę,
no bo zamknięcie tego pozwala nam iść
dalej,
czyli nie utkwić w takim poczuciu
skrzywdzenia, w poczuciu krzywdy,
w poczuciu bycia w ofierze jakiejś,
tylko pójściu dalej.
Więc najpierw ten proces żałoby musi się
zadziać,
a później takie krok po kroku nauczenie
się dbania o siebie,
dbania o swoje potrzeby
te potrzeby,
które nie były zaspokojone w dzieciństwie,
mogą być zaspokojone tutaj w dorosłości,
jeżeli ja oczywiście się postaram o to.
Oczywiście nie dostałam tych narzędzi
fabrycznie, będąc dzieckiem,
natomiast mogę się tego nauczyć.
Ja bardzo wierzę w proces uczenia się i
że uczymy się,
dopóki mózg jeszcze pracuje,
więc jestem w stanie nauczyć się tego w
dorosłości,
tylko to wymaga
takiej cierpliwości do siebie,
takiej powtarzalności różnych nowych
czynności,
które nie były w moim repertuarze.
Czasami też mamy takie oczekiwania od
partnerów, że ten partner nam coś da,
że tak jak nie dostałam od rodzica,
od matki,
tak ten partner właśnie będzie mnie tak
kochał bezwarunkowo,
albo właśnie nie będzie krytyczny,
albo jakiś,
no paradoksalnie wybieramy bardzo często
partnerów,
takich jak niestety nasz rodzic wiodący,
czyli ta matka.
Oczywiście możemy też wybrać po linii
ojca, no ale właśnie wybieramy,
czyli dalej ten deficyt jest powielany,
więc jeżeli sama nie wezmę się do roboty,
prawda, i sama nie zaopiekuję się sobą,
to nikt tego nie zrobi.
No i to jest taka prawda,
którą trzeba sobie przyswoić,
ale najpierw właśnie zauważyć to
wewnętrzne dziecko w sobie,
które zostało skrzywdzone i opłakać.
Opłakać to dzieciństwo i opłakać tą matkę,
której nie będzie.
No po prostu nie będzie.
Czyli, że ten nasz obraz,
to nasze oczekiwanie, to nasze pragnienie,
jeżeli do tej pory się nie spełniło,
a być może mam czterdzieści,
pięćdziesiąt lat,
to jest już duże prawdopodobieństwo,
że to się nie spełni i właściwie decydując
się w tym tkwić,
też decyduje się na przeżywanie tych
wszystkich uczuć,
które cały czas w tej sytuacji właściwie
muszę przeżywać,
bo nie mogę przeżywać innych.
Tak.
Tak,
niestety tak jest i dalej to powielam.
Zdarza się tak,
naprawdę też zdarza się tak,
że te nasze matki się zmieniają i nawet
już w takim bardzo poważnym wieku,
sześćdziesięciu, siedemdziesięciu lat,
prawda, zmienia się ich zachowanie,
oczywiście nie jakoś diametralnie,
ale że też się zmieniają i to jest
też takie pokrzepiające,
że czasami zmienia się to, kiedy są wnuki,
pojawiają się wnuki,
Te matki też zmieniają się wobec tych
wnuków,
więc troszeczkę można to powtórne
dzieciństwo przeżyć w obserwacji,
jak ta moja matka zachowuje się w stosunku
do moich dzieci na przykład.
To jest bardzo często zupełnie inne,
bo ona jest już bardziej dojrzała,
więcej ma czasu,
więcej może uważności poświęcić.
że też ta presja schodzi że już nie
mam oczekiwań że to ja muszę wychowywać
nadzorować tylko właśnie nawet tą drugą
stronę w końcu mogę być może rozpieszczać
nawet obserwować siebie w tym jak to jest
rozpieszczać bez tego poczucia
odpowiedzialności który czasami jest
właśnie bardzo obciążający szczególnie
jeżeli
pomimo tego, że jest kobieta i mężczyzna,
to kobieta ma poczucie,
że tylko na niej spoczywa odpowiedzialność
za dzieci i trochę nawet gdyby ten
mężczyzna chciał się zaangażować,
to po prostu on tam nie ma wstępu
i on nie ma tam wchodzić,
bo to jakby, no właśnie,
ona jest tą matką Polką i być może
musi już nią pozostać.
