Żyłam w ciągłej czujności. Moja historia nerwicy lękowej
20 lipca 2026
283 wyświetlenia
01:09:47
nerwica lękowa
W tym odcinku Bliskich rozmów Angelika opowiada o życiu w ciągłej czujności, przemocy emocjonalnej, odrzuceniu przez najbliższych oraz o tym, jak te doświadczenia wpłynęły na rozwój nerwicy lękowej. To rozmowa o trudnych emocjach, próbie zrozumienia siebie, akceptacji choroby i szukaniu sposobów na spokojniejsze życie. Mamy nadzieję, że ta historia pomoże osobom, które zmagają się z podobnymi doświadczeniami, poczuć, że nie są w tym same.
? Jeśli odnajdujesz w tej historii część własnych przeżyć i czujesz, że potrzebujesz wsparcia, pomożemy znaleźć odpowiedniego specjalistę.
Nazywam się Katarzyna Kaczmarek i witam
Was w kolejnym odcinku podcastu Bliskie
Rozmowy.
Dzisiaj porozmawiam o tym,
czego często nie widać z zewnątrz,
czyli o życiu w napięciu,
lęku i skutkach przemocy psychicznej.
A moim gościem jest Angelika,
która opowie o życiu w ciągłej czujności,
byciu niezauważaną i walce o zrozumienie
tego, co się z nią działo.
Witaj Angelika.
Dzień dobry, witam serdecznie.
Zanim przejdziemy do tego,
jak wygląda Twoje życie obecne,
chciałabym, abyśmy wróciły do tego,
co działo się na początku.
Czyli jakbyś miała opowiedzieć o tym,
jak wyglądało Twoje dzieciństwo.
Moje dzieciństwo było, chciałbym,
napięciu, lęku, samotności.
Nie miałam takiego poczucia
bezpieczeństwa.
Żyłam cały czas w takim stresie,
w takim jakby klatce.
Byłam cały czas w klatce, w której... lat,
że tak powiem, gdzie poznaje się świat,
poznaje się tak naprawdę otoczenie
bliskich, odczucia,
że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie
jakby po prostu wyjść z tego, pomimo tego,
że ktoś mówi...
że ty robisz coś źle,
że ty po prostu już wierzysz w to,
że tak naprawdę co byś nie zrobił,
co byś nie robił,
to tak czy inaczej będzie źle,
więc życie było cały czas w takim
napięciu, czy to będzie ogólnie dobre,
czy ja mogę w ogóle komuś o tym
powiedzieć, tak?
No bo też był taki moment,
gdzie u mnie w środowisku było tak,
że lepiej nie mów co się dzieje w
domu.
I ja w to brnęłam, no bo kurczę,
no bo jak ja mogę o tym nie
mówić, dlaczego?
A ja byłam właśnie taką buntowniczką
trochę,
no bo dlaczego ja nie mogę o tym
mówić, co mnie tak naprawdę boli.
I mając właśnie tam kilkanaście lat,
wierzysz w to,
że naprawdę nie możesz nic powiedzieć.
I wtedy po prostu zamykasz się w sobie
i nie jesteś w stanie po prostu nic
tak naprawdę zrobić.
Czyli rozumiem, że mówisz, Angelika,
o takiej zasadzie nie wynoś z domu tego,
co się dzieje w domu, że to, co...
o czym były rozmowy, to co ty słyszałaś,
o jakichś problemach,
które dzieły się w domu,
to to miało pozostać właśnie w tych
czterech ścianach i nie wychodzić na
zewnątrz, bo?
bo ktoś może się po prostu dowiedzieć,
że pomimo tego,
że jest z zewnątrz tak naprawdę szczęśliwa
rodzina,
a tak naprawdę w środku działy się,
że tak powiem, różne rzeczy i pomimo tego,
że
Zawsze mi wymawiano,
że nie mów tego lepiej, po co,
to będziesz po prostu rozrapywać.
Ale w pewnym momencie zdałam sobie sprawę,
że nie, że ja to po prostu powiem.
I pamiętam,
że ja poszłam do pytaka szkolnego
powiedzieć,
co się dzieje tak naprawdę w domu.
Wydaje mi się, że to był mój błąd,
że ja to powiedziałam,
bo jak wyszłam po prostu z gabinetu,
to miałam tak wyrzuty sumienia,
że ja o czymś powiedziałam obcym i o
sobie,
że a co jeśli ktoś się o tym
dowie?
Co jeśli moi rodzice się dowiedzą?
Co jeśli ktoś się o tym po prostu
dowie?
No i faktycznie doszło do takiego momentu,
że dlaczego ty to powiedziałeś?
Przecież jest dobrze.
Ale skoro pan wie,
że to jest właśnie dobrze,
skoro to ja mam po prostu poczucie takie,
że to ja potrzebuję pomocy.
U mnie nie było tak,
że ktoś się ze mną o czymś porozmawiał.
I to mnie właśnie też trochę gubiło,
bo ja nie wiedziałam, jak zaufać,
jak rozmawiać się z daną osobą.
I szukanie właśnie pomocy pokazało mi,
że ja dalej będę w tej klatce po
prostu.
Że będę po prostu w tej klatce i
lepiej po prostu nie mówić to,
co się dzieje i mieć po prostu spokój.
I tak naprawdę,
jeżeli ktoś mi coś wmawiał,
że robię właśnie źle i tak dalej,
ja chciałam jak najbardziej pokazać,
że to ja mam rację,
że to trzeba mówić.
No, a jednak wiadomo,
choroby typu depresja, nerwica,
stany lękowe i tak dalej,
w moim jakby otoczeniu się o tym nie
mówiło,
no bo praktycznie każdy gdzieś tam mówił,
No co ty, przecież to jest lenistwo,
jaka to jest choroba.
U mnie nikt nie wiedział,
że coś takiego istnieje.
I to właśnie było takie najgorsze,
że się o tym po prostu nie mówiło.
Czyli rozumiem,
że w rodzinie nie rozmawiało się o tym,
że mogą być jakieś takie problemy
psychiczne,
że mogą być jakieś takie trudności
wywołane też tym, rozumiem,
co się dzieje właściwie w rodzinie i że
to może mieć wpływ na każdego członka
rodziny.
I kto najbardziej o tym mówił?
To byli rodzice oboje,
czyli czy to była mama, tata?
że tak powiem wszyscy, tak?
Czyli rodzice gdzieś tam mówili,
że no ale po co ty będziesz to
mówić, tak?
Przecież jest wszystko w porządku.
Wmawiano mi, że jest cały czas dobrze.
No ale wcale tak nie było.
Czyli rozumiem,
że mówisz o takiej sprzeczności
którą ty słyszałaś, a którą czułaś,
czyli że czułaś, że coś jest nie tak,
a jednocześnie słyszałaś od bliskich,
że wszystko jest w porządku i że właściwie
nie wiem, czego ty chcesz,
o co ci chodzi, w czym szukasz problemu,
Tak, właśnie cały czas tak było.