Chciałabym,
żebyśmy spróbowały jeszcze tak na koniec
dla tych kobiet,
które być może myślą o macierzyństwie,
które się właśnie nad tym zastanawiają,
ale też czasami spotykam się z takimi
głosami,
że ta świadomość dzisiejsza wcale też nie
ułatwia tej decyzji o macierzyństwie i o
tym obraniu właśnie tego obciążenia na
siebie i tego, jaką ja matką będę,
czy ja nie powtórzę błędów swojej mamy,
czy mnie się uda być
Inną mamą, ale też z wyobrażeniami,
jaką mamą bym chciała być i czy mi
się oby na pewno uda.
Ale też chciałabym,
żebyśmy spróbowały zatrzymać się jeszcze
na koniec przy tych mamach,
które jeszcze mają jakieś takie małe
dzieci, na które jeszcze mają wpływ.
jaka mama jest ta wystarczająca?
Czyli ta mama, bo mówimy o tym,
że ta wystarczająca mama to jest ta,
która właściwie może bardzo dużo dać.
Jakbyśmy miały spróbować tak na koniec
określić, ta mama wystarczająca, to jaka?
Mama obecna.
Ale to obecność to jest taki naprawdę
bardzo duża ciągłość, można powiedzieć.
No bo czy obecna za każdym razem,
jak dziecko zawoła, prawda?
No bo czasami mama nie może być obecna,
bo idzie do pracy albo ma inne obowiązki,
prawda?
Ale że jest obecna co jakiś czas, prawda?
I że to dziecko finalnie może na nią
liczyć, że finał jest taki,
że ta mama się pojawi, prawda?
że mówi poczekaj, poczekaj,
ja tutaj teraz muszę na przykład z
młodszym dzieckiem, prawda,
no to jest trudne,
szczególnie jak ma się dwójkę dzieci,
na przykład jedno małe,
a to pierwsze jakoś oczekuje też,
że zajęcia się.
Więc tutaj,
że ta matka w końcu jest obecna, prawda,
że jest zaangażowana w sprawy dziecka.
Ale znowu,
to jest takie szerokie spektrum i
pamiętajmy,
że ta wystarczającość to jest
że ja coś robię, czyli ja doceniam siebie.
Może tak czasami to nie jest wystarczające
w moim odczuciu, ale że spełnia te wymogi,
na przykład, że ta obecność jest.
Kiedyś czytałam,
że piętnaście minut bycia takiego
stuprocentowego z dzieckiem załatwia
sprawę.
I teraz sobie wyobraźmy te piętnaście
minut,
że ktoś nam poświęca piętnaście minut
czasu.
Ktoś bardzo ważny dla nas w naszym
odczuciu, w bliskiej relacji.
I że te piętnaście minut naprawdę robi
dużo.
Oczywiście poświęcamy o wiele więcej
dzieciom,
szczególnie na samym pierwszym etapie
życia.
I że później coraz mniej i coraz mniej.
I tak być musi.
Że to dziecko też dzięki temu odzyskuje
swoją autonomię.
Czyli pamiętajmy,
że ta obecność jest ważna,
okazywanie czułości jest ważne i że to
jest właśnie wystarczające i że jestem
uważna na to dziecko i staram się doceniać
i być wdzięczna za to, że jest.
To jest już wystarczające naprawdę,
że to jest bardzo sycące w relacji takiej
matka-dziecko.
I też tak sobie myślę o tych granicach
i o tym,
że czasami tak trudno rozdzielić właśnie
tą rolę od rodzica,
od bycia rodzicem i tym,
kim też jest rodzic,
a byciem jednocześnie towarzyszem zabaw,
przyjacielem, też takim właściwie...
Jak jestem już coraz starsza,
to moje pokolenie to nie pokolenie mojego
dziecka.
Jednocześnie gdzieś tam ja chcę być no
właśnie trochę jakby przy tym dziecku i
przy tym, co ono robi.
I tak sobie myślę o tych granicach,
że bycie rodzicem to jest też ta
odpowiedzialność.
Odpowiedzialność za wzięcie tej roli.
a jednocześnie jak trudne są te granice i
to,
kiedy one się mogą rozmywać i dziecko samo
może jakby nie wiedzieć,
kiedy rodzic jest rodzicem,
a kiedy jest trochę jakby takim,
że się tak wyrażę, moim ziomkiem,
z którym no właśnie, nie wiem,
na dywanie się wygłupiamy i jakby robimy
różne rzeczy,
które można było czasami zrobić,
jak nie wiem,
właśnie z koleżanką czy z kolegą.
Tak, i to głównie jest to,
o czym mówisz,
to głównie doświadczamy tego w
nastolatstwie,
kiedy jesteśmy rodzicami właśnie
nastolatków już.
Chociaż też taki przełom właśnie
jedenastu,
dwunastu lat rzeczywiście to dziecko jest
takie trochę z jednej strony zagubione,
a z drugiej strony pamiętajmy,
że te kolejne etapy rozwoju naszych dzieci
wymagają od nas,
żebyśmy też przeformułowali swoje
rodzicielstwo i właśnie coraz więcej tej
autonomii dawali.
Ale właśnie to bycie ziomkiem,
to bardzo często się kończy tak,
że dziecko samo stawia granice,
że tutaj już wstępu nie ma.
Na przykład ja cię nie dodam do Facebooka,
bo ja nie chcę,
żebyś była na moim Facebooku z moimi
znajomymi i o czym my tam gadamy,
na przykład.
No i to jest zupełnie naturalne.
Nie ma co się obrażać,
że dziecko nie chce nas na Facebooku albo
na jakimś innym komunikatorze,
że nie chce, żebyśmy patrzyli,
kontrolowali,
mieli wpływ na to i że to jest
ok.
Czyli często jest tak,
że te dzieci bardziej stawiają granice niż
my jako dorośli.
My chcielibyśmy uczestniczyć w tym
oczywiście dalej,
ale tam już wstępu nie ma,
tak jak nie ma wstępu do pokoju.
Bardzo często dzieci obwarowują ten pokój
albo zamykają na klucz,
jak mają taką możliwość,
albo robią karteczkę.
Wstęp zbraniony.
No właśnie.
I to jest pewien etap,
którego trzeba słuchać,
bo to jest bardzo dobry fizjologicznie i
tak mentalnie etap,
że dziecko odrywa się od nas,
autonomizuje się i robi różne rzeczy po
swojemu.
To może tak na koniec powiem o tym,
że odsyłam do twojej książki,
bo właściwie to,
o czym my tutaj dzisiaj wspominamy,
to nawet nie jest jeden rozdział,
tylko to jest taki właściwie ułamek tego,
o czym ty piszesz.
Myślę sobie, że jest wiele rzeczy,
które można dla siebie wziąć.
Nie wiem,
czy masz być może tą książkę przy sobie
i mogłabyś jakoś nam tutaj ją pokazać.
Ojejku, tutaj musiałabym...
Nie przygotowałaś się.
Nie przygotowałam się.
Musiałabyś zrobić stop klatkę,
żebym ja teraz pokazała tą książkę.
Mogłam pokazać.
Okej, to może zrobimy tak,
że przy okazji jakoś tak będziemy mogli po
prostu udostępnić link do tej książki,
ale może powiedz cały tytuł tej książki,
żeby było łatwiej ją ewentualnie znaleźć.
Szczęśliwa dorosła córka.
Uzdrawianie ran z dzieciństwa.
To jest tytuł tej książki.
Ja może też podeślę właśnie obrazek tej
okładki, żeby był widoczny.
Zachęcam do zakupu.
Jest dostępna w różnych księgarniach.
Jeżeli Was zaciekawiło to, co mówi Marta,
to tam jest dużo,
dużo szerzej i bardziej to rozwinięte.
Dlatego tutaj myślę sobie,
że mogę powiedzieć,
że Marta zebrała takie różne rzeczy,
począwszy od stylów przywiązania,
o których my dzisiaj nie mówiłyśmy,
do też wyróżnienia różnych typów właściwie
matek i tym,
z czym możemy się spotkać w naszych
relacjach z mamą,
każdy jakby ze swoją indywidualnie.
I myślę sobie,
że wiele z nas może tam właśnie odnaleźć
różne odpowiedzi na to,
co być może się pojawia.