Bo tak,
ja bałam się gdzieś tam chodzić do szkoły,
bo jednak jak już powiedziałam dla Pani
Pedagog, że coś takiego się dzieje.
to ja już bałam się rozmawiać o tym,
być z kimś i po prostu zaufać,
no bo jeżeli osoba, której coś mówię mi,
ona nie wierzy,
to po co ja mam dalej jakby w
to wchodzić, tak?
I to też mnie gdzieś tam blokowało, że
nie mogłam nic po prostu powiedzieć,
jeszcze strasznie mnie to po prostu
blokowało.
Mając właśnie bliskich osób,
gdzie tak naprawdę byli obok,
tak naprawdę nie było ich wcale.
Czyli żyłam jakby w domu,
gdzie było bardzo dużo ludzi,
a tak naprawdę nikogo nie miałam obok
siebie.
Nie miałam poczucia bezpieczeństwa,
Nie miałam po prostu rozmów.
Także mój dzień to wyglądał tak,
że ja przychodziłam ze szkoły,
wchodziłam do pokoju,
słuchawki w uszach i ja po prostu z
tym żyłam.
Więc nikt ze mną o tym nie rozmawiał.
To, co się dzieje w szkole, to,
co się dzieje ze znajomymi.
Nic po prostu, kompletnie nic się...
No nie było tego.
Każdy gdzieś tam zamiatał to pod dywan.
Lepiej po prostu o tym nie mówić.
No bo po co?
No bo nie ma jakby potrzeby.
Także dla mnie po prostu było najgorsze
to,
że w pewnym momencie wszystko było pod
dywanem.
Po co to po prostu pokazywać,
skoro tak czy inaczej jest dobrze.
Ale to rozumiem, że miało być dobrze,
że Ty nie miałaś sprawiać problemu,
Ty nie miałaś sprawiać kłopotów,
tylko miałaś być dobrą uczennicą,
grzeczną dziewczynką w cudzysłowiu,
która po prostu robi to,
co do niej należy,
no i za dużo się nie odzywa i
nie mówi o tym, czego potrzebuje,
tylko realizuje zadania i oczekiwania?
Tak,
musiałam się ogólnie podporządkować do
kogoś, czyli np.
nie chciałam, wiadomo, w młodym wieku,
nie chciałam wielu rzeczy robić,
że tak powiem,
nawet chodzić gdzieś tam do szkoły,
bo był taki moment,
gdzie ja się po prostu bałam,
nie wiedząc o tym, że jestem chora.
I było tak, że musisz zrobić to,
bo inaczej ja ciebie gdzieś wyślę.
Musisz zrobić to,
bo będziesz mieć po prostu rygor w domu.
Musisz robić to,
bo kto powie coś za rodzinę?
Przecież jak ty się pokażesz dla innych?
Jak ty pokażesz się wśród rodziny,
jaka ty tak naprawdę jesteś?
I ja musiałam się cały czas
podporządkowywać do kogoś,
gdzie tak naprawdę dawali mi do
zrozumienia to,
że to ja jestem tym ciężarem,
że to ja jestem tym cały czas problemem,
gdzie trzeba jakby pokazywać ludziom,
że tak jest, a prosto nie inaczej.
Mhm.
Czyli właściwie tak jakbyś ty, rozumiem,
czuła, że ty musisz coś zrobić,
a jednocześnie nie miałaś na to siły,
bo kiedy mówisz o chorobie, to rozumiem,
że mówisz o tym,
że ta depresja się pojawiła już dosyć
wcześnie u ciebie?
Tak, znaczy w sumie to depresja,
no ciężko to powiedzieć po prostu
depresją, tak podejrzewam, że tak.
Ale ja nawet nie wiedziałam,
że to akurat mam.
Ja nie wiedziałam, że mam depresję.
Dopiero po latach dowiedziałam się,
że mam nerwice po latach.
zrozumiałam,
że mam silne objawy somatyczne właśnie
związane, że tak powiem, z dzieciństwem,
z dorastaniem,
więc ciężko było mi to wcześniej nazwać,
że tak powiem, chorobą,
no bo ja tego nie wiedziałam,
nie rozumiałam,
dlaczego to się tak po prostu dzieje,
więc po latach dopiero zrozumiałam,
czym to faktycznie było.
A kiedy teraz patrzysz z tej perspektywy
na siebie, na tą młodszą Angelikę,
to kiedy zaczęło być jakoś tak tobie
ciężko?
Ile miałaś lat, kiedy poczułaś,
że coś jest jakoś nie tak,
że ty być może potrzebujesz tego wsparcia,
pomocy, że jest coraz trudniej?
Co to był za moment?
Dokładnie takiego momentu nie pamiętam,
bo dużo rzeczy gdzieś tam wyparłam z
pamięci z dzieciństwa, ale pamiętam to,
że już gdzieś tam problemy zaczęłyście w
wieku już dwunastu lat.
Czyli w wieku dwunastu lat już czułam,
że coś jest nie tak.
No i po prostu nie wiedziałam,
dlaczego się tak zachowuje,
dlaczego jest tak, a nie inaczej.
No ja wcześniej myślałam,
że to jest normalne, że każdy tak ma,
że każdy tak funkcjonuje,
właściwie o tym po prostu nie wiedząc.
Czyli tym momentem,
w którym jakoś tak byś zauważała,
że rozumiem było jakoś coraz trudniej,
to był wiek, kiedy miałaś dwanaście lat.
I co się wtedy właściwie z Tobą działo?
Co to był za okres dla Ciebie?
Wydaje mi się,
że to taki okres wiadomo dojrzewania,
poznawania siebie,
poznawania tak naprawdę wszystkiego wokół.
Mi nikt ogólnie nie pokazywał otoczenia
życia świata, tak na dobrą sprawę.
Ja uczyłam się od samego początku sama,
czyli jestem takim samoukiem trochę.
Wchodziłam w różne, że tak powiem,
relacje, doświadczenia,
gdzie tak naprawdę mnie to
podporządkowało.
Nie było takiego momentu, wydaje mi się,
że nie było takiego momentu,
że coś się wydarzyło w moim życiu.
To po prostu przyszło nagle.
I to się rozwiniało
tygodniami, miesiącami,
a nawet po prostu latami,
gdzie teraz ogólnie tych momentów nie
jestem właściwie w stanie stwierdzić,
Co to był za moment?
Bo jak mówiłam wcześniej,
ja dużo rzeczy gdzieś tam wyparłam z tego.
Jest mi właśnie trudno jakby znaleźć ten
moment, gdzie było tak naprawdę źle.
Ale na przykład,
kiedy musiałam się wyprowadzić z mojego
domu rodzinnego,
to czułam na przykład taką żałobę,
że ja zrobiłam coś złego,
że no jak to tak?
No jak?
No ja później wrócę z podkulonym ogonem,
bo ja przecież sobie nie dam rady bez
praktycznie nikogo.
I to była moja tak naprawdę żałoba,
gdzie moja choroba się bardziej zaczęła
rozwijać,
gdzie bardzo ciężko było mi
funkcjonować,
czyli to też był okres ogólnie pandemii,
więc wydaje mi się,
że większość z nas bardzo odczuwał tą
pandemię.
I mając tak naprawdę już, że tak powiem,
w dorosłym życiu tak,
że nie jesteś w stanie nawet pójść do
sklepu,
nawet nie jesteś w stanie wstać z łóżka
i funkcjonować,
nie jesteś w stanie pójść po prostu do
pracy,
A co najgorsze, rozmawiać o czymś komuś.
Ja byłam po prostu tak zblokowana,
że w środku to przeżywałam po prostu
żałobę,
że ja coś po prostu zrobiłam złego.
Pomimo tego,
że tak na dobrą sprawę nic się takiego
nie wydarzyło.
Ale rozumiem,
że zrobiłaś coś złego w stosunku do
rodziców, że ich zdradziłaś,
że im jakąś krzywdę zrobiłaś,
że te wyrzuty sumienia były w stosunku do
nich?
Wydaje mi się,
że to były takie wyrzuty sumienia, że...
No właśnie,
czy to było bardziej podporządkowania się
do nich,
ale miałam takie wyrzuty sumienia,
że no przecież ja nie mogłam tego zrobić,
tak?
Ja nie mogłam się wyprowadzić.
I ja z tego miejsca bardzo się cieszę,
że ja to zrobiłam, bo teraz jestem tu,
gdzie jestem tak na dobrą sprawę, tak?
wierzyłam w to,
że muszę być cały czas przy nich,
że tak jak mówiłam wcześniej,
że muszę robić to,
co ktoś mi po prostu każe,
że ja muszę być w tym,
że ja muszę być cały czas w tym
kręgu ich bycia, że tak powiem.
ale wiem, że to też, że tak powiem,
choroba też gdzieś tam wywołała emocje i
tak dalej przez nich.
I z tego miejsca po prostu mogę sobie
podziękować,
że ja naprawdę mogłam zrobić to,
że ja się po prostu wyprowadziłam z tego
domu.
Ale tak, no były takie wyrzuty sumienia,
że
że co ja takiego zrobiłam,
przecież ja muszę do niego wrócić.
Ja nie mogłam żyć normalnie,
ja musiałam cały czas żyć jakby w ich
kręgu,
że tak po prostu pozwolę to sobie nazwać.
A musiałaś tak żyć,
to jak ty to rozumiesz?
Co się takiego właściwie działo,
że ty musiałaś,
że czułaś taki wewnętrzny przymus,
tak jakby to było coś takiego rodzaju
narzuconego z góry,
że tak jest i tak musi być?
To jest coś takiego,
że ktoś ma podwładnych.
Ja wydaje mi się,
że byłam takim właśnie podwładnym,
że ja musiałam cały czas być przy nich,
że ja musiałam być cały czas przy
telefonie,
że ja musiałam być na każde ich zawołanie.
Wydaje mi się, że sytuacje,
które też się ogólnie wydarzały wcześniej,
pozwoliły mi
podporządkować po prostu siebie,
gdzie po prostu stamtąd uciekłam.
Ja tak naprawdę miałam dziewiętnaście lat,
kiedy się wyprowadziłam z domu,
czyli bardzo, bardzo młodo.
I też nie wiedziałam,
czy ja sobie dam radę.
Ale oni mi nie pomagali w taki sposób,
że ty dasz sobie radę.
Ty to zrobisz, będziemy z Ciebie dumni.
Nie, wcale tak nie było.
To było tak,
że Ty tak czy inaczej wrócisz do nas,
bo Ty sobie nie poradzisz.
I faktycznie wierzyłam w to,
że tak naprawdę jest,
że zaczęłam po prostu wierzyć w te słowa
tak bardzo,
że zaczęłam po prostu w to drążyć.
Tak byś miała powiedzieć, Angelika,
jak ty znalazłaś w takim bądź razie siłę
w sobie, kiedy słyszę,
że to twoje samopoczucie nie pomagało ci,
bo tam już rozwinęły się dosyć mocno lęki,
to jak ty znalazłaś w sobie siłę,
żeby właściwie się wyprowadzić,
pomimo tego, co słyszałaś od rodziców?
Bo to od rodziców, czy od jednego rodzica?
Od rodziców.
W sumie mogę powiedzieć,
że od jednego rodzica.
Ja tutaj już nie chcę wchodzić,
że tak powiem w szczegóły.
Ale właśnie nie wiem,
skąd u mnie była ta siła.
Wydaje mi się, że ja już nie chciałam.
Że ja już nie chciałam w tym być,
że dla mnie to już było po prostu
za wiele.
chciałam żyć samodzielnie.
Wydaje mi się,
że też mój mąż ogólnie mi pomógł,
no bo wydaje mi się,
że gdybym ja musiała się sama wyprowadzić,
sama mieszkać,
to szybko bym po prostu wróciła tak na
dobrą sprawę.
Więc wydaje mi się,
że tutaj mój mąż gdzieś tam mnie trochę
też zmotywował do tego,
żeby lepiej po prostu uciec
i żyć po prostu spokojnie.
Czyli rozumiem,
że miałaś takie wsparcie z jego strony.
Wtedy wyobrażam sobie jeszcze chłopaka.
Tak, chłopaka.
I rozumiem,
że to ci jakoś pomogło w tym,
żeby w ogóle spróbować,
bo od tego często potrzebujemy zacząć,
że spróbuję i zobaczę.
gdzie ty właściwie z góry miałaś
narzucone, że to nie ma sensu,
bo i tak ci się nie uda,
i tak wrócisz,
a mimo to odważyłaś się właśnie spróbować
i jakoś być może uwierzyć też temu,
co jednak być może wtedy mówił twój
partner, że dajcie sobie radę.
Tak, bo tak mnie po prostu wmawiał,
że będzie wszystko w porządku.
Ale tak, ale później wiadomo,
jak się wyprowadziłam,
to pamiętam po prostu tą pustkę.
Pustka mi bardzo wiele,
wiele miesięcy towarzyszyła,
że no faktycznie coś złego zrobiłam, tak?
Jak mówiłam wcześniej,
że przeżywałam swoją żałobę.
I
Wydaje mi się,
że to był taki najgorszy czas mojego
życia,
gdzie nie mogłam już tak normalnie
funkcjonować.
Bo jeżeli ktoś wymawia ci,
że jesteś do niczego,
że tak czy inaczej wrócisz,
że jesteś najgorsza i tak dalej,
no to wierzysz już w to,
że faktycznie ty już sobie nie dasz rady.
I pomimo to, że miałam, że tak powiem,
tę żałobę,
faktycznie tak się działo, że ja myślałam,
że ja może faktycznie wrócę.
Były momenty, że gdzieś tam nie spałam,
że moje objawy somatyczne były już na
takim graniczu, że ja już nie wiedziałam,
co się ze mną dzieje.
I zrozumiałam,
że to mijało naprawdę nie dni,
nie tygodnie, ale miesiące.
To były naprawdę bardzo długie miesiące.
I
Pamiętam,
że któregoś wieczoru powiedziałam nie,
ja muszę coś z tym zrobić,
ja muszę coś z tym zrobić.