I tak już kończąc, to dla osób,
które gdzieś tam poczuły,
że to być może jest o nich,
być może to jest właśnie o tym,
jaką ja mam relację z mamą.
być może o tym,
że sama bym się chciała przyjrzeć tej
mojej relacji z mamą,
bo planuję albo mam dzieci i są we
mnie różne obawy i lęki,
to jeżeli szukacie,
macie teraz taki pomysł,
że być może z takiej pomocy warto byłoby
skorzystać, to też pamiętajcie o tym,
że ja pomagam w tym,
żeby odpowiednią osobę właśnie dopasować i
żebyście trafili w dobre ręce.
Zobacz sobie Marta na koniec,
czy ty chciałabyś tutaj na koniec o czymś
jeszcze wspomnieć,
czy coś jeszcze ważnego byłoby,
co chciałabyś powiedzieć.
Ja dziękuję bardzo za uwagę.
Oczywiście mam masę rzeczy do powiedzenia,
ale to było na następną godzinę albo
jeszcze godzinę.
Bardzo zachęcam do takiej samoświadomości
i pracy nad sobą.
I przede wszystkim doceniajcie siebie,
zauważajcie siebie, jesteście ważne.
Tak myślę sobie jako przesłanie do kobiet,
do matek, żeby tak wspierać siebie.
Też wspierajmy siebie nawzajem w tym
macierzyństwie, tworzmy różne grupy.
To jest bardzo, bardzo ważne i potrzebne,
że nie jesteśmy same.
Tak, właśnie,
że nie jesteśmy same i tak naprawdę jest
wiele z nas,
które czują podobnie i warto takich grup
wsparcia szukać, bo myślę sobie,
że najtrudniej jest,
kiedy pozostajemy z tym,
co czujemy i z tym,
o czym myślimy w samotności,
bo to tylko jakby może nas dobijać,
a w niczym nam nie pomoże,
więc warto się jakby rozejrzeć i zobaczyć,
że gdzieś tam są osoby,
które
mogą dać nam dużo,
dużo więcej niż bycie z tym,
co się w nas dzieje w pojedynkę.
Dzięki Ci wielkie Marta za to spotkanie i
być może do zobaczenia.
Dziękuję.
Ta strona używa plików cookies w celu zapewnienia prawidłowego i spersonalizowanego
działania, a także w celach analitycznych. Szczegółowe informacje dotyczące sposobów
wykorzystywania plików cookies, a także informacje dotyczące możliwości ich wyłączenia
znajdziesz w Polityce Prywatności. Zaznaczając „Akceptuj wszystkie” wyrażasz dobrowolną
zgodę na przetwarzanie Twoich danych osobowych zbieranych za pośrednictwem wszystkich plików
cookies zamieszczonych na stronie.
Preferencje plików cookie
Wykorzystanie plików cookie
Używamy plików cookie, aby zapewnić podstawowe funkcje witryny i poprawić komfort korzystania.
Aby uzyskać więcej informacji zapoznaj się z
polityką prywatności.
Niektóre z wykorzystywanych plików cookies są niezbędne do funkcjonowania Strony i
nie mogą zostać wyłączone, ponieważ umożliwiają poruszanie się po Stronie i
korzystanie z niej. Możesz zmienić ustawienia swojej przeglądarki i zablokować
niezbędne pliki cookies, jednak wówczas Strona nie będzie funkcjonowała prawidłowo.
W ramach tych plików zapisywane są również zidentyfikowane przez Ciebie ustawienia
cookies. Działanie to opieramy na prawnie uzasadnionym interesie polegającym na
obowiązku rozliczalności w zakresie posiadanych zgód na przetwarzanie danych
osobowych, odpowiednio do art. 6 ust. 1 lit. f) RODO.
Ten rodzaj plików umożliwia mierzenie ilości wizyt na Stronie i zbieranie informacji
o źródłach ruchu, dzięki czemu możemy stale poprawiać działanie Strony. Analityczne
pliki umożliwiają nam również uzyskanie informacji, które podstrony są najbardziej
popularne lub w jaki sposób Użytkownicy poruszają się po Stronie. Możesz zablokować
ten rodzaj plików, wówczas nie będziemy w stanie monitorować wydajności Strony.
Analizujemy Twoje przeglądane treści i zakupy na naszej stronie, aby dostosować
reklamy do Twoich preferencji. Dzięki temu prezentujemy tylko te reklamy, które są
dla Ciebie użyteczne i interesujące.
Więcej informacji
W przypadku jakichkolwiek pytań dotyczących naszej polityki dotyczącej plików cookie i Twoich
wyborów, proszę skontaktuj się z nami.