I pamiętam,
to była sobota i szukałam psychologów,
żeby po prostu z kimś o tym w
końcu porozmawiać.
I w końcu się po prostu udało.
I terapia trwa do dziś.
Także to są długie lata.
Ale tak,
to co przechodziłam wtedy i w
dzieciństwie, i w dorastaniu,
to wydaje mi się, że to było takie...
Nikt nie powinien tego przechodzić.
Naprawdę.
Nikt nie powinien przechodzić przez to,
przez co ja naprawdę byłam.
I naprawdę nie życzę nikomu,
nawet po prostu swojemu wrogowi nie życzę
nikomu, żeby ktoś to po prostu przeszł.
Jak mówisz, żeby przeszedł to,
to jakbyś to nazwała?
Wydaje mi się, że to takie piekło.
Wydaje mi się, że to jest właśnie piekło,
droga piekła, tak?
No bo... Naprawdę...
Nie jesteś w stanie
To jest po prostu ciężkie nawet do
wyobrażenia tak,
co dziecko ma tak naprawdę w głowie,
co tak naprawdę dzieje się z nami.
To jest właśnie no takie trudne do
wypowiedzenia,
ale to była naprawdę droga z piekła,
z piekła,
ale która gdzieś tam trwa w małym stopniu
do dziś.
Nie jest to takie duże tak jak wcześniej,
ale
Dzisiaj już jest takie naprawdę takie
delikatne stopy.
Tak próbuję sobie wyobrazić to piekło,
o którym opowiadasz i o którym mówisz,
że właściwie byś nikomu nie życzyła.
I tak jakoś jestem przy tobie,
jak byłaś dzieckiem i jak mówisz o tym,
że nikt z tobą nie rozmawiał,
nikt ci tego nie tłumaczył właściwie,
co się dzieje i ty miałaś zająć się
sama sobą i słyszę, że się zajmowałaś.
a jednocześnie jak miałaś się
podporządkowywać temu,
co rozumiem rodzice uważali,
co oni wyznawali za prawdę i wyobrażam
sobie,
że tam mogło nie być miejsca w ogóle
na twoje zdanie,
na to,
żeby się czemuś być może przeciwstawić,
zbuntować,
gdzie buntowanie się jest takim też
naturalnym etapem w naszym życiu.
Tak jak mówisz o tych wyrzutach
sumieniach, to tak sobie wyobrażam,
że to w ogóle mogło być trudne na
którymkolwiek etapie zbuntować się,
skoro tak jak jest,
jest dobrze i tak ma być i właściwie
koniec.
Tak,
właśnie przez całe życie to tak właśnie
było, że tak ma być i koniec.
Co z tego, że masz inne zdanie?
Musi być, jak ja ci po prostu zagram.
I to było bardzo, bardzo długo.
Czyli jak ja ci zagram, tak masz tańczyć.
Tak sobie wyobrażam, jak wiele w tobie,
co mogło być, mogło być też takie uśpione,
bo ono po prostu w jakiś sposób mogło
być, a nie mogło się rozwijać.
bo trudno rozwijać coś,
jeżeli ja nie mogę też tego na światło
dzienne pokazać,
bo to być może jest od razu jakby
takie stłumione i wyciszone.
Wydaje mi się,
że kiedy zaczęłam chodzić na terapię,
to mi tak naprawdę pozwoliło zrozumieć to,
co się tak naprawdę dzieje.
Blokowałam się strasznie cokolwiek mówić,
bo ja się bałam,
że to po prostu wyjdzie za drzwi.
Gdzie tak naprawdę w moim życiu to tak
właśnie było,
że to cokolwiek mówiłam
to zaraz wiedziała to kolejna osoba,
jedna, druga, trzecia.
Czyli cały czas było mówiono po prostu
dalej i ja się po prostu tego bałam.
Ale walka to wydaje mi się,
że trwa nawet teraz, ale po cichu.
Teraz jestem w stanie o tym mówić i
to po prostu nazwać.
bo parę lat temu,
gdzie ja właśnie gdzieś tam zaczęłam jakby
to rozumieć,
nie mogłam po prostu tego zaakceptować.
Nie mogłam zaakceptować to,
że rozwinęła się u mnie nerwica lękowa,
że u mnie się rozwinęły objawy somatyczne.
Nie mogłam po prostu tego zaakceptować.
Dlaczego akurat ja?
Dlaczego to ja muszę właśnie to przeżywać?
Dlaczego to... Wydaje mi się, że
Musi tak być.
No bo jeżeli ja bym tego po prostu
nie przeżyła,
ja bym się właśnie nie znalazła tutaj.
Ja bym o tym właśnie nie rozmawiała.
I to jest właśnie dla mnie takie
wspaniałe, że pomimo tego, że to,
co się działo, właśnie ta droga,
że tak powiem, piekła, jestem tu,
gdzie jestem teraz,
gdzie były naprawdę takie zakręty,
że po prostu się w głowie nie mieści
to, co się...
wydarzało.
Czyli rozumiem, że kiedy usłyszałaś,
że to co ty doświadczasz to jest nerwica,
to właściwie jak ty przyjęłaś tą
informację, tą diagnozę?
Dla mnie to był szok.
Takie niedowierzenie, że ale dlaczego?
Usłyszanie właśnie, jeżeli ktoś mi mówi,
właśnie osoba, która mi powiedziała,
że mam nerwisy, że mam objawy somatyczne,
że mam zaburzenia,
to dla mnie było takim szokiem,
że ale no dlaczego, tak?
I bardzo długo ja,
bardzo długo nie mogłam zaakceptować tego,
że to jest jedna choroba,
która tak naprawdę niszczy ci po prostu
całe życie,
bo tylko podporządkowujesz się jakby do
choroby.
Wcześniej tak myślałam.
Teraz wiem,
że walka jakby z tą chorobą to jest
taka trochę taka przyjemna, tak?
No bo jednak lęk mówi ci coś,
co masz w głowie,
a tak czy inaczej robisz co innego,
czyli wyjście gdzieś.
Pomimo tego,
że lęk ciebie po prostu hamuje do tego.
I to jest właśnie...
Ja właśnie raz przeczytałam taki tekst,
że nerwista to jest właśnie twoja
przyjaciółka.
Ja wcześniej właśnie o tym... Boże,
myślałam, że to jest mój najgorszy wróg.
Bo tak faktycznie na samym początku było.
To był najgorszy wróg,
który towarzyszył mi cały czas.
A teraz mogę to nazwać,
że to jest taka przyjaciółka.
Tak samo jak ten autor właśnie powiedział,
że Nerwisa to jest nasza przyjaciółka,
że cały czas jest z nami za plecami.
Czyli rozumiem,
że zmieniła Cię taka perspektywa dotycząca
tego, co doświadczasz.
że ty przestałaś walczyć sama ze sobą i
z tymi objawami, bo to często jest tak,
że kiedy te objawy się pojawiają,
jest taka silna chęć do tego,
żeby tak najszybciej zniknęło i żeby tego
w ogóle nie czuć i nie doświadczać.
I trudno w ogóle wyobrazić sobie,
że ja mam zrozumieć,
że
Te objawy coś mają mi też powiedzieć i
że one być może są też po coś.
I słyszę, że jesteś na takiej drodze już,
w którym to jest takie przyjmowanie tej
choroby, to jest przyjmowanie tego,
że mam nerwice i że właśnie już nie
walczę ze sobą,
tylko staram sobie pomagać.
Tak, tak, tak, właśnie tak jest.
Wcześniej było tak,
że cały czas gdzieś tam hamowałam się
przez te lęki, przez ten strach,
emocje i mając po prostu tą chorobę wiem,
że
Ona mnie tak zbudowała, że ja wiem,
jak mam racjonalnie myśleć.
Ja wiem,
jak mogę z nią po prostu funkcjonować.
Wcześniej czegoś takiego nie było.
Wcześniej strasznie hamowałam się do
wszystkiego.
Ja nie wiedziałam,
dlaczego jest to napięcie,
dlaczego mi to towarzyszy.
cały czas gdzieś tam skanowałam ciało,
tak,
czy może coś jest ze mną nie tak.
Ja naprawdę jeździłam do różnych lekarzy,
bo ja myślałam,
że coś się dzieje ze mną fizycznie,
a nie po prostu psychicznie.
I to też jakby jest błąd tego,
co się czyta właśnie gdzieś tam w
internecie,
że możesz mieć to i to i to,
a tak naprawdę to nie jest żadna prawdą.
I właśnie wydaje mi się,
że choroba jest ciężka i naprawdę życie z
nią to są tak naprawdę wzloty i upadki,
My nerwicy nie jesteśmy w stanie
funkcjonować.
My nie jesteśmy w stanie na przykład wstać
z łóżka,
my nie jesteśmy w stanie zrobić
podstawowych rzeczy, a ktoś obok myśli,
że ta osoba jest po prostu leniwa.
Wcale tak po prostu nie jest.
Wydaje mi się,
że czasami mamy taki duży plecak,
że musimy mieć cały czas ten plecak ze
sobą, ten cały ciężar.
Z czasem uświadamiasz sobie,
że może ciebie zdenerwować nawet zapach,
gest jakiejkolwiek po prostu osoby i że to
jest po prostu wywołane dzieciństwem.
I ja po prostu nie byłam po prostu
świadoma tego, że to,
co się wszystko dzieje,
to jest tylko spowodowane dzieciństwem.
I walczyłam bardzo, bardzo długo z tym i
że wcale tak po prostu nie jest.
A taki moment,
kiedy właśnie ty przyjęłaś to, że to,
co się w ogóle z tobą dzieje,
to jest w nawiązaniu do tego,
czego doświadczałaś w dzieciństwie.
Co to był za moment w twoim życiu,
kiedy jakoś tak to połączyłaś, zobaczyłaś?
Wydaje mi się,
że rozmowy z danymi osobami wracały różne
do mnie informacje,
gdzie na przykład nie były prawdą.
I na przykład wmawiano mi coś,
że coś ja zrobiłam, coś powiedziałam,
gdzie tak naprawdę nigdy w życiu czegoś
takiego nie było.
I musiałam tak naprawdę
uświadamiać innych,
że to ja jestem ofiarą,
że to ja jestem tą ofiarą,
a ktoś właśnie chce zrobić to na odwrót.
I wydaje mi się, że to tak najbardziej,
że wmawianie komuś,
że
to ja jestem poszkodowana,
że to ja jestem w tym miejscu złym,
że ja, ja, ja.
Ale osoba,
która cały czas jest pod manipulacją,
tak czy inaczej będzie wierzyć osobie,
która jest tyranem, a nie osobie,
która jest ofiarą.
Czyli rozumiesz, że mówisz o tym,
że było ci wmawiane,
już jak byłaś osobą dorosłą,
że ty coś powiedziałeś, że coś zrobiłaś,
czego nie powiedziałeś ani nie zrobiłaś i
jednocześnie słyszę,
że chciałaś kogoś przekonać,
że tak nie jest,
ale trudno było tej osobie uwierzyć,
że tak jakby to ty możesz być niewinna
w tej sytuacji, bo wyobrażam sobie,
tak jak ciebie słucham,
że narracja była taka w twoim życiu,
że no to ty jesteś tą winną jeżeli
i no masz się nie przeciwstawiać po
prostu.
Tak, właśnie tak było.
Ogólnie zawsze słyszałam teksty,
że ta osoba taka jest,
ale tak czy inaczej wybacz.
Więc czemu mam wybaczać osobie,
która tak naprawdę skrzywdziła mnie?
I jakby tego kompletnie po prostu nie
rozumiem, dlaczego...
mam jakby dawać takie uświadamianie
właśnie komuś, że to się właśnie dzieje.
Właśnie bardzo dużo, jak mówiłam,
nie wiem, bliskim,
że
tak właśnie było,
albo po prostu daną sytuację.
Bardzo dużo osób po prostu nie wierzyło w
to, co się po prostu działo, dzieje.
I naprawdę niektórzy to musieli się po
prostu przekonać na własnej skórze,
że tak właśnie jest.
Jak osoba może po prostu manipulować,
nękać, że tak powiem, inne osoby,
żeby tylko być z tą osobą.
Z biegiem czasu wiem,
że na przykład zerwanie kontaktu naprawdę
z bliskimi, z bliską osobą,
to jest naprawdę dobry moment.
Dobry moment,
a bardziej dobra decyzja do tego,
żeby po prostu zerwać kontakt tylko
dlatego,
żeby żyć w końcu spokojnie i funkcjonować
tak jak normalny człowiek.
Rozumiem, że mówisz Angelika o tym,
że Ty zerwałaś właśnie kontakt całkowity?
Tak.
No właśnie i tutaj pewnie będzie bardzo
dużo pytań dlaczego, tak?
Jeżeli ktoś,
która manipuluje Tobą przez całe życie,
próbuje Ci wmawiać,
że jesteś naprawdę złą osobą,
jeżeli ktoś wmawia Ci,
że
że naprawdę ty jesteś nikim,
to dlaczego ja mam być jakby z tą
osobą i zerwanie kontaktu teraz,
gdzie gdzieś tam odizolowałam się tak,
tak czy inaczej sprawiło to,
że to jest moją winą,
że to co właśnie zrobiłam to jest złe
i ja tak czy inaczej muszę wrócić,
więc
Jeżeli to jest mama, tato, dziadkowie,
ciocie i ktoś zrywa z tą osobą kontakt,
to jest zupełnie normalne,
bo my nie chcemy żyć z osobą,
która nas krytykuje i która nas niszczy.
Tak sobie wyobrażam,
jakie to mogło być trudne dla Ciebie,
kiedy podejmowałaś tę decyzję,
gdzie jednocześnie słyszę,
to i tak się obróciło przeciwko Tobie.
i że schemat się powtórzył i odtworzył,
gdzie Ty usłyszałaś,
że to znowu tak naprawdę, rozumiem,
z Tobą jest coś nie tak,
że tak postępujesz.
Znaczy tak, decyzja, nie byłam nagła.
Decyzja, no właśnie,
bardzo jakby hamowałam się do tego.
No bo jak ty na przykład nie możesz
mieć kontaktu z bliską osobą,
przecież to jest rodzina, to jest,
nie wiem, znajomy, tak?
Dla kogoś to może być po prostu
niewyobrażalne, ale jeżeli my,
którzy jesteśmy ofiarami i cały czas
żyjemy osobą, która jest, że tak powiem,
tyranem, tak?
No bo to tak naprawdę można nazwać,
to tak czy inaczej żyjesz w takim lęku,
strachu,
że ty w końcu musisz się od tego
oderwać, w końcu po prostu żyć normalnie.
Ja naprawdę nie wiedziałam,
jakie to jest życie, oprócz tego,
które mam.
I kiedy zobaczyłam,
że ktoś żyje normalnie,
ktoś ma pełną rodzinę,
ktoś ma dobry kontakt z bliską osobą,
Ja tak naprawdę zazdrościłam tej osobie,
że ktoś może normalnie swobodnie o tym
rozmawiać,
swobodnie się czuć przy tej osobie.
A właśnie,
kiedy była mowa o straceniu kontaktu i
właśnie też wrócę do tego,
że to nie była jakby z dnia na
dzień taka decyzja,
ale to na przykład to było latami.
Ale to przeszło jakby tak
Łagodnie.
Łagodnie przyszła ta sytuacja,
jeżeli chodzi właśnie o stracie,
czyli to mijały lata, mijały miesiące,
dni i tak dalej.
Ale wiem,
że to była tak naprawdę słuszna decyzja.
Słyszę, że jesteś przekonana o tym,
że to dobra decyzja dla ciebie przede
wszystkim.
I wyobrażam sobie,
jak to taki wybór między sobą,
swoim zdrowiem, a relacją,
w której być może nie ma szans na
żadną zmianę.
I gdybyś miała powiedzieć, jak ta decyzja
jak to że tak postanowiłaś że właściwie
rozumiem w jakiś sposób na ten moment
zakańczasz tą relację z tą bliską osobą
czy z tymi bliskimi osobami,
wpłynęła właśnie na twoje samopoczucie,
czy te objawy somatyczne,
psychosomatyczne się jakoś u ciebie wtedy
zwiększyły,
czy jakoś odczułaś tą decyzję na sobie
samej?
Na pewno poczułam to, że moje lęki słabną,
że moje napięcia też słabną.
Nie miałam napadów,
nie miałam napadów lęku.
Dla mnie było tak strasznie pusto,
że nie ma żadnych telefonów,
nie ma jakby bliskich.
dla mnie było po prostu tak pusto,
tak cicho, tak niewyobrażalnie cicho.
Ale moje objawy zaczęły naprawdę słabnąć i
ja zaczęłam w tym momencie walczyć o
siebie, bo wierzyli,
zaczęły mi słabnąć stres,
napięcia i tak dalej i zaczęłam po prostu
z tym walczyć w taki sposób,
że właśnie zaczęłam o tym mówić.
Zaczęłam podejmować naprawdę decyzje,
gdzie wcześniej nie mogłam podejmować
decyzji, bo było mi naprawdę trudno.
Mogłam tak naprawdę w końcu uwierzyć w
siebie, że ja jestem w dobrym momencie,
że mnie nikt po prostu nie zarzuci czegoś,
czego po prostu nie zrobiłam lub coś,
co powiedziałam.
że ja w końcu jestem na właściwym miejscu.
I to wszystko się po prostu tak ucieszyło
i nawet taka głucha ta cisza była.
Taka głucha cisza, ale teraz wiem,
że to było naprawdę słuszne i nie mam
jakby urazy do innych,
że też gdzieś tam odizolowały się, tak?
ja to tak po prostu rozumiem,
że to tak musi być, że to tak,
no musi po prostu tak wyglądać,
jeżeli chcemy żyć spokojnie, normalnie,
to musimy wyrzucić osoby,
którzy tak naprawdę nas krzywdzili.
A czy miałaś taki moment,
w którym miałaś nadzieję,
że te bliskie osoby zrozumieją,
że może się zmienią,
że może w końcu
odpowiedzą na Twoje potrzeby,
że być może zobaczą w tym wszystkim jakoś
Ciebie i to, co Ty chcesz im przekazać.
Wydaje mi się,
że jest gdzieś tam taka cicha nadzieja,
że jednak będzie ta zmiana,
ale to jest taka cicha ta nadzieja,
ale wcześniej,
gdzie właśnie
było takie boom,
że to jest właśnie taki koniec,
to ja żyłam w takim czymś,
że i tak czy inaczej zadzwoni,
tak czy inaczej się ze mną skontaktuje,
zobaczymy się,
ale kiedy jedna sytuacja pozwoliła mi to
zrozumieć,
że
to tak naprawdę ta osoba to nie chce
mieć z tobą kontaktu,
to ta osoba tak naprawdę chce tobie po
prostu wmówić,
że to ty właśnie robisz źle,
a nie że ta na prostu osoba.
Także teraz nadzieja była,
jest do tej pory,
ale czy będzie dalej,
to jest mi po prostu ciężko na to
odpowiedzieć.
Czyli tak jakby ta nadzieja tak słabła z
każdym czasem,
a jednocześnie mam takie wrażenie,
jak ty się wzmacniasz sama w sobie i
w tym być może stanowieniu o sobie tak
naprawdę, czyli w tym,
że podjęłaś taką decyzję i poszłaś za tą
decyzją.
Wspominałaś o napadach lęku,
czyli rozumiem,
że mówisz o atakach paniki?
Atak paniki to był u mnie po prostu
chwilę, ale to bardziej było inne.
Bardziej to jest napad lęku,
który nawet towarzyszył mi pół dnia,
nawet cały dzień.
Były takie momenty, że strasznie się
trzęsłam się strasznie,
nie mogłam się na przykład ubrać,
nie mogłam po prostu nic zrobić.
Lęk cały czas po prostu narastał.
Mam też emetofobię,
nie wiem czy wcześniej wspomniałam.
Mam emetofobię,
gdzie to też mnie gdzieś tam zagrażało,
że tak powiem w życiu.
Jeżeli pojawiał się u mnie lęk,
a co jeśli, co ja mam zrobić,
u mnie automatycznie uruchamiał się plan,
co ja mam dalej zrobić.
Czyli miałam plan B, plan C itd., itd.
Jeżeli byłam w jakimś miejscu publicznym i
czułam, że nadchodzi mi ten lęk,
a nie atak paniki, lęk,
przychodziłam do domu
miałam kołatanie serca, miałam duszności,
miałam cały czas czarne scenariusze,
omdlenia, wiadomo gdzieś tam bóle brzucha,
problemy żołądkowo-jelitowe,
czyli tak na dobrą sprawę wszystko
Aha właśnie,
właśnie też takie rzeczy grupopodobne,
czyli na przykład myślałam,
że jestem chora, prawda?
A tak naprawdę ta choroba
pojawiała mi się tak,
że ta właśnie choroba mi pokazała,
że to jest właśnie jakby ta objawy
grypopodobne,
gdzie tak naprawdę miałam tylko delikatną
gdzieś tam grączkę,
czyli podwyższenie temperatury,
gdzie wcześniej nawet o tym po prostu nie
wiedziałam,
że
Takie objawy mogą być właśnie w nerwicy,
czyli właśnie te bóle brzucha itd., itd.,
ale pamiętam moment,
kiedy dostałam tak silnego ataku,
Nie mogłam ani oddychać,
nie mogłam po prostu wziąć tego oddechu,
nie mogłam się ubrać.
I pamiętam,
że pogotowie nie chciało jakby przyjechać,
bo ja miałam wrażenie,
że ja po prostu umieram,
że to już jest po prostu koniec.
Oczywiście nie chcieli przyjechać,
więc pojechaliśmy na izbę i od razu lekarz
powiedział, że to jest stres.
No dobra.
No ale jak mam dalej z tym funkcjonować?
Jeżeli napady są tak częstsze,
które nawet utrzymują się cały dzień,
to jak ja mam normalnie funkcjonować?
Atak paniki to było dosłownie, nie wiem,
parę minut.
Czyli dostawałam jakąś, nie wiem,
wiadomość na przykład,
gdzie dostawałam ataku paniki i nagle
miałam takie szybkie
oddechy, nie mogłam racjonalnie myśleć,
ale stopniowo to sobie słabło.
Więc atak paniki dla mnie to był tak
naprawdę pikuś do tego,
jak obiewały mi się właśnie napady lęku.
Więc napady lęku to było dla mnie czymś
naprawdę mocnym,
bo też mnie ogólnie blokowało do tego,
żeby po prostu gdzieś wyjść,
pojechać gdzieś samochodem,
nawet byłam w stanie na przykład zatrzymać
się na środku i z niej po prostu
wyjść, tak?
Gdzie po prostu taki lęk, lęk po prostu,
to było życie, lęk przed lękiem,
czyli cały czas życie,
że lęk będzie się cały czas objawiać, tak?
Także wydaje mi się,
że takie napady lęku to było najgorszym
doświadczeniem niż właśnie atak paniki.
Czyli ty mówisz o tym,
że to tak długo się utrzymywało i
wyobrażam sobie niewiele pomagało w tym,
żeby to odeszło, znikło.
No i najchętniej, żeby nie wróciło.
I jakbyś miała powiedzieć Andrzejka,
co pomogło Tobie najbardziej w tym,
żeby tych napadów lęku nie było,
albo żeby ich nie było tak często,
jak one się wcześniej pojawiały?
Znaczy tak, na pewno terapia mi pomogła.
Oczywiście leki od psychiatry,
które do tej pory biorę,
ale wydaje mi się,
że terapia tak naprawdę mi pomogła
funkcjonować.
Musiałam wspomóc się tym,
że musiałam częściej wychodzić.
I to też gdzieś tam mi pozwoliło lękowi
się po prostu ucieszyć.
Musiałam po prostu gdzieś pojechać,
ja musiałam się zmusić do tego,
żeby coś po prostu zrobić.
I ja wtedy wiedziałam, że ten lęk słabnie.
Jeżeli mi słabo,
ja się czułam fantastycznie i ja chciałam
więcej.
Jeżeli coś więcej robiłam dla siebie, tak?
Czyli, nie wiem, kupiłam sobie książkę,
zrobiłam sobie jedzenie,
obejrzałam serial, tak?
I ja poczułam, że ten lęk mi słabnie.
I zrozumiałam takie, ok,
czyli ja muszę w końcu robić coś dla
siebie.
To,
co mi sprawiało tak naprawdę trudność i
to,
że
mogę gdzieś tam uciszyć,
uciszyć po prostu te lęki.
I to trwa tak naprawdę do dziś,
bo teraz ogólnie mogę normalnie
funkcjonować, normalnie sobie żyję.
Wiadomo, przychodzi lęk, ale ja wiem,
jak sobie po prostu z tym poradzić.
I to jest właśnie super,
gdzie wcześniej wydawało mi się,
że tak naprawdę umieram,
że tak naprawdę mogę tego nie przeżyć,
A teraz to dla mnie to jest po
prostu pikuć, tak?
Tak jak o tym mówisz,
to jakoś sobie wyobrażam,
jak mogłoby to być dla ciebie
niewyobrażalne,
gdybyś ty miała sobie to powiedzieć na
jakiś tam dobry czas temu,
że ty będziesz mogła powiedzieć o tym,
że te objawy
to już, że lęk to już taki pikuś,
że to takie mogłoby się wydawać
niewyobrażalne na tamten czas, ale słyszę,
że to co mogło ważnego się zadziać,
jak mówisz o tym,
że ty zaczęłaś widzieć siebie i robić dla
siebie ważne rzeczy,
takie których potrzebowałaś po prostu i
zauważałaś, że ten lęk maleje,
to co mogło się
pojawić to takie poczucie wpływu i
sprawstwa, że mam na to wpływ,
że mogę sama też właśnie coś z tym
zrobić, bo to,
co się bardzo często pojawia właśnie w
napadach, to takie poczucie,
że no właśnie nie mam wpływu na to,
że to do mnie przychodzi i na to,
ile to będzie czasu trwało i co w
ogóle mogę z tym zrobić,
więc to
Poczucie odzyskiwania wpływu ma,
wyobrażam sobie, też ogromne znaczenie,
bo to się od razu może przekładać też
na inne aspekty po prostu życia,
w którym właśnie ten
Lęk jak się w nas pojawia,
to on może nam zabrać kawał życia tak
naprawdę,
z którego nie korzystamy ze względu na ten
lęk, bo tak jakby się wydaje,
że bezpieczniej jest zostać w domu niż na
przykład wyjść,
choć może i miałabym ochotę,
ale właśnie ten lęk jakby paraliżował
ruchy.
Będziemy się powoli, Angelika,
zbliżały do końca tego naszego
dzisiejszego spotkania i chciałabym,
żebyśmy się jeszcze zatrzymały w takim
miejscu,
gdybyś miała sobie spróbować wyobrazić
taką sytuację,
w której spotykasz tą małą Angelikę,
to co chciałabyś jej powiedzieć z tej
dzisiejszej perspektywy?
że cokolwiek byś nie zrobiła i tak jestem
z siebie dumna przetrwałaś to i jesteś
naprawdę w dobrym miejscu i nie bój się
nie bój się po prostu żyć a zobaczysz,
że
W końcu wyjdziesz z tego.
I tak, właśnie ta duma,
że tak czy inaczej to ja jestem przy
Tobie, że jestem przy Tobie,
że jestem w Ciebie dumna i wierzę w
Ciebie i żebyś po prostu robiła to,
co tak naprawdę kochasz.
Tak jak Ciebie słucham, to słyszę,
jak właśnie widzisz siebie i to może być
to, czego brakowało być może Tobie,
kiedy byłaś dzieckiem,
kiedy mówiłaś o tym poczuciu samotności.
No i tak naprawdę właśnie byciu
niewidzianą i niezauważaną.
I to takie ważne,
co teraz sama sobie dajesz.
Jakbyś miała na koniec powiedzieć osobom,
które zmagają się z nerwicą,
taki przekaz od ciebie,
które są właśnie w tych objawach,
które być może coraz bardziej zamykają się
w sobie w związku z lękiem.
To co chciałabyś im na koniec przekazać?
Naprawdę wiem,
jak to jest żyć jakby w samotności,
w pustym domu,
ale tak na dobrą sprawę nie bójcie się.
Nie bójcie się mówić bliskiej osobie to,
co się po prostu dzieje.
Zróbcie to,
co tak naprawdę sprawia wam przyjemność,
szczęście.
Jeżeli czujecie się źle,
terapia nie jest czymś złym,
nie jest wstydem.
Więc jeżeli zmagasz się naprawdę z
najgorszą sytuacją, mów, żyj,
bo tak czy inaczej ty to przetrwasz.
Przetrwasz, ale musisz przejść to,
co tak naprawdę jest najgorszym,
co mogło cię po prostu spotkać,
ale jesteś tu i to jest właśnie ważne,
bo jesteś.
Już mówiłam, że prawie kończymy,
ale jeszcze chciałabym jeden taki ważny
wątek poruszyć Angelika, bo myślę sobie,
że on jest jeszcze też istotny,
a mianowicie relacji.
bo ty powiedziałaś o tym, że to wsparcie,
które otrzymałaś od partnera,
ono ci właśnie pomogło też między innymi
wydostać się najpierw z domu,
A nerwica, zaburzenia lękowe,
doświadczanie lęku dla osób,
które nie mają takich doświadczeń,
bardzo często jest w ogóle trudne do
zrozumienia, do wyobrażenia sobie,
jak można doświadczać to,
co się doświadcza w środku.
Gdybyś miała powiedzieć jeszcze o swoich
doświadczeniach,
jak właściwie to było u Ciebie z takim
zrozumieniem też przez Twoją,
Ci bliską osobę, dzisiaj słyszę męża?
Bardzo ciężko było mi zaufać, tak?
No bo jeżeli ja do tej pory mam
jakiś tam problem właśnie z tym zaufaniem,
ale zrozumiałam,
że jak po prostu mówię o tym,
co czuję, o tym,
co się dzieje wokół lub to,
co się dzieje tak naprawdę w głowie,
czuję po prostu ulgę.
I naprawdę rozmowa to jest pierwsze,
co tak naprawdę pomaga nerwicy,
tak na dobrą sprawę.
Rozmowa to jest po prostu klucz do
wszystkiego.
Rozumiem,
że ty się spotykasz z takim też
zrozumieniem, z przyjmowaniem tego,
co ty mówisz właśnie partnerowi?
Bardziej bałam się może takiego
odrzucenia, takiej myśli,
że jak mam chorobę,
to może on mnie zostawi, może wiadomo,
pojawiają się takie czarne scenariusze,
tak?
Ale tak naprawdę tak nas to
podporządkowało, ta cała choroba,
że teraz mówimy o takich rzeczach naprawdę
nie z tej ziemi, że tak powiem.
Ja wcześniej strasznie się blokowałam.
Nawet były dni,
gdzie nie odzywałam się pół dnia,
cały dzień.
Bardzo trudno było mi się otworzyć.
ale tak naprawdę zrozumiałam,
że jeżeli ktoś jest dla ciebie ważny,
to tak czy inaczej będzie tutaj z tobą
i będzie szedł po prostu całą drogą tylko
i wyłącznie z tobą.
I to jest właśnie decyzja,
czy chcesz wchodzić w to, czy nie.
Jeżeli ktoś, wiadomo,
ktoś ma po prostu chorobę,
I dla nas to jest niewyobrażalne,
że ale dlaczego Ty chcesz w to razem
ze mną wchodzić?
I to jest właśnie ta miłość,
że pomimo tego,
co by się po prostu działo,
ja tak czy inaczej nie będę tutaj przy
Tobie.
I to jest dla nas właśnie ważne, że
pomimo w takim życiu,
gdzie są czarne scenariusze,
wszystko złe i tak dalej,
jest taka perełka,
która cały czas jest przy tobie i ona
tak naprawdę pozwala ci mierzyć się z tym,
motywować się i każdy z nas powinien mieć
po prostu taką osobę,
która ciebie zmotywuje do tego działania,
bo
My, jeżeli jesteśmy jakby w takim stadium,
że wszystko jest źle i tak dalej,
my nawet nie patrzymy na to,
że ktoś jest z nami,
która naprawdę chce ci pomóc.
Bo odbieramy sobie po prostu to,
żeby po prostu chronić tą osobę.
Tak właśnie jest,
że my chronimy po prostu osobę.
Angelika,
bardzo Ci dziękuję za Twoją historię.
Przede wszystkim za to,
że mam takie wrażenie,
że zostawiasz nas wszystkich tak naprawdę
z nadzieją.
A przede wszystkim osoby,
które doświadczają zaburzeń lękowych,
ja to tak nazwę.
i którym się wydaje, że nic nie działa,
nic się nie da,
że to po prostu coś okropnego,
przerażającego,
które walczą każdego dnia o to,
żeby być może ten dzień był inny,
a czasami okazuje się,
że jest powtórka z tak zwanej rozrywki.
Dziękuję Ci za tą nadzieję,
którą Ty dajesz, że można,
że to jest możliwe.
I że ty właśnie przeszłaś tą drogę i
że można też stworzyć taką bezpieczną
relację,
w której ten lęk nie będzie grał pierwszej
roli i nie będzie też w jakiś sposób
wpływał na tą relację,
tylko że można pomimo tego,
trudnych doświadczeń w dzieciństwie,
zbudować szczęśliwą relację,
w której jakoś wyobrażam sobie,
być może ty i twój partner nawzajem się
odnajdujecie i właśnie wspieracie.
Tak, tak właśnie jest, że pomimo tego,
co się tak naprawdę dzieje,
tak czy inaczej będzie wszystko dobrze i
trzeba w to wierzyć,
bo
Trzeba, po prostu trzeba,
bo po burzy zawsze wychodzi słońce, tak?
Po burzy zawsze wychodzi słońce i trzeba
po prostu w to wierzyć.
I trzymać się tej nadziei,
która jak zniknie, to już myślę sobie,
no może być bardzo trudno.
A jeżeli słucha nas jakaś taka osoba,
która właśnie...
jakoś się utożsamia z tym,
co mówi Angelika,
ale tak naprawdę jeszcze nie wie,
co się właściwie z nią dzieje i szuka
pomocy i wsparcia, to pamiętajcie o tym,
że my pomagamy też dobrać odpowiednie
wsparcie i jesteśmy tutaj też po to,
żebyście mogli no właśnie żyć podobnym
życiem, o którym mówi Angelika.
Dzięki Ci wielkie Angelika za to
spotkanie.
Dziękuję pięknie.
Dziękuję pięknie.
Do zobaczenia